Helołyn.

W zasadzie ten tekst miał nie powstać. Moje poglądy są dość ugruntowane, a temat w ostatnich tygodniach został przemielony przez media, blogerów oraz ludzi wszelkiej maści i profesji na wszystkie możliwe sposoby. Nie planowałam w tym roku dorzucania moich przysłowiowych trzech groszy. Nie mam siły się bić, słowo daję, za stary wróbel już jestem. Nie chce mi się zwyczajnie. No nie chce mi się jak jasna cholera. Chciałam napisać, że nie chce mi się jak diabli, ale mogłoby to zostać źle odebrane przez co wrażliwsze jednostki, zważywszy na dzisiejszą datę w kalendarzu ;) Ja już swoje nakrzyczałam, nabiłam się i nawojowałam. Ja już szłam na czele pochodu, trzymając transparenty, krzyczałam do megafonu i udowadniałam swoje racje. Serio, dziękuję, postoję i popatrzę, jak to inni się biorą za łby- tak myślałam, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale. Ilość pytań od znanych i zupełnie nieznanych mi ludzi, jakie zostały w moim kierunku skierowane w tym mijającym tygodniu spowodowała, że oczy mi wyszły z orbit. Ilość negatywnych komentarzy, ilość pouczeń i fragmentów artykułów, wypowiedzi czy wywiadów, jakie zostały wysłane na mój blogowy fanpage, była wprost zadziwiająca. Tylko dlatego, że gdzieś na grupie wspomniałam o planach na helołynową imprezę urodzinową córki.


Otóż tak się złożyło, że moja starsza córka Zu urodziła się w połowie listopada- idealnie pomiędzy Halloween a andrzejkami. Odkąd poszła do szkoły, jej urodzinowe imprezy dla koleżanek to albo imprezy w stylu helołyn, albo andrzejki. Przy czym muszę przyznać, że klimaty z dreszczykiem cieszą się zdecydowanie większą popularnością, a halloweenowe urodzinowe imprezy Zu to epickie impry, na które każdy chce się dostać, wiadomo ;) Trochę koloryzuję, ale odezwała się przy okazji moja wielka szajba na punkcie organizowania imprez, no lubię to jak nie wiem co! To dobieranie dekoracji, wymyślanie tematu przewodniego, szukanie pasujących pierdółek, szykowanie zabaw i konkursów, ślęczenie do późnej nocy i wycinanie nietoperzy, ukrywanie karteczek w ogrodzie, wieszanie duszków na drzewach, żeby dziewczyny mogły następnego dnia wylecieć na dwór i bawić się w podchody... Mogłabym robić to za pieniądze, naprawdę.


W tym roku wbrew zaleceniom biskupów, rządzącej partii oraz kuratorium oświaty postanowiliśmy zasiać zamęt w młodocianych umysłach w drugą sobotę listopada. Pod naszym dachem pojawią się jedenastoletnie wiedźmy, kościotrupy i wredne dynie. Nie zabraknie też ogrów, zombiaków i obrzydliwych pajęczyc. Koszmarne dziewczynki w liczbie sztuk osiem urządzą sobie sabat i będą tańczyć w rytm przebojów niejakiej Sylwii Przybysz (nie wiem, nie znam, nie kojarzę, ale Zu taki soundtrack wybrała, więc nie mam nic do gadania), a dyskotekowa żarówka z Lidla za 5 plnów będzie się kręcić jak dzika, rzucając kolorowe plamki na wysiedziany fotel szanownego dziadka. Czarne jak smoła konfetti posypie się gęsto, jabłkowe piccolo z hukiem wystrzeli aż pod sufit, a jedenastoletnie paskudy podsuną zgodnym ruchem swoje upiorne kubeczki co by im nalać po brzegi. Ze stołu łypać na nas będą żelkowe pająki, obrzydliwe chrupki w kształcie zębów drakuli i czekoladowy tort z dynią na wierzchu, wszystko w towarzystwie papierowych talerzyków z wymalowanymi paskudnymi czaszkami. Paluchy wiedźmy, cukierkowe gałki oczne i galaretkowe robale jak zwykle wywołają gromki okrzyk "bleeeeee", żeby potem zniknąć w wygłodniałych paszczach w pierwszej kolejności. Na ścianach zawisną tony pajęczyny z przyczepionymi do niej pająkami (zamówiłam pięćdziesiąt sztuk, starczy, żeby dostać zawału przy wejściu do pokoju?), przez okna będą zaglądały duszki, które porozwieszam po całym ogrodzie (znaczy się balony przywdziane w stare prześcieradła, ale nikt o tym nie będzie wiedział), a przed domem postawię wielki oczojebny znak z napisem "beware of zombies!!". Jako wisienka na torcie wystąpi taśma żywcem wyjęta z filmu grozy, ta, którą otacza się miejsce zbrodni, ja również otoczę taką taśmą miejsce zbrodni... tfu dom otoczę znaczy się. Starsza córka ma naszykowany kostium kościotrupa, młodsza- pękatej dyni z wrednymi oczami. Będziemy szerzyć zawoalowany okultyzm pod własnym dachem! Będziemy jeść pająki i robale! Będziemy tańczyć wokół stołu przebrani w gości ze świata mroku! Będziemy się bawić. Będziemy się śmiać, straszyć nawzajem i grać średnio ambitną konwencję z niskobudżetowych horrorów. Nikt nie zamierza śmiać się ze śmierci, tylko bawić. Bawić. B a w i ć.


