Wierzyć w dobro. I w Harleye.

Wierzyć w dobro. I w Harleye.

Makowy biszkopt siedzi w piekarniku, rozsiewając przyjemny migdałowy zapach po całym domu- bo przeca każde dziecko wie, że do maku migdał pasuje jak ulał. Że mak bez migdała nie smakuje jak trzeba. Zaraz wesoło na piecu zabulgocze kompot z suszu, chociaż tylko ja w tym domu lubię ten słodki ulepek. Gałęzie choinki wsadzone do wielkiego wazonu pachną lasem- zdobyte po ciemku na szaberku u sąsiada- tylko mnie nie wydaj ;) Za chwilę wyłączę komputer, odłożę na półkę telefon z tymi wszystkimi instagramami i fejsbukami, niech sobie odpoczywają. One ode mnie, a ja od nich.  Pościeram kurze. Pościel przebiorę, tę nową w czerwoną kratę nałożę. Później pewnie zrobię coś jeszcze, mimo że będę padała z nóg. Bo to przyjemne padanie z nóg jest. Najprzyjemniejsze. I kiedy położę się już do łóżka, coś koło północy to będzie, przeczytam przedostatni rozdział świątecznej książki, którą tydzień temu ktoś zaprzyjaźniony, poznany tu na blogu mi przysłał :) Ostatni rozdział zostawię na jutro.

Pamiętam Wigilie z mojego dzieciństwa, kiedy schodziło się do nas tyle ludzi, że tata musiał stoły od sąsiadów zwozić i pod ścianą w równym rządku ustawiać. Bo miejsca dla wszystkich nie starczało. Jeden stół obok drugiego, krzesło przy krześle, kolano przy kolanie, ciasno jak w puszce pełnej śledzi. Ludzie szturchali się łokciami, przeszkadzali sobie w jedzeniu, rozlewając czerwony barszczyk na bielutki wykrochmalony obrus. Zaśmiewając się przy tym do łez, bo po godzinie babciny obrus wyglądał jakby był cały w czerwone kropki. Nikt nie pomyślał wtedy, że to nieelegancko tak się szturchać i sąsiadowi z lewej pierożka w drodze do ust z ręki wytrącać. Pamiętam, że przy tych stołach siadała moja bardzo religijna Babcia i ciocia, która nie wierzyła w nikogo i w nic, poza sobą. Siadał wujek, który słowa na k i ch traktował jak przecinki i robił to z takim wdziękiem, że wszyscy mu wybaczali. Siadał też drugi wujek, który w czarnej skórzanej kurtce i spodniach poplamionych benzyną nie wywoływał żadnego zgorszenia u tego w garniturze i pod krawatem. Ten pierwszy zabierał mnie na przejażdżki prawdziwym Harleyem, kiedy byłam niewiele starsza od Mimi, a ten drugi nauczył, że nie odginały małego palca przy piciu z filiżanki. Siadał też kuzyn, który co tydzień miał nową dziewczynę i kuzynka, która czekać do ślubu chciała. Siadał dobry kolega mojego taty, który pluł na kościół dalej niż widział, a na księdza reagował niemalże wysypką. Siadała moja mama, która Wigilię rozpoczynała od zaintonowania kolędy i siadał mój tata, który czytał na głos fragment biblii. Razem, do kupy cisnęli się ateiści, niewierzący w nic, wierzący w siebie, w pieniądze, w wódkę, w motory, w Boga. Każdy inny. Każdy jedyny w swoim rodzaju. Każdy ważny tego dnia tak samo. I nic to, że Boże Narodzenie, święto katolickie w gruncie rzeczy. Ci, którzy chcieli świętowali narodziny Jezusa, inni świętowali radość z bycia z rodziną, jeszcze inni świętowali co tam chcieli. 

Dzisiaj z tych gwarnych Wigilii nic już nie zostało. Ludzie się wykruszyli, z każdym rokiem coraz ich mniej i mimo że dzieci nowe się rodzą, to już przy innych stołach świętują. Dzisiaj siadam do stołu z moimi wierzącymi rodzicami, niewierzącym mężem i dwójką dzieci, które są gdzieś tam na początku swojej drogi. W drugi dzień świąt zjem obiad z teściami, którzy wierzyli, a teraz już nie wierzą. Pomodlę się za wszystkich bez wyjątku, ze wszystkimi podzielę się opłatkiem, życząc najlepszego, najzdrowszego, wymarzonego. A później pójdę na pasterkę. Może z Zu, jeśli dotrwa. Dzisiaj jestem wdzięczna za Wigilie, które nauczyły nie tego, co w życiu najważniejsze- tolerancji. Dzisiaj wyciągam na zimny świąteczny spacer moje zanurzone w ciepłej wigilijnej atmosferze dzieci, mimo że nie chcą, marudzą i bardziej koc na nosy naciągają. Ciągnę je przez, daj Boże zaśnieżone ścieżki, i każę patrzeć, rozglądać się i zapamiętywać. Do dzisiaj pamiętam świąteczne spacery z wujkiem, tym od skórzanej kurtki. Nie chciałam, stroiłam fochy, a dzisiaj jestem mu tak bardzo wdzięczna, że nie odpuszczał. To na jednym z takich spacerów zadarłam wysoko głowę do góry, czapka mi na oczy spadła, i zapytałam w tę wieczorną ciemność:
- To w co ty wujek wierzysz, skoro w narodziny Jezuska nie wierzysz?
- W dobro, dziecko, wierzę. W dobro. 
...

- I w Harleye- dodał po chwili.

Kto wie, kim bym była teraz, gdyby nie te wigilijne spacery.

I ja dzisiaj Tobie chcę życzyć dobra. Dobra nie tylko w to Boże Narodzenie, ale zawsze, codziennie, w każdej godzinie. Tolerancji, otwartej głowy i spokoju w sobie, nawet jeśli sztorm próbuje Cię wciągnąć na dno. Dobro wraca, dlatego dawaj dobro, nie kalkulując, nie czekając na zwrot, na dziękuję. Wróci, kiedy będzie Ci potrzebne.

Wesołych i do siego!

Wracam do Ciebie już 2019 roku :)



10 niematerialnych prezentów, o których marzę (i trochę przedświątecznych rozkmin).

10 niematerialnych prezentów, o których marzę (i trochę przedświątecznych rozkmin).

Gdybym napisała, że nie lubię dostawać prezentów, to bym skłamała. 


I nie uwierzę w te zapewnienia, które jak grzyby po deszczu wyrastają ostatnio wokół mnie, że masz wszystko, że jeśli o czymś zamarzysz, to sama sobie to możesz kupić, że phi! materializm, komercja, że tu chodzi o coś innego... Naprawdę? Nie lubisz tego dreszczyku emocji przy rozwiązywaniu wstążeczki? Nie czujesz mrowienia w łydkach, kiedy zaglądasz do kolorowej torebki? Bo ja, wiesz, uwielbiam to i nie wyobrażam sobie, że można być aż tak bardzo dorosłym, aby otwieranie prezentu nie sprawiało już przyjemności. Podobno ludzie dzielą się na dwie grupy; pierwsza to ci, którzy rzucają się na prezent niczym wygłodniały drapieżnik na bezbronnego jelonka, rozrywając opakowanie na strzępy. Druga grupa z kolei to ci, którzy delektują się każdym etapem otwierania paczki, głaszcząc kolorowy papier, przykładając prezent do ucha, potrząsając i mrucząc z zadowolenia nad idealnie dobranym kolorem bileciku. Ja zdecydowanie należę do drugiej grupy. Zanim dopadnę środka, muszę chwilę popieścić papier opuszkami palców. Jeśli napiszesz mi tu, że masz wszystko i niczego nie chcesz, to ja Ci odpowiem, że coś mi tu śmierdzi. I nie wierzę, że Ty czujesz konwalie, sorry bejbe.



Najbardziej lubię, kiedy prezent  od razu mówi, że ten ktoś mnie zna. 


Zna mnie na tyle dobrze, że wie, iż w moim przypadku drogie nie zawsze znaczy dobre. Bo ja, proszę Ciebie, równie mocno ucieszę się z wymarzonych drogich jak pierun perfum oraz z kubka do kawy, którego jeszcze nie mam w moje kolekcji (bo ten, kto mnie zna, wie, że mam fioła na punkcie kubków i jeśli tak dalej pójdzie, to za chwilę otworzę jakieś kubkowe muzeum). Lubię, kiedy ktoś kto daje mi prezent obserwuje i słucha mnie na tyle, żeby wiedzieć, że rzucę mu się na szyję, kiedy dostanę zieloną herbatę w ładnej puszcze, książkę o której ostatnio ciągle gadam, planner na nowy rok z ogromną ilością miejsca na notatki- bo ja przecież ciągle coś notuję, bazgrzę i smaruję. A jeśli biżuteria, to żadne tam bling bling, tylko małe, delikatne i subtelne, ledwo widoczne, kobiece. Gdybym dostała wielki pierścień na pół dłoni, to serio nie wiedziałabym jak go nosić... Lubię czuć, że ktoś zadał sobie trud, aby poznać mnie na tyle dobrze, aby wiedzieć to wszystko... o tym, że zbieram kubki, jestem analogowa i muszę mieć przestrzeń do zapisków, że lubię dobrą herbatę i szary papier z czerwoną wstążką. Jeden z najpiękniejszych prezentów, jaki dostałam w swoim życiu, to opowiadanie napisane specjalnie dla mnie przez moją przyjaciółkę. Ten prezent kosztował tyle, ile kosztuje kartka papieru i wkład do długopisu. Jego wartość materialna była znikoma, za to czas, wysiłek i chęć sprawienia mi przyjemności uczyniły ten podarunek jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Przyjaźń nie przetrwała, za to kartkę z opowiadaniem mam do dzisiaj. 



Lubię dawać, dawanie sprawia mi ogromną radość. 


Nie wiem co bardziej mnie cieszy, branie czy dawanie. I nie ma w tym ani odrobiny kokieterii. Szykowanie prezentów rozpoczynam na długo przed uroczystością- najpierw myślę dla kogo i z jakiej okazji. Potem zastanawiam się jaka ta osoba jest, co lubi, a czego nie, co ją ucieszy, co wywoła uśmiech na twarzy. Uważnie słucham, obserwuję i wyłapuję wszystkie między wierszami wypowiadane prezentowe sugestie. Najtrudniej jest czekać, kiedy już ten jeden jedyny prezent znajdę. Najchętniej od razu poleciałabym do tej osoby i podzieliła się moją radością- a wiesz co dla ciebie mam??? Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy udało mi się spalić prezent, wygadując się zupełnie przez przypadek (lub z premedytacją...). Wyobraź sobie, że kilka lat temu wręcz zmusiłam Zu, żeby odpakowała prezent na kilka dni przed urodzinami... słabe, nie? ;) Tak samo jest teraz. Wymarzone paczki leżakują na dnie szafy, a już zacieram rączki na myśl o uśmiechniętych buziach moich dzieci. Wiem, że obie dostaną to, o czym marzyły od dawna. 



Prezenty prezentami...


Radość z dawania i brania to jedno, a granica między komercją, bożonarodzeniowym materializmem, a tym, co w tym wszystkim naprawdę istotne to drugie. Czasami jest tak cienka, że trudno ją dostrzec. I tu znowu mamy dwa przeciwległe obozy. Jeden obóz krzyczy, żeby zostawić w cholerę te prezenty, tę pogoń, żeby świąt nie sprowadzić li i jedynie do tej chwili, kiedy spod choinki wyciągamy paczki. Fakt, słabe by to było. Drugi obóz za to lata z obłędem w oczach po galeriach handlowych, kupuje, szaleje, cuduje i krocie zostawia u jubilera. Ja gdzieś tam się unoszę pomiędzy. Nie pozwolę sobie zabrać radości z rozpakowywania świątecznych prezentów, bo to jedna z najprzyjemniejszych chwil w całym roku i nie pozwolę również sprowadzić świąt do chorej pogoni za najnowszym modelem IPhone na ten przykład. Balans, ludzie, balans.




Jak to u nas z tymi prezentami? 


Fajnie jest :) Urodziny i Boże Narodzenie to okazje, kiedy Zu i Mimi dostają najokazalsze prezenty. Nie jestem rodzicem, który na co dzień zasypuje dzieci prezentami, zabawkami czy jakimiś gadżetami. Na wymarzoną siusiającą lalę trzeba poczekać :) Boże Narodzenie u nas to oczekiwanie na prezenty, ale również adwent, roraty i wspólne zapalanie świecy co niedzielę. To kalendarz adwentowy, strojenie domu i wspólna wyprawa po choinkę. To też wybieranie najładniejszej jemioły na jarmarku bożonarodzeniowym, lepienie uszek i podjadanie pierników. Udało nam się załapać balans i niech tak zostanie.




I tak sobie płynąc na fali przedświątecznych rozkmin, pomyślałam, że te najpiękniejsze prezenty to te, które mówią- znam Cię, lubię i chcę Ci zrobić dobrze. Nie muszę wydawać miliona monet na prezent, żeby pokazać Ci jak ważna/y dla mnie jesteś. 



Galerie handlowe zapchane do granic możliwości i aż mnie trzęsie na myśl o tym, że jutro muszę się do jednej z nich wybrać. Mus to mus- Zu wyrosła z galowej kiecki, a w piątej ma klasową wigilię. Gdyby nie to, moja noga na kilka dni przed świętami nawet by tam nie postała. Trzęsąc się, rozkminiam. A jakby tak... połowa z tych goniących za exclusive podarkiem, z najwyższej półki ą ę krzykiem mody, zatrzymała się i pomyślała... co tak NAPRAWDĘ wywołałoby uśmiech na jej/ jego twarzy? Czy czasami nie kupujemy wypasionych prezentów po to, żeby samemu poczuć się dobrze? Żeby się pokazać?



Ja na ten przykład umarłabym ze szczęścia, gdybym dostała co następuje:


1. Czas dla siebie. Taki kupon na jeden dzień do wykorzystania tylko dla mnie, tak jak chcę, tak jak mi się podoba, w ciszy i spokoju.

2. Samosy z Green Way'a. Przywiezione specjalnie dla mnie w ich firmowym kartoniku z zielonym logo. Taką mam fantazję, a co ;)

3. Nalewkę kokosową, koniecznie home made. Koc i dobry film do tego.

4. Wieczór w łóżku, z winem i książką.

5. Lub poranek w łóżku z kawą i książką.

6. Wolne popołudnie na samotne wyjście do kina (każdy się dziwi, ale ja uwielbiam chodzić sama do kina; z kimś też uwielbiam, żeby nie było ;) ) i na kawę.

7. Album ze zdjęciami. Taki samodzielnie zrobiony, opisany i opatrzony odpowiednimi komentarzami. To byłoby coś!

8. Nagraną specjalnie dla mnie płytę ze składanką moich ulubionych piosenek ever. Doceniłabym!

9. Książkę z dedykacją- taką od serca.

10. List. Tak, chciałabym dostać list.



Tak więc, jeśli jeszcze nie masz prezentu gwiazdkowego dla męża, chłopaka, siostry czy brata, może warto podarować temu komuś... siebie? Prezent, który powie: znam Cię jak nikt inny.


Ni to post poradnikowy, ni świąteczny. Ot moje rozkminy na kilka dni przed najcieplejszymi dniami w całym roku. Niech będzie pięknie, niezależnie od tego co znajdzie i co podłożysz pod choinkę :)


DIY. Cztery bożonarodzeniowe dekoracje last minute- proste i efektowne.

DIY. Cztery bożonarodzeniowe dekoracje last minute- proste i efektowne.


W tym roku okres przedświąteczny obfituje u mnie w handmade. 


W zasadzie bez przerwy w czymś dłubię, sklejam, układam i maluję. Pistolet do klejenia na gorąco i butla pełna kleju Wikol to mój nieodłączny grudniowy atrybut. Mam całkiem pokaźną kolekcję gałązek, szyszek, orzechów, sztucznej jarzębiny, kokardek wszelkiej maści i rodzaju, cekinów i, o zgrozo, brokatu. Kto ma dzieci, ten wie, że brokat działa na nie jak magnes, a dzieci niestety z brokatem obchodzą się dość brutalnie, rozsypując go gdzie popadnie. Czy wiesz jak ciężko jest usunąć brokat z firan na ten przykład? Nie polecam. Brokat trzymam więc poza zasięgiem małych zachłannych łapek, do woli rozdając mikro bombeczki, perełki czy szyszki. Niech mają. Niech się artystycznie wyżywają.



Nie wiem czy mój tegoroczny hendmejdowy szał wynika z chęci stworzenia Zu i Mimi fajnych wspomnień, czy raczej z radości, jaką dają mi wszelkie ręczne robótki. A może z jednego i drugiego po trochu? 


Musisz wiedzieć, że nie mam za grosz talentu do handmade. Zupełnie jakbym miała dwie lewe ręce. Jednak przyklejanie cekinów do styropianowej bombki ogromnie mnie relaksuje, zbieranie szyszek do adwentowego świecznika wprawia mnie w pozytywny nastrój, a oglądanie swojego dzieła, nawet jeśli jest nieco koślawe, napawa dumą, więc... w tym roku postanowiłam olać fakt, że nie zostanę hendmejdowym mistrzem i skupić się na przyjemności. Czystej przyjemności tworzenia. Sporo mnie to kosztowało, bo mam pokręconą naturę, która każe mi być perfekcjonistką we wszystkim co robię i jeśli coś nie wychodzi mi idealne, to temat szybko porzucam. Sama przyznaj, że to bez sensu, prawda? Nareszcie postawiłam na radość, nie na efekty. Mam więc na swoim koncie świecznik adwentowy, lampioniki z jabłek, wieniec z orzechów i dwa dzieła na szkolny kiermasz świąteczny dla Zu- lampion w słoiku oraz ośnieżoną bombkę. Wszystkie te rzeczy robi się niezwykle szybko, więc jeśli masz ochotę na odrobinę diy na ostatnią chwilę, to zapraszam.