Nie rezygnuję z przeżywania dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek. To, że jednego dnia moje dzieci przebiorą się w straszno- śmieszne kostiumy i zjedzą kilka żelkowych pająków, nie wyklucza pójścia na cmentarz, zapalenia świeczek i modlitwy nad grobami bliskich. Tym wszystkim, którzy krzyczą najgłośniej, zawsze zamykam usta jednym pytaniem- czy wiecie, skąd się wzięło Halloween? Nie? Mówicie, że z tego niedobrego, grzesznego USA? No to doczytajcie, dowiedzcie się, a potem pogadamy, ok? Informacja, że Halloween urodziło się w Irlandii, tam gdzie chrześcijan jest bardzo dużo, i w takiej formie obchodzone jest tam nadal, a do USA zostało wywiezione przez emigrantów, powoduje zdziwienie. Nie będę Ci robiła tutaj wykładów, bo google analytics mówi mi, że jesteś mądrą kobietą i jak będziesz chciała, to znajdziesz to info. Tak to jest, że ci, którzy mają najwięcej do powiedzenia, powtarzają utarte schematy. 

Wczoraj w lokalnej telewizji młody reporter biegał z mikrofonem po ulicy i zaczepiał ludzi, zadając im pytanie o Halloween właśnie. Czy akceptujesz, czy się w to bawisz, czy potępiasz. Ludzie różnie odpowiadali; jedni, ci niewierzący, przyznawali się, że zastępują dzień Wszystkich Świętych helołynem (nie popieram, jakby co), inni (tych było najwięcej) mówili, że jednego dnia się bawią, następnego idą na cmentarz, jeszcze inni pluli z oburzeniem na ziemię. W pewnym momencie radośnie podbiegł (reporter ów młody) do starszego pana w koloratce, zapewne z nadzieją na szokującą wypowiedź jakąś. Ksiądz pytany o grzeszne Halloween, toż to materiał życia może z tego być! Tymczasem starszy pan z pięknym spokojem zapytał reportera co on sądzi o Zapustach? Czy akceptuje, czy się w to bawi, czy potępia. Reporter, biedna chłopina, spocił się i zdębiał. Bo na niektórych wsiach, ciągnął dalej ksiądz, nadal ludzie w zapusty przebierają się za diabły (sic!), wiedźmy i potwory. Chodzą po wsiach, od domu do domu pukają, i zbierają ciastka, orzechy, jabłka, wódkę. I dlaczego polska wiedźma, polski diabeł i polska śmierć jest lepsza od tej irlandzko- amerykańskiej? Polska zabawa w strachy jest ok, ta z zagranicy już nie? A na koniec... na sam koniec powiedział, że ten kto tak głośno wrzeszczy musi mieć naprawdę słabą wiarę, jeśli mu dzieciak z czapką wiedźmy na głowie przeszkadza...

I z tą myślą Ciebie zostawię.

25 komentarzy:

  1. W moim domu od dziecka nigdy nie było tego święta nawet gdy mieszkałam jeszcze za dziecka z rodzicami w bloku w Polsce. Rok temu miałam okazje iść na imprezę hallowenową z znajomymi a przy tym mieliśmy iść zbierać cukierki lub kasę. Osobiście zapukałam do jednych drzwi i potem siedziałam z innymi których uważali to za głupotę. Osobiście uważam, że to jest żałosne pukać od domu do domu po słodycze i nigdy więcej tego nie zrobię. Zostaje przy tym, że to święto szatana tak jak mi rodzice wmawiają od 15 lat.
    Pozdrawiam, Weronika ♥
    pasjeweroniki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszego listopada zawsze z rodzicami obchodzimy tak jak się powinno - idziemy do kościoła, a gdy jesteśmy w Polsce oczywiście na cmentarz do zmarłych. Nawet nie tylko pierwszego listopada, za każdym razem gdy jesteśmy w Polsce bo nie wiadomo kiedy znowu tam zawitamy.
      Bez żadnych przebieranek czy zbierania słodyczy - rodzice zawsze kupują nam po pudełku haribo kilogramowe na dzień halloween. A gdy ktoś zapuka światła gasną, bo po co rozdawać słodycze które kosztują nie mniej niż euro?