I jeszcze jedno- nie przejmuj się tym, że nie potrafisz, że Ci nie wychodzi, że nie jest idealnie. Olej to. Twórz, przyklejaj,  miej z tego fun i spróbuj nie zauważać tego brokatu.. ;)





Cztery pomysły na świąteczne dekoracje last minute. Proste, szybkie i efektowne.


1. Wieniec z orzechami włoskimi.


Potrzebujesz:

bazę, czyli zielony wieniec do kupienia w każdej kwiaciarni za kilka złotych
orzechy włoskie
ozdoby, np. laski cynamonu, anyż, kokardki itp.
klej do klejenia na gorąco

Jak to zrobiłam?

Orzechy umyłam, dokładnie wysuszyłam. Na każdy orzech nałożyłam kapkę gorącego kleju i przyklejałam jeden obok drugiego, aż zapełniłam całą zieloną powierzchnię. Pomiędzy orzechami przykleiłam dekoracje. U mnie to anyż, laski cynamonu, plasterki pomarańczy i kokardki. Voila! Oczywiście zamiast orzechów możesz użyć szyszek, kasztanów, w zasadzie wszystkiego co tylko wpadnie Ci do głowy. Ja użyłam orzechów, bo nasz orzechowiec wyjątkowo w tym roku obrodził :) Wieniec powędrował jako prezent przedświąteczny do Teściów.






2. Cynamonowa świeczka z jabłka.


Potrzebujesz:

jabłko (najlepiej twarde)
świeczka typu tealight
trochę cynamonu
laskę cynamonu
goździki
wstążeczkę do obwiązania jabłka

Jak to zrobiłam?

W jabłku od góry wydrążyłam otwór wielkości świeczki tealigh. Do otworu wsypałam trochę- mniej więcej pół łyżeczki- cynamonu i umieściłam w nim świeczkę. Lampionik jest już gotowy, teraz wystarczy puścić wodze fantazji i ozdobić go według uznania. Ja powbijałam w moje jabłko kilka goździków, obwiązałam je czerwoną wstążką i przyozdobiłam sztucznymi gałązkami jarzębiny. Jeśli chcesz wzmocnić piękny szarlotkowy zapach, przymocuj do jabłka laskę cynamonu- obłęd! Niestety jabłko psuje się już po 3 dniach, więc jest to raczej ozdoba ma krótki czas.









3. Ośnieżona bombka.


Potrzebujesz:

styropianową bombę (do kupienia w każdym sklepie plastycznym za grosze)
pół szklanki zwykłego cukru (im grubiej mielony, tym lepiej)
klej Wikol
pistolet z klejem do klejenia na gorąco (znów sklep plastyczny, koszt 16zł)
pędzel
ozdoby- kokardki, wstążeczki, sztuczne kwiatki itp.
haczyk do bombek (takie małe ustrojstwo również do kupienia w sklepie plastycznym, koszt- 30 gr)

Jak to zrobiłam?

Cukier rozsypałam na gazecie. Całą bombkę posmarowałam Wikolem. Do tego celu oczywiście wylałam niewielką ilość kleju na miseczkę, maczałam pędzel i nie szczędziłam kleju- na początku jest biały, ale później staje się niewidoczny. Póki klej był mokry, moczyłam bombkę w cukrze, pilnując, aby pokrył całą powierzchnię bombki. Nie przejmuj się, jeśli cukier osypuje się jak wściekły, bo kiedy klej wyschnie, cukier przywrze do niego na mur beton. Po wyschnięciu kleju, przystąpiłam do dekorowania. Klejem do klejenia na gorąco przykleiłam sztuczne kwiatki, gałązki choinki, kokardkę i plaster suszonej pomarańczy. Na koniec na górę wbiłam haczyk, żeby można było bombkę powiesić. Efektowna rzecz, wygląda jak osypana śniegiem.





4. Ośnieżony lampion w słoiku.


Potrzebujesz:

słoik- umyty i dobrze wysuszony
pół szklanki cukru
świeczkę
klej Wikol
pędzel
klej do klejenia na gorąco
ozdoby- np. kokardki, wstążki, laski cynamonu, anyż itp.

Jak to zrobiłam?

Cukier rozsypałam na gazecie. Cały słoik posmarowałam klejem Wikol, tak jak w przypadku bombki. Szybko, zanim jeszcze klej wysechł, obtoczyłam słoik w cukrze. Odstawiłam do wyschnięcia. Kiedy klej wysechł, do środka włożyłam laskę cynamonu, gwiazdkę anyżu, kilka malutkich gałązek choinki i świeczkę- pamiętaj, żeby dekoracji w środku nie było za dużo, bo inaczej mogą się zapalić. Słoik udekorowałam czerwoną wstążką, sztucznymi kwiatkami i malutkim dzwoneczkiem, który znalazłam gdzieś w mojej przepastnej szufladzie z przydasiami ;)










Myślisz, że moje diy będą miały wzięcie na szkolnym kiermaszu? :)

Wegańskie pierniczki z lukrem z mascarpone oraz wzory do dekoracji do pobrania.

Wegańskie pierniczki z lukrem z mascarpone oraz wzory do dekoracji do pobrania.

* Kilka osób zwróciło mi uwagę, że pierniczki nie są wegańskie, bo użyłam do lukru serka mascarpone. Tak, zgadza się- pierniczki same w sobie są wegańskie, natomiast lukier już nie jest. Tym, którzy zwrócili mi uwagę w kulturalny sposób dziękuję, całej reszcie hmm... życzę wesołych i SPOKOJNYCH świąt ;) 


Zwykłe pierniczki ociekające miodem, masłem i cukrem pudrem też u mnie będą, na pewno ;) Moje domowe słodyczojady nie zadowolą się tylko i wyłącznie zdrową wersją. W planach mam więc tort makowy z pomarańczami, sernik z chmurką piernikową, dwa rodzaje pierniczków, ale również brownie z fasoli oraz chlebek bananowy. Wigilię spędzimy z jednymi dziadkami, kolejny dzień z drugimi dziadkami, więc eklektyczne pod względem jedzenia święta połączą mięsojadów i cukrożerców z unikającymi cukru wegusami. Obok ryby na milion sposobów, mięsnego pasztetu i sałatki z tuńczykiem na stole staną pierogi z soczewicą, paszteciki z kapustą i jaglany pasztet. Będzie  pysznie, będzie ciekawie i dla wielu domowników na pewno inaczej :)

Dzisiaj przychodzę do Ciebie z przepisem na przepyszne, zdrowe piernikowe ciasteczka (bo prawdziwymi piernikami raczej nie są; tradycyjne piecze się z dojrzewającego przez kilka tygodni ciasta). Mocno cynamonowe, ciemne od kakao, słodkie, rozpływające się w ustach. Dzięki mascarponowemu lukrowi mają ciekawy, oryginalny posmak. Idealne do porannej kawki i popołudniowej herbatki, do torebki, na szoping i spacer do parku. Pięknie udekorowane (na końcu znajdziesz link do pobrania małej instrukcji dekorowania pierników), zapakowane w świąteczną puszkę mogą być pięknym prezentem dla kogoś bliskiego. Poza tym... można je jeść bez wyrzutów sumienia, bo skład bije na głowę wszelkie inne klasyczne pierniki. Bierzcie i pieczcie z tego wszyscy!




KORZENNE CIASTECZKA PIERNIKOWE
wegańskie, zdrowe i pyszne



Potrzebujesz:


szklanka oleju kokosowego bezzapachowego
2 szklanki mąki pełnoziarnistej
łyżka namoczonego siemienia lnianego (może być już gotowe zmielone)
pół szklanki syropu z agawy (lub daktylowego, lub innego słodzidła w płynie)
torebka korzennych przypraw
2 łyżki naturalnego kakao
2 łyżeczki sody


Na lukier:


szklanka serka mascarpone
pół szklanki mleczka kokosowego (tej twardej części)
zdrowy słodzik w proszku, np. ksylitol (ilość wedle uznania)




Zrób tak:


I tu się nieco zawiesiłam, bo najprościej byłoby napisać- wszystko do kupy wymieszaj, zagnieć i wycinaj, ale to by było nieelegancko, więc...

1. Mąkę wymieszaj ze wszystkimi suchymi składnikami, czyli z sodą, kakao i przyprawami korzennymi.

2. Następnie dodaj rozpuszczony olej kokosowy, syrop z agawy i namoczone siemię (jeśli nie masz siemienia, dodaj jajko, ale wtedy już nie będzie wegańsko).

3. Zagnieć kulę. 

4. Rozwałkuj i wycinaj pierniczki. Pamiętaj, że ciastka rosną w trakcie pieczenia.

5. Piecz ok. 10-15 minut w mocno nagrzanym piekarniku (ok. 190 st.).



Zrób lukier:


1. Mascarpone razem z mleczkiem kokosowym ubij mikserem tak, aby miały gęstą konsystencję. Możesz dosłodzić wedle uznania. 

2. Lukier nałóż do rękawa cukierniczego i ozdabiaj ostudzone ciasteczka. 

3. Jeśli chcesz pokombinować z innymi kolorami lukru, użyj barwnika spożywczego.






Jeśli wydaje Ci się, że piękne udekorowanie pierników jest poza Twoimi zdolnościami, to natychmiast przestań tak myśleć. Ja też uważałam się za łamagę, jeśli chodzi o wszelkie cukiernicze robótki. Tymczasem... to jest naprawdę bardzo łatwe! Wystarczy użyć zwykłego, najtańszego rękawa cukierniczego z cienką nasadką (na allegro za kilkanaście złotych) i jedziesz! Kliknij w link i pobierz krótką instrukcję, jak możesz kilkoma prostymi ruchami udekorować swoje ciasteczka. Baw się tym! Przecież o to w tym wszystkim chodzi :)








......




Bądźmy w kontakcie! Zajrzyj na mój Instagram oraz Fanpage- tam jestem aktywna praktycznie codziennie.
Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.

Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.

Grudzień to magiczny czas nie tylko ze względu na Boże Narodzenie, ale na sam fakt oczekiwania i przygotowywania się do nich. W radio pobrzmiewają świąteczne piosenki, w tym nieśmiertelne "Lat Christmas", które z każdym kolejnym grudniem irytuje mnie coraz mniej. Wystawy sklepowe krzyczą milionem błyskających lampek, mechanicznych mikro- Mikołajków i watą, która ma udawać śnieg, tak myślę. Galeria handlowa zamieniła się w jeden wielki trzypiętrowy jarmark, pełen oszałamiających dekoracji, podwieszanych pod sufitem reniferów i choinki wielkiej na kilkanaście metrów. Wczoraj podobno przyjmował pod nią na audiencji niejaki Święty Mikołaj wraz ze swoją dziarską pomocnicą Śnieżynką. Można było wdrapać się Świętemu na kolana, poprosić o wymarzony prezent, a uśmiechnięty od ucha do ucha rodzic mógł nacykać fot do rodzinnego albumu ile chciał. Może kicz, może za dużo komerchy, za bardzo bling bling to wszystko, ale co tam, wyjątkowo mi to nie przeszkadza. Teraz wszystko dookoła mnie może błyszczeć brokatem i cekinami, pobrzękiwać  reniferowymi dzwoneczkami i pachnieć korzennymi przyprawami. Więcej cynamonu? Naturalnie! Głośniej z tym "Last Christmas"? Ależ proszsz! ! Tak, poczułam to i wiesz co? Bardzo się cieszę, że mimo 30-stki na karku nadal zadzieram głowę do nieba i wypatruję pierwszego śniegu. Obym do końca życia tkwiła we frakcji "Jak cudownie, że spadł śnieg", zamiast marudzić w tej drugiej "Cholera, spadł śnieg, trzeba będzie odśnieżyć samochód :/ " 

Grudzień to czas, kiedy odstawiam na półkę moje ulubione kryminały, a do ręki biorę nieco cukierkowe, momentami przesłodzone świąteczne historie. Teraz wszystko ma być dobrze. Teraz wszystko ma się dobrze kończyć. Każda księżniczka ma znaleźć swojego księcia, oczywiście w Boże Narodzenie, pod jemiołą. A co! ;) Zapraszam na zestawienie moich ulubionych świątecznych książek. Lekkich i przyjemnych, które jak nic innego wprowadzą Cię w świąteczny nastrój.



Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.




1. "Świąteczne marzenie" Amanda Prowse


Ciepła opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku. W dzieciństwie Meg zawsze marzyła o idealnym Bożym Narodzeniu. W tym roku samotna matka przygotowuje baśniową Gwiazdkę dla Lucasowi, małemu synkowi. Na stole stanie pieczony indyk, kolędy ukoją znajomymi nutami, ogień będzie igrał w kominku, a tuż obok niego zawiśnie tradycyjna skarpeta... Meg doskonale wie, że ona i Lucas poradzą sobie sami. Jednak pewna przypadkowa znajomość zmieni wszystko. Nagle święta bez mężczyzny nie wydają się już być taką wspaniałą opcją, tylko co zrobić, kiedy wybraniec serca mieszka za oceanem?






2. "Anioł do wynajęcia" Magdalena Kordel


"Gdybyś całkiem przypadkiem, tam u siebie na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła, anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę. A, i gdybyś mógł mi pomóc w tym, żebym do końca nie zapomniała czym jest miłość i radość..."

"Anioł do wynajęcia" to niezwykła historia, która otula jak ciepły koc, a przede wszystkim przywraca wiarę w ludzi i daje nadzieję.

3. "Obudź się Kopciuszku" Natalia Sońska


Śnieżna sceneria Zakopanego i sylwester spędzony w gronie przyjaciół. Czy może być coś lepszego? Alicja długo wzbraniała się przed wyjazdem. Nie lubiła tłumów i hałasów, a każde święta do tej pory spędzała na dyżurze w szpitalu. Gdy w końcu uległa namowom przyjaciół, nie domyśla się nawet, że jej życie zmieni się całkowicie. Podczas sylwestrowej nocy pozna Michała, tylko czy Alicja obudzi się ze snu, przestanie uciekać i otworzy się na miłość?


4. "Biuro przesyłek niedoręczonych" Natasza Socha


Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi... Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.




5. "Nie całkiem białe Boże Narodzenie" Magdalena Knedler


Miks kryminału i lekkiej świątecznej powieści. Tak, tak też się da. Zagubiony w lesie pensjonat tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwykłymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić czas właśnie tam. Pewnego poranka w wannie zostaje odnaleziony trup, a kilka godzin później w lesie- kolejny. Do akcji wkracza zabawny detektyw Romanowski- amator ciągutek i dziwnych krawatów.


6. "Serce z piernika" Magdalena Kordel


Zatrzymaj się i rozejrzyj dookoła. Czasami tyle wystarczy, żeby w Twoim życiu zaczęły dziać się cuda. Klementyna, mistrzyni pachnących wypieków, całe życie spędziła na walizkach. W najbardziej niespodziewanych momentach babcia Agata brała ją za rękę i ruszały w nieznane. Dziś w oczach swojej córki Dobrochny widzi ten sam niepokój na widok babci szykującej się do drogi. Klementyna już wie, że przyszedł czas, aby zmienił całe swoje życie...




7. "Hotel pod jemiołą" Richard Paul Evans


Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie- pragnie napisać powieść o miłości. W urokliwym hotelu Pod Jemiołą organizowany jest konkurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego mężczyznę, z którym nawiązuje tajemniczą więź. Taką, jaka zdarza się ludziom podobnie patrzącym na świat. Piękna opowieść o tym, że jeśli nie tracimy wiary, to najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami. 

8. "Oświadczyny" Tasmina Perry


Powieść zawiera w sobie dwie strefy czasowe. Rok 1958- młoda Georgina Hamilton bardzo chce zostać pisarką, choć jej rodzice raczej pragną, by wzięła udział w balu debiutantek i znalazła sobie odpowiedniego kandydata na męża.  Rok 2012-  Amy Carrel jest kelnerką i bardzo kocha się w bajecznie bogatym mężczyźnie z wyższych sfer- Danielu. Jego rodzina nie akceptuje kelnerki, uważają, że byłby to prawdziwy mezalians. W pewnym momencie obie kobiety się spotykają. Georgina szuka młodej damy do towarzystwa, a Amy odpowiada na ogłoszenie starszej pani...




9. "Światło w cichą noc" Krystyna Mirek


Trwają przygotowania do świąt. Na osiedlu położonym na obrzeżach Krakowa lśnią tysiące świateł. Tylko dwa domy stoją ciemne- przedwojenna willa i niewielki budynek obok niej. Antek Milewski po wielu latach wraca do rodzinnego domu. Chce zacząć wszystko od nowa, jednak po przekroczeniu progu wracają przykre wspomnienia. Obok stoi domek, w którym nigdy nie spędza się świąt Bożego Narodzenia, bo tragiczne wydarzenia odebrały radość z tego wyjątkowego dnia. Czy bohaterowie uporają się z przeszłością i odnajdą na nowo spokój? 

10. "Gwiazdka z nieba" Katarzyna Michalak


Co może grozić komuś, kto stracił już wszystko? W śnieżną wigilijną noc na tatrzańskiej przełęczy dochodzi do tragedii. Sześć lat później w mazurskiej chacie nad jeziorem staje się cud. Niektórzy ludzie, choćby mieli wszystko, nie będą szczęśliwi. Nataniel należał do tych drugich. W przeszłości uległ poważnemu wypadkowi, potem zmarła jego ukochana mama, a teraz stracił jeszcze dach nad głową. Nie miał nic, ale zyskał wolność i mógł ruszać w nieznane. Mała chatka miała być tylko przystankiem na jego drodze. Miejscowa legenda głosi, że każdy kto się w niej zatrzyma straci to, co kocha...