      Usuń
    2. Dodam, że córka ma genialny gust! Za kilka lat proponuję zakupić bilety na Young Stars Festiwal gdzie własnie Sylwia występuje wraz z dużą ilością podobnych artystów :)
      Sama mam urodziny pomiędzy tymi dwoma świętami, lecz u mnie w domu niestety zawsze witały za dziecka z znajomymi tańce oraz rywalizacja w grę która tylko była wyciągana na urodziny bo nikt jej nigdy zbytnio nie rozumiał, a była idealna na zbieranie punktów aby potem dostać paczkę gumisów haha. Więc przebieranie i tym podobne było tylko na karnawał w szkole oczywiście z daleka od świąt jak pierwszy listopada.

      Usuń
    3. Ciekawy post! Pozdrawiam z Monachium :)

      Usuń
    4. Oj z tym świętem szatana to bym tak daleko nie szła ;) Nikt nie oddaje czci szatanowi, ot zwykła zabawa z tańcami i rozbijaniem piniaty ;) Poza tym nigdy w życiu nie zastąpiłabym dnia Wszystkich Świętych Haloweenem. Jest czas na przebieranki i zabawę, i jest czas na pójście na cmentarz i zadumę. Nie łączę tego razem. ps. Robisz bardzo ładne zdjęcia! :)

      Usuń
  2. Pierwszego listopada zawsze z rodzicami obchodzimy tak jak się powinno
    teraz z Tatą, bo mama nie żyje😢

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego nie obchodzisz wszystkich świętych? To takie piękne święto! :( Maja J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maju, przeczytaj jeszcze raz cały tekst. Nigdzie nie napisałam, że nie obchodzę dnia Wszystkich Św. Wręcz przeciwnie- napisałam, że nie popieram zastępowania Halloweenem Wszystkich Św. 1 listopada idziemy z całą rodziną do kościoła i na cmentarz, zapalamy świeczki, modlimy się. I tu uprzedzam kolejne komentarze- na cmentarz chodzimy cały rok, nie tylko 1 listopada ;) Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ani, jak zwykle zgadzam się z Tobą w 100%. Rok temu u mnie pisałam o naszym halołinie ;) Zjechali mnie jak nie wiem, chociaż wyraźnie napisałam, że oddzielam halołina od wszystkch ś. i dla mnie to nie jest jedno i to samo. Eh nas Polaków potrafi podzielić wszystko ;) Buziaki, Julia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, świetny tekst i w zupełności się z tobą zgadzam. Jest czas na zabawę i czas na zadumę. 2 lata temu wysmarowałam post na bloga o halołinie. Powtarzam go już 3 raz, bo nic nowego nie wymyśliłam i wymyślać nie będę. Historia jest jaka jest, i nie mi ją zmieniać. Zajrzyj do mnie. Pozdrawiam :-) Udanych urodzin!
    https://auslanderkawszwajcarii.com/halloween/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie -przecież jedno drugiemu nie wadzi!

      Usuń
    2. Czytałam, zgadzam się w 100% :) Jest czas na zabawę i jest czas na zadumę, nie mieszam jednego z drugim.

      Usuń
  6. Nie obchodzę, bo po prostu nie zostalam tego nauczona. Ale nie mam nic przeciwko temu . córka miała w przedszkolu Halloween, przebrałam ją za dynię, były zabawy i tańce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje obchodzenie Halloween ogranicza się do wydrążenia dyni i upieczenia dyniowych ciastek, za to moje córki albo urządzają imprezy, albo w nich uczestniczą- nie mam nic przeciwko :)

      Usuń
  7. Kiedy ktoś plecie ,,trzy po trzy" po raz setny-nie-wiem-już-który to zwyczajnie odpuszczam. W innych sytuacjach jeszcze ,,ma siłe się bić".
    Ooo taaaak, drugą sobotę listopada ma wolną! Wbijam! XD To bedzie udana impreza, nie wątpię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha wbijaj! ;) Kolejna czarownica zawsze mile widziana ;)

      Usuń
  8. Takich księży powinno być więcej! Dla mnie pięknie ks. Kaczkowski powiedział: skoro wierzymy, skoro jesteśmy w stanie łaski, przyjmujemy sakramenty to mamy twardy pancerz i taka drobnostka jak Halloween nie dotknie naszej duszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ks. Kaczorowski <3 Bardzo mądry człowiek. Mam zapisane w notesie kilka Jego myśli.

      Usuń
  9. Ten shitstorm wokol Haloween jest denerwujący. Ze ludziom się chce... ja Halloween nie obchodze, ale nie przeszkadza mi, że ktoś to robi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla mnie w Halloween nie ma nic złego. Jest to światy czas na zabawę i spędzenie czasu z bliskimi, który nie musi kolidować z polskimi tradycjami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie obchodzę. W sumie święta zmarłych też nie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.