11. "Nasze kochane święta" Iwona Poczopko


Historia rodzinna w czterech wigilijnych aktach. Przewrotnie opowiedziana saga rodzinna, wpisana w historię ostatnich dziesięcioleci. Niepolityczna i pod prąd. Zaczyna się w czasach "bujnego Gierka", a kończy w dzisiejszych trudnych czasach. Przy stole Niuty i jej męża Edka spotyka się cała rodzina, raz większa, raz mniejsza, w zależności od ślubów, narodzin dzieci, pogrzebów i rozwodów. Rodzina raz się kłóci, raz kocha, stawia wspólnie czoła problemom, wspiera. Kiedy zaczynają rozmawiać, w ich dyskusje wkrada się polska rzeczywistość i realia. Jest śmiesznie, strasznie, chwilami smutno, ale bardzo po naszemu ;)

12. "Dwanaście niedokończonych snów" Natasza Socha


Zimowy wieczór jest senny, magiczny i pełen cudów. Jak życie. Momo ma 28 lat i żyje w gorsecie własnych ograniczeń. Nie pije kawy, nie patrzy ludziom w oczy, nie kupuje kolorowych ubrań, boi się podróżować. Ma za sobą nieudane małżeństwo i skomplikowane relacje z ojcem. Jej światem jest sztuka- projektuje biżuterię i meble z recyklingu. I wtedy pojawiają się sny. Są jak pomost łączący noc z dniem. Wyznaczają Momo kolejne zadania, które musi wypełniać...







13. "Zimowe serca" Belinda Jones


Wyobraź sobie, że budzisz się w śnieżnej kuli... Właśnie tak czuje się dziennikarka Krista po przyjeździe do Quebeck, gdzie ma zrobić reportaż o zimowym karnawale. Zimne dotychczas serce Kristy zaczyna powoli topnieć, kiedy odkrywa zaczarowany świat pełen lodowych pałaców, psich zaprzęgów i smakołyków z syropem klonowym. W końcu spotyka tajemniczego mężczyznę, równie przystojnego, co szorskiego, który tak jak i Krosty, nosi w sobie sekret...

14. "Wieczór taki jak ten" Gabriela Gargas


Michalina ma 27 lat i sama wychowuje młodszego brata. Mieszkają w przepięknej, malowniczej miejscowości u podnóża Tatr. W codziennych trudach wspiera ją babcia Zosia, właścicielka cukierni "Cynamonowe serca". To za jej radą, by podreperować budżet, wnuczka postanawia na okres Bożego Narodzenia wynająć pokoje dla gości. Do pensjonatu przyjeżdżają tylko cztery osoby- ekscentryczny rozwodnik, który najchętniej wymazałby święta z kalendarza, pani doktor z córką oraz starsza pani, szukająca utraconych wspomnień. Gdy dzień przed Wigilią do drzwi domu Michaliny zapuka ktoś jeszcze, jej życie wywróci się do góry nogami...

15. "Cztery płatki śniegu" Joanna Szarańska


Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni... Ten wyjątkowy czas skrzyżuje ze sobą drogi młodego małżeństwa posądzającego się wzajemnie o zdrady, młodej mamy zmęczonej dobrymi radami teściowej, sknery, którego żona marzy o dziecku, kobiety samotnie wychowującej córeczkę i pewnego przystojnego mężczyzny. 

16. "Moja magiczna Praga" Isabelle Broom


Trzy kobiety. Trzy historie miłosne. Jedno miasto, gdzie spełniają się marzenia. Dla Megan wypad do Prago tuż przed Bożym Narodzeniem z jej przyjacielem ma być tylko inspiracja przed zbliżającą się wystawą fotograficzną. Dla Hope to niespodzianka, jaką zaskakuje ją mężczyzna, w którym się zakochała. Dla Sophie Praga zawsze była magicznym miejscem. Czeka cierpliwie, aż dołączy do niej Robin, jej ukochany, z którym co roku odwiedzają to miasto. Ale jego przyjazd niepokojąco się opóźnia...



17. "Siedem dni razem" Franceska Hornak


Dowcipna, pełna celnych obserwacji powieść o tym, co czeka rodzinę, gdy podczas świąt zmuszona jest odbyć tygodniową kwarantannę. Rodzina Birchów wyjeżdża na święta Bożego Narodzenia do podupadającej wiejskiej posiadłości. Będą odcięci od świata przed 7 dni, skazani są na własne towarzystwo. Winny temu jest wirus haag i Olivia,która leczyła w Afryce ofiary epidemii i musi odbyć tygodniową kwarantannę wraz ze swoją rodziną. W narzuconej, nie zawsze wygodnej bliskości nic nie może zostać długo w ukryciu...

18. "Tam gdzie czekał anioł" Dorota Schrammek


Mama dwójki dorosłych dzieci, którą przerastają problemy, wyjeżdża za granicę, aby uporządkować soje życie. Podejmuje pracę jako opiekunka starszego małżeństwa. Wkrótce na drodze bohaterki pojawiają się osoby, które zmienią jej życie. Małe niemieckie miasteczko powoli staje się dla Beaty oaza spokoju, jednak ta pozorna równowaga zostaje zakłócona zaskakującymi wiadomościami. Pozytywna, pełna nadziei i przebaczenia opowieść, która zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem.

19. "Dwanaście życzeń" Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska


Dagna to młoda dziewczyna z małej miejscowości, której bardzo się wstydzi. Pracuje w telewizji i choć w swoim programie przekonuje widzów o magii rodzinnych świąt to sama nie ma zamiaru odwiedzać rodziców. Jej plany ulegną jednak zmianie, gdy szef przydzieli jej zadanie przygotowania reportażu o bożonarodzeniowym cudzie w jej rodzinnej miejscowości. Czy istnieje lepszy okres niż Boże Narodzenie, aby przewartościować swoje życie, odnaleźć miłość sprzed lat, odnowić więzi rodzinne i docenić to co mamy?

20. "Świąteczna kafejka" Amanda Prowse


Bea nie wierzy w tak zwane drugie szanse. Jest 53- letnią wdową, która musi zmierzyć się z faktem, że już na zawsze pozostanie samotna. Nie mogąc sobie poradzić z nieukojonym żalem i  ogromnym poczuciem lęku, ucieka w ciężką, tytaniczną pracę, poświęcając się bez reszty prowadzeniu kafejki. Pewnego dnia Beat dostaje maila od właścicielki kafejki w Edynburgu. Kobieta namawia Beę do przyjazdu do Szkocji na Boże Narodzenie.  magicznej scenerii romantycznego Edynburga Bea odkrywa sekrety przeszłości, o których nie da się zapomnieć...







Masz swoje ulubione świąteczne tytuły? Może jest jakaś książka, która powinna znaleźć się na mojej liście? Pisz, chętnie odkryję nowe historie! :)
Jod a niedoczynność tarczycy.

Jod a niedoczynność tarczycy.

Dzisiaj zapraszam Ciebie na drugi artykuł z cyklu o zdrowej tarczycy. Ten post miał się początkowo pojawić w niedzielę, przynajmniej takie ambitne miałam plany, ale temat leczenia tarczycy jest tak rozległy, że zupełnie się pogubiłam pisząc o wszystkim jednocześnie. Chciałabym napisać Ci o diecie, suplementach, aktywności fizycznej, szkodliwości stresu, o fluorze i jodzie... i o wielu, wielu innych rzeczach. Dlatego będę pisała po trochu. Co tydzień opiszę jeden temat związany z niedoczynnością tarczycy i jej naturalnym (w miarę) leczeniem. Dzisiaj opowiem Ci o jodzie. Jest on tak bardzo ważny zarówno w profilaktyce chorób tarczycy, jak i w leczeniu niedoczynności, że zdecydowanie zasługuje na osobny artykuł.







Co to właściwie jest ten jod? Wiadomo, pierwiastek chemiczny, tak jak uczono nas w szkole, ale co poza tym? Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak ważnym dla ludzkiego organizmu pierwiastkiem jest jod? Pewnie nie. Ja również do niedawna nie rozkminiałam za bardzo co też ten jod robi, czym grozi jego niedobór, nad dawkami jodu również się nie zastanawiałam. Ot, przyjmowałam regularnie suplementy diety dla kobiet, święcie wierząc, że ten, kto je wyprodukował, wiedział co robi. O, ja naiwna...

Teraz trzymaj się mocno poręczy albo oparcia krzesła, albo czegokolwiek, co masz pod ręką, bo to, co zaraz przeczytasz zwali Cię z nóg. W każdym razie mnie zwaliło, a jak już się podniosłam, to zaczęłam dla Ciebie pisać. Słuchaj, okazało się, że zalecana w Polsce dzienna dawka jodu, to, uwaga, 0,15 mg na dobę. Niby ok, bo takie zalecenia można wyczytać na większości ulotek czy też na stronach internetowych. Tymczasem, jeśli tylko zadasz sobie odrobinę trudu i pogrzebiesz nieco w informacjach, które notabene wcale nie są jakieś utajnione, odkryjesz, że w różnych krajach określone są większe dawki. Generalnie oscylują w granicach 1-2mg na dobę. Idąc dalej- dieta przeciętnego Japończyka zawiera około 5-7mg jodu. Czujesz to? Japończyk zjada 100-krotnie więcej jodu niż zaleca się Europejczykom! I teraz postaw sobie pytanie- kto jest zdrowszy: Europejczyk czy Japończyk? Kto żyje dłużej? Kto ma zdrowsze serce? Płuca, wątrobę i tarczycę? Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to z chęcią Cię poinformuję, iż w Japonii jest o wiele niższy procent schorzeń tarczycy i dużo niższa zachorowalność na nowotwory, które wiążą się z niedoborem jodu. Takimi nowotworami są przede wszystkim: rak piersi, rak jajników, prostaty i, tak, tarczycy. Kropką na "i" niech będzie informacja, że w mieście Kioto mieszka kilka razy więcej stulatków niż w całych wielkich Stanach Zjednoczonych.



Objawy niedoboru jodu.


- osłabienie, senność, zmęczenie, apatia
- problemy z koncentracją i pamięcią
- wypadanie włosów, sucha skóra, łamliwe paznokcie
- zimne dłonie i stopy, obniżona temperatura ciała
- kurcze mięśni, bolesne stawy i mięśnie
- bóle głowy, depresja, zły nastrój
- obrzęki twarzy, zwłaszcza powiek


A teraz, proszę, zajrzyj tutaj i porównaj objawy niedoczynności tarczycy z objawami niedoboru jodu. Zaskakująco się pokrywają, prawda?


Niestety znaczna część populacji na świecie cierpi na mniejsze lub większe niedobory jodu (dane zawarte w "National Health and Nutrition Examination Surveys"). Z jednej strony ludzie ograniczają sól jodowaną (i dobrze), a z drugiej strony nie zdają sobie sprawy, jak ważny w diecie jest jod i nie szukają dobrze przyswajalnych jego źródeł. W efekcie mamy święta trójcę pierwiastków, które są najbardziej deficytowe w organizmie ludzkim- jod, selen, magnez- wszystkie trzy są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania tarczycy.

Zdrowy, sprawnie działający mechanizm bez problemu przeciwstawia się infekcjom, jednak długotrwały niedobór minerałów, w tym właśnie świętej trójcy wyżej wymieniowej, negatywnie wpływa na układ odpornościowy. Dobrze funkcjonujący układ immunologiczny jest niezbędny do prawidłowej pracy tarczycy. Jeśli organizm się nie broni, chorujemy, w tym choruje tarczyca.



Bez odpowiedniego poziomu jodu nie ma zdrowej tarczycy.


Trzeba to sobie powiedzieć jasno. Spożywamy za mało jodu. Normy są zaniżone. Tymczasem dostarczany w odpowiednich ilościach jod potrafi nie tylko regulować dysfunkcyjną tarczycę, ale również wspierać wszelkie zaburzenia hormonalne. Nie bez powodu brak jodu wymieniany jest jako jedną z przyczyn tendencji organizmu do zachorowań na "kobiece" nowotwory- jajniki, piersi, macicy... Jod = zbalansowana gospodarka hormonalna. Oczywiście upraszczam, bo to nie zależy tylko i wyłącznie od jodu, ale jego właściwy poziom wspiera zdrowie oraz potrafi uchronić przed nowotworem. Jest potrzebny naszemu metabolizmowi właściwie we wszystkich procesach, wspomaga tarczycę, która kontroluje Twój metabolizm- to jest wielka sprawa.



Anty-bakteryjny, anty- grzybiczy i anty- wirusowy pierwiastek.


To jest naprawdę fascynujące, że jod, poza oczywistym wspieraniem układu hormonalnego, pomaga też zwalczać ogromną ilość wewnętrznych i zewnętrznych bakterii, grzybów i wirusów. Niszczy każdego rodzaju patogeny, w tym pleśń. Jest niezastąpiony w stanach zapalnych organizmu; mówiąc krótko- jeśli mamy odpowiedni poziom tego pierwiastka, stany zapalne goją się szybciej i mniej dają się we znaki. Jod ma działanie podobne do antybiotyku, bo działa zarówno na grzyby, jak i na wirusy (antybiotyk działa tylko na bakterie- o czym tak często wszyscy zapominamy, ładując w siebie antybole bez opamiętania, ale to zupełnie inny temat). Poza tym nie zabija naturalnej flory bakteryjnej jelit, jak to bywa często w przypadku antybiotykoterapii. Bardzo cieszą mnie najnowsze badania, które mówią, iż antybiotyki nie zabijają bakterii do końca, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy już zdrowi, gdyż te małe paskudy przyczajają się, rosną, rozwijają się i mutują, żeby potem zaatakować z większą intensywnością. Nie muszę chyba dodawać, że owe zmutowane bakterie są już odporne na antybiotyk? Nie, nie twierdzę tutaj, że nie podam już nigdy moim dzieciom antybiotyku, że nie skorzystam z tej możliwości. Doceniam postęp medycyny i fakt, że ratuje ludziom życie w kryzysowych sytuacjach. Bardzo jednak bym chciała, abyśmy rozsądniej korzystali z tego dobrodziejstwa,jakim są antybiotyki i nie zażywali ich na przysłowiowy katar.

Jod zabija do 90% grzybów w kontakcie ze skórą w czasie mniejszym niż 90 sekund!



Jod robi nam dobrze na każdym polu!


1. Zapobiega udarom i zawałom serca.
2. Wspiera proces regeneracji komórek.
3. Niszczy zmutowane komórki, przez co zapobiega nowotworom.
4. Reguluje ciśnienie krwi.
5. Reguluje poziom cukru we krwi.
6. Pomaga wchłaniać białko.
7. Zmniejsza wpływ promieniowania z urządzeń elektronicznych.
8. Wspiera zdrowy rozwój płodu.
9. Reguluje produkcję estrogenu w jajnikach.
10. Płukanka z jogu (płyn Lugola) usuwa ból gardła w ciągu 30 minut.
11. Pobudza porost włosów (nałożony na głowę, znów płyn Lugola)


etcetera...



Jak sprawdzić, czy masz niedobory jodu.


Nie jestem pewna, czy można zrobić badanie poziomu jodu z krwi. Dzwoniłam do trzech laboratoriów i w każdym powiedzieli mi, że teoretycznie można, ale oni tego nie robią. Jeśli wiesz, gdzie można zrobić takie i badanie i czy w ogóle, to daj znać.

Jest jeden sposób laboratoryjny, o którym dowiedziałam się w lokalnym laboratorium. Najpierw należy przyjąć dużą dawkę jodu, czyli mniej więcej 80 mg, a następnie zbierać cały (!) mocz przez dobę. Jeżeli 90% spożytego jodu pojawi się w moczu, jest ok. Jeśli mniej- mamy niedobory. Wadą tej metody jest brak precyzji w określeniu jak wielkie mamy niedobory, poza tym które laboratorium przyjmie i zbada wiadro, sorry za kolokwializm, ale sików??

Najlepszym sposobem jest test skórny. Kup w aptece płyn Lugola, następnie zrób plamę o średnicy ok. 3 cm na brzuchu, udzie lub ramieniu. Jeśli plama wchłonie się przed upływem 12h, masz niedobory. Im szybciej się wchłania, tym większe masz niedobory. Codziennie aplikuj taką plamę, aż przestanie się wchłaniać. Twoje ciało intuicyjnie wchłonie taką ilość, jaka jest mu potrzebna. Wielkim plusem tej metody jest to, że mogą ją stosować nawet osoby z Hashimoto, bo musisz wiedzieć, że doustna suplementacja jodem jest ryzykowna w chorobie Hashi- tutaj obowiązkowo musi wejść dobry, MĄDRY lekarz.



Źródła jodu.


- owoce morza, ryby, sól morska, wodorosty, masło, ananas, szparagi, karczochy, jajka, zielone warzywa (im ciemniejsze, tym lepiej), spirulina, chlorella.

My (ja i moje rodzina, znaczy się) jako wegusy nie jemy ryb, więc ta droga odpada. Poza tym nawet jedząc ryby nie dostarczymy odpowiedniej ilości jodu, bo musielibyśmy zjeść ponad kilogram ryb dziennie, a następnie popić je kilkoma litrami czystka, żeby odtruć się z tych wszystkich metali ciężkich. 



Trzymaj się z daleka od fluoru!


Święta fluoryzacja w szkole... Fluor, obok bromu i chloru, jest antagonistą jodu, czyli raz- utrudnia wchłaniane, dwa- wypłukuje jod. Może się okazać, że przyczyną niedoczynności tarczycy jest właśnie nadmiar fluoru  diecie. Domyślam się, że to dość kontrowersyjny pogląd, zważywszy na niesamowity kult fluoru w kontekście zdrowych zębów, ale serio... moje dzieci nie myją zębów pasta z fluorem, zresztą ja i M. również, i nie wpłynęło to negatywnie na nasze uzębienie, myślę, że wręcz przeciwnie. Fluor znajduje się jeszcze w kawie, herbacie, w tym zielonej, w plastiku oraz kubkach, w których podaje się kawę na wynos.



Jod + selen = para idealna.


Pamiętaj, bo to bardzo ważne, żeby jod zawsze łączyć z selen. Nie należy stosować tylko jodu, tak jak nie powinno się stosować tylko selenu., 




Jeśli interesują Cię artykuły z cyklu jak leczyć tarczycę, na dole bloga są etykiety- wystarczy, że klikniesz w "tarczyca" i wyświetlą Ci się wszystkie z tego cyklu.



.....




Będzie mi miło, jeśli udostępnisz ten post i puścisz go dalej w świat. Dziękuję!


Uruchom magię- czyli 23 propozycje na 23 dni do Bożego Narodzenia.

Uruchom magię- czyli 23 propozycje na 23 dni do Bożego Narodzenia.

Czasami jest tak, że magia dzieje się sama, a czasami trzeba ją sobie stworzyć. W tym roku jest jakoś inaczej... Mam wielki problem z wejściem w klimat. Ciągle wydaje mi się, że mam tyyle czasu. Tymczasem dzisiaj grudzień zapukał do moich drzwi, a ja, nieco zdziwiona i skonsternowana, zastanawiałam się, czy aby na pewno nie pomylił adresu. Już? Grudzień? Jak to tak przyszedł bez swojej magii? Nie czuję, no nie czuję i jestem na siebie za to odrobinę zła. Dlatego, proszę ja Ciebie, rozpoczynam dzisiaj akcję "Uruchom magię!". Nie będę czekała aż sama się pojawi- stworzę ją sobie sama. O! Do Bożego Narodzenia zostały 23 dni- nie liczę Wigilii. Poniżej przedstawiam Ci moją subiektywną listę 23 rzeczy, które możesz zrobić Ty sama lub ze swoją rodziną, żeby poczuć odrobinę bardziej grudniowo- świąteczny klimacik. Ja mam taki plan, aby zrealizować każdy punkt mojej listy, a potem opisać go na blogu. To co? Działasz ze mną?


Uruchom magię! 23 propozycję na 23 dni do Bożego Narodzenia



1. Kalendarz adwentowy.


To naprawdę świetna zabawa, nawet dla dorosłych. Jest mnóstwo gotowych propozycji kalendarzy adwentowych np. z miniaturkami kosmetyków lub z herbatą. Możesz więc zrobić sobie przyjemność i niczym dziecko co rano biec do kalendarza, żeby otworzyć kolejne okienko. Kalendarz dla moich córek to obowiązkowy grudniowy rytuał. Mamy taki piękny, ręcznie robiony przez moją koleżankę. Wkładam do niego drobne prezenty, np. naklejki, spinki, długopisy, notesiki, bransoletki itp. W tym roku pierwszy raz pokusiłam się o stworzenie kalendarza tylko z zadaniami. Czasami są to zadania tylko dla dzieci, czasami dla całej rodziny. 



Przykładowe zadania, jakie znalazły się w naszym kalendarzu:


- robimy własnoręcznie kartki świąteczne
- pieczemy i ozdabiamy pierniczki
- jedziemy do schroniska z karmą i kocami dla psów
- lepimy bałwana, idziemy na sanki (oby tylko był śnieg)
- oglądamy świąteczną bajkę
- wieczór gier planszowych i picia kakao
- czyścimy buty (nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie Mikołaj przynosi mikołajkowe prezenty do buta ;) - robimy świąteczny manicure (obie moje córki kochają malować paznokcie :) )
- robimy szlachetną paczkę tutaj
- czytamy wspólnie świąteczną książkę



2. Świecznik adwentowy.

Idea jest taka, że w każdą niedzielę adwentu zapala się jedną świecę, zaczynając od tej największej. W sklepach możesz znaleźć mnóstwo pięknych, niezwykle bogato zdobionych świeczników, jedna są tradycyjne ze świecami, inne elektryczne. My dzisiaj zrobiliśmy swój własny. Pan mąż nabył droga kupna cztery świece, a ja z dzieciarnią rozpoczęłam produkcję. Efekt bardzo mi się podoba, chociaż nie napracowałam się zbytnio. Ot, na podłużnej tacy położyłam kilka zielonych gałęzi, wetknęłam w nie świecie, dookoła ozdabiając orzechami, anyżem, laskami cynamonu i tym, co miałam akurat pod ręką. Hmm nie brzmi to dobrze, ale nie będę Ci tutaj udawać, że jestem master of handmade, jak nie jestem, no! Za to master of improwizacji to już bardziej ;) Tak czy siak, klimacik jest, i jak pachnie igliwiem mmm :)



3. Wieniec z orzechów włoskich.


Lub jakikolwiek wieniec, który zrobisz samodzielnie bądź z dziećmi, ewentualnie z facetem lub z mamą. Serio, nawet przez chwilę nie myśl, że nie dasz rady albo nie masz czasu. Chcesz poczuć grudniową magię? To zakasaj rękawy i dalej do roboty. Instrukcji jak zrobić własnoręcznie świąteczny wieniec znajdziesz w internetach od groma. My planujemy robić wieniec z orzechów włoskich, bo wydaje się w miarę prosty, nieco rustykalny i oryginalnie się prezentuje. Poza tym... mamy w domu w cholerę orzechów i jeśli nie znajdę sposobu na ich utylizację, bo zamienimy się wszyscy   w wiewiórki, jak Boga kocham. Wieniec mamy w planach już niedługo, więc stay tuned.



4. Nadziej pomarańcze goździkami. Ususz w piekarniku plasterki pomarańczy.


Czy krótko mówiąc- pokombinuj z pomarańczami. I porozkładaj w różnych miejscach domu. Zapach pomarańczy połączonej z goździkami jest obłędny- tak według mnie właśnie pachną święta. Plasterki zawieś na sznureczku, stwórz coś w rodzaju pomarańczowej girlandy, możesz nimi ozdobić okno kuchenne na ten przykład. Klimat świąteczny gwarantowany. Pachnie tak, jakbym znowu miała 5 lat i czekała na pomarańcze, które wtedy jeszcze były tylko na święta. To były czasy ;)



5. Poskładaj domek z piernika.


My mamy już za sobą jeden domek z piernika w tym roku. Jednego dnia wysychał na jego dachu śnieg, tfu lukier znaczy się, a następnego dnia po domku zostały ino okruchy. Zeżarli. No zeżarli, jak Boga kocham, cały domek, co to na święta na stole miał oczy cieszyć! Także tego... wpisuję stworzenie kolejnego domku w jakiś grudniowy czarny wieczór i pilnowanie tegoż jak oka w głowie!  Jeśli nie masz czasu na bawienie się w ciasto piernikowe, latanie po mieście w poszukiwaniu foremek itede, to firma Tago ma w swojej ofercie gotowy już domek- tylko do poskładania i ozdobienia. Minimum pracy, maksimum radochy. Wrzucę zdjęcie, jak stworzymy nasz domek. (edit. oto i jest!)



6. Pójdź na roraty.


Jeśli jesteś wierząca, to nie trzeba Ci o tym przypominać, bo i tak pójdziesz. Jeśli z wiarą nie zawsze Ci po drodze, to tym bardziej idź. Weź dzieciaki i idź. Po prostu spróbuj, może to będzie najmagiczniejsza historia, jaka Wam się przydarzyła. W każdym razie adwentowe chodzenie na roraty to jedne z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam ciemne ulicy, rękę Babci, która ściskała mnie mocno i morze malutkich światełek płynących w ciszy w stronę kościoła. I jeszcze płatki śniegu spływające w tej ciszy z nieba tez pamiętam. W tym roku mała Mimi pierwszy raz dostała swój własny lampion. 



7. Zrób listę prac i plan porządków przedświątecznych.


Zanim usłyszę tutaj głosy oburzenia, że porządki to nie relaks! Że o przyjemnościach przecież miałam pisać! O klimacie i wprowadzaniu się w nastrój! Więc (tak, wiem, że nie zaczyna się zdania od "więc") zanim to wszystko usłyszę, to powiem tylko, że ja również jestem zdania, iż Jezus narodzi się nawet, jeśli nie umyjesz okien... ale czyż nie przyjemniej jest jednak świętować z czystymi oknami? Poza tym wiele razy i moja mama, i ja zostawiałyśmy przedświąteczne sprzątanie na ostatnią chwilę. Potem latałyśmy na szmacie jak dzikie dzień przed Wigilią, żeby w efekcie usiąść do wieczerzy zarobione jak konie po westernie. Nie chcę tak, nie lubię tak. Dlatego na początku grudnia robię listę zadań do wykonania, codziennie jedna mała rzecz, a potem konsekwentnie ją realizuję. Porządki mnie relaksują, a czyste mieszkanie, które wyłania się nagle bez pośpiechu i napinki, jest warte odrobiny mobilizacji.



8. Napij się zimowej herbatki.


Gorący Earl grey z miodem, anyżem i plastrem pomarańczy, ewentualnie z laską cynamonu. Herbata o smaku Bożego Narodzenia, grudnia i wieczoru przy kominku po lepieniu bałwana- przysięgam. Mój napój no 1 o tej porze roku.



9. Upiecz z dziećmi cynamonowe ciasteczka.


Łap przepis:


Kostkę masła zagnieć z 2 szklankami mąki razowej, 3 jajkami, 1/2 szklanki brązowego cukru, łyżeczką sody i 3 łyżeczkami cynamonu. Nie musisz chłodzić ciasta w lodówce, nie musisz cudować, ot zagnieć wszystko do kupy, ukulaj ciasto, rozwałkuj i wycinaj ciasteczka. Kształt dowolny. O tej porze roku preferowane gwiazdki. Piecz 15-20 minut w temp. 170 st. Voila! Aromatoterapia we własnej kuchni gwarantowana. Aha i jeszcze jedno- pozwól dzieciakom dekorować, uzbrój się w cierpliwość i udawaj, że nie widzisz tego syfu w kuchni.



10. Peeling pachnący pomarańczą i cynamonem.


Zrób sobie dobrze w łazience- jakkolwiek dwuznacznie to brzmi- i natrzyj się pomarańczowo- cynamonowym peelingiem. Będziesz potem przez wiele godzin pachniała jak świąteczne ciasteczko.

Zrób tak:


Pół szklanki kawy mielonej wymieszaj z kilkoma kroplami olejku pomarańczowego, łyżeczką cynamonu i szczyptą goździków w proszku. Dodaj tyle oleju kokosowego (lub innego ulubionego), aby uzyskać gęstą papkę. Natrzyj się cała po prysznicu, wdychaj ile się da, a potem spłucz. Ostrzegam- ustrojstwo lubi zostawać w pępku, także ten, zmyj dokładnie ;)



11. Podziwianie dekoracji i oświetlenia na Rynku.


Właściwie każde miasto w mniejszym lub większym stopniu ozdabia ulice na święta, a już centralny punkt, czyli Rynek właśnie szczególnie. Jeśli mieszkasz w małym miasteczku, jak ja, wybierz się do najbliższego dużego miasta na spacer wieczorową porą, a później wstąp do pijalni czekolady na kubek gorącego czekoladowego szczęścia- mocny punkt na mojej liście grudniowych to do- już niedługo :)



12. Jarmark świąteczny.


Rok temu po raz pierwszy zabraliśmy dziewczynki na świąteczny jarmark. Kupiliśmy naręcze jemioły, zjedliśmy po kawałku lokalnego piernika, wąchaliśmy te wszystkie ręcznie tworzone miody, syropy i nalewki, i strasznie żałowaliśmy, że możemy zabrać ze sobą do domu absolutnie WSZYSTKIEGO. W tym roku zamierzam nareszcie napić się jarmarkowego grzańca- ku uczczeniu zakończenia 3-letniego kp ;)



13. Kup świąteczną zastawę.


No dobra, niech będzie kubek chociaż. Albo serwetnik. Albo talerz na pierniki. Taki jak mój na przykład. Upolowałam go w sklepie z używanymi rzeczami, a jakże. Germański, jak to skomentował mój Pan Mąż. Ręczna robota, pod obrazkiem podpis tego, który malował, z 1938 roku. Piękny. Już zacieram rączki na myśl o tym, jak cudownie będą się na nim prezentowały moje pierniki.




14. Przygotuj własne dekoracje na choinkę.


Pamiętam te niekończące się sznury z papieru, które namiętnie produkowałam przed każdą Gwiazdką  i pamiętam moją mamę, które twierdziła, że to najpiękniejsze świąteczne dekoracje ever :) Jeszcze do niedawna Zu również takie tworzyła. Teraz twierdzi, że jest za stara... hmm, no tak, 11-latce nie przystoi, wiadomka. Mimo wszystko mam w planach wciągnąć obie moje dziewczyny w jakieś niewielkie ręczne robótki. Może przygotujemy gwiazdę z papieru, może bombkę z bibuły? Cokolwiek, byle razem, i niech Kevin sam w domu po raz enty w tle zostaje, a niech mu będzie.



15. Udekoruj dom lampkami.


 W temacie dekoracji pozostając- nic tak nie tworzy klimatu, jak delikatne światło lampek. Mam fioła na punkcie lampek i najchętniej cały dom bym w nie omotała. Lampki przy łóżku, lampki na biurku, lampki przy oknie, lampki w kuchni... Nie polecam popadania w taką skrajność, ale sznurek ładnych lampek naprawdę może wprowadzić przytulny nastrój, spróbuj.



16. Świąteczne świeczki.


Jako świecomaniaczka nie wyobrażam sobie grudnia bez świec. Jesień i zima to czas, kiedy palą się u mnie codziennie. Dodają ciepła, wprowadzają przytulny klimat. Takie o zapachy pieczonego jabłka z cynamonem, wanilii i kardamonu nie tylko pięknie wyglądają, ale również nastrajają bardzo świątecznie. Yankee Candle ma w swojej ofercie świece o wiele mówiących nazwach "Christmas Cookie", Christmas Magic" CZY "Christmas Memories". Wszystkie ich świąteczne zapachy pachną obłędnie, zapachy są trwałe i utrzymują się na długo po zdmuchnięciu świecy. 



17. Zrób samodzielnie świece!


Jeśli nie Yankee, to... może handmade? Dlaczego nie! Jutro rozpoczynam produkcję jabłkowych świeczek. Robi się je śmiesznie łatwo- wydrążasz w jabłku otwór wielkości tealighta- czyli takiej małej świeczuchy, wsypujesz trochę cynamonu, wciskasz tealighta i zapalasz. Zapach obłędny, no i ciekawie wygląda.



18. Wybierz się na farmę choinek.


Nie, to nie żart. Czy wiesz, że, tak jak istnieją farmy dyń, tak powstają farmy choinek? To jest takie miejsce, gdzie dostajesz do ręki siekierkę i, za odpowiednią opłatą oczywiście, ruszasz między drzewka, żeby znaleźć to właściwe. A następnie machasz, machasz i machasz, a potem jeszcze więcej machasz... i jak już się tak namachasz i zetniesz choineczkę, może ją zabrać do domu. Jeśli natomiast preferujesz sztuczne choinki, kup chociaż kilka gałązek i staw do wazonu. Ten zapach....



19. Podziel się tym, co masz.


Nawet, jeśli masz niewiele. Kup misia z Rossmanna, wspomagając tym samym fundację TVN "Nie jesteś sam". Dołącz do Szlachetnej Paczki, zawieź ubrania i zabawki do domu samotnej matki, podaruj karmę i koce psiakom ze schroniska. Możesz również wirtualnie zaadoptować zwierzaka, przelewając co miesiąc dla niego min. 30 złotych, zapewniasz mu jedzenie i opiekę weterynarza. My już mamy pod swoją opieką jednego psiaka, ale potrzebujących czworonogów jest bardzo dużo. Jest wiele opcji, żeby pomóc nie tylko od święta, ale święta to idealny czas, aby zacząć. 



20. Świąteczne filmy.


Nie będę się rozpisywała, bo o świątecznych filmach i książkach powstaje osobny post. Grudzień to czas, kiedy w zasadzie nie oglądam  tego, co leci w telewizji, tylko odpalam jeden za drugim moje ukochane filmy z Bożym Narodzeniem w tle. Tak, "Love Actually" nadal wygrywa wszystko, mimo że znasz teksty na pamięć ;) 



21. Świąteczne książki.


Jak wyżej. Już niedługo pojawi się post z moimi książkowymi hitami o świętach, miłości, pojednaniu, zimowych cudach, czyli żadnych horrorów, katastrof i morderstw! Ma być słodko, rodzinnie i koniecznie wśród białego puchu ;) Tylko w grudniu taka ilość słodyczy jest w stanie przejść przez mój czytelniczy gust. 



22. Świąteczna muzyka.


Kolędy zachowuję na Wigilię i Boże Narodzenie. Wcześniej słucham namiętnie świątecznych piosenek, przy czym płyta Michela Buble króluje u mnie od lat. Jeszcze żadna inna jej nie pobiła.





23. Zrób z gotowania event!


Moja ostatnia rada do wykorzystania ostatniego dnia przed Wigilią. Wiem z doświadczenia, że najgorsze co można zrobić sobie i rodzinie, to na pełnym wkurwie siedzieć do późnej nocy w kuchni, traktować szykowanie wigilijnych potraw jak karę za grzechy i warczeć potem na domowników, jakby mieszkali z Tobą za karę. Wiem, że ten ostatni dzień przed świętami bywa napięty i łatwo o zły nastrój. A przecież ma to być czas radości! Nie wolno nam o tym zapominać. W tym roku planuję zagonić do kuchni moje córki, Panu Mężowi wręczyć w dłoń mikser, a w tle odpalić Michaela. Może nawet jakąś naleweczkę rozleję do kieliszków (dzieciom wystarczy soczek, ofkors) i zagniatając ciasto na pierogi po raz kolejny wysłucham opowieści mojej mamy o tym, jak ugotować idealny barszcz- tym razem zrobię to z uśmiechem, mimo że mama mówi mi o tym co roku od 15 lat ;)



Udanego grudnia!