Jesienne ogniska.

Cześć niedziela! Już niedziela?? Dni przelatują mi przez palce, weekend goni weekend, a ja czuję się jak w jakimś szalonym pędzie Wcale a wcale mi się to nie podoba. Nie lubię gonić, a ostatnio życie brutalnie mnie do tego zmusza. O matulu, jaka cudna pogoda, jaki cudna jest ta niedziela! Jest pięknie, chociaż nic nie wskazywało na to, że jesień tak nas rozkosznie dopieści. Po ataku zimna,  deszczu i wiatru, którym zaczął się ten miesiąc, byłam przekonana, że ze słońcem można się już pożegnać. Tymczasem... na Pomorzu mamy 23 stopni w cieniu, czujesz to? Termometr za oknem wskazuje 29 stopni, ale to w pełnym słońcu, także wiesz... jednak miło jest ujrzeć na termometrze taką temperaturę. Obłęd :) Połowa października, a ptaki napierniczają jak złe, pszczoły bzyczą, komary zajadle dziabią zupełnie, jakby przyrodzie wszystko się poprzestawiało. Nie mam nic przeciwko. Niech to trwa jak najdłużej. Niech się nie kończy! Taki październik to ja lubię. Taką jesień mogę celebrować do upojenia. Powietrze pachnie nagrzaną ziemią, nitki babiego lata fruwają powoli w powietrzu, wplątując się tylko co jakiś czas w moje włosy, i tylko żółte od na pół uschniętych liści drzewa przypominają o tym, co za chwilę się stanie. 

Dzisiejsza niedziela przypomina mi trochę te niedziele, które spędzałam jako dziecko, kiedy żyła jeszcze moja Babcia, kiedy rodzina była duża, scalona, pełna dzieciaków, cioć, wujków i kuzynów. Kiedyś, kiedy żyli moi Dziadkowie, dbało się o to, aby mocno współgrać z porami roku. Teraz ludzie odchodzą od sezonowości. Walczą z jesienią, przeczekują zimę, wiosną odliczają do urlopu, latem narzekają, że tak szybko się kończy, a potem w kółko od początku... Gdzieś po drodze gubią naturalną ludzką przynależność do natury. A przecież nie da się uciec od faktu, że człowiek to integralna część wszystkiego co nas otacza. Zabrzmiało poważnie, a nie tak dzisiaj chciałam.  Zupełnie nie tak miało być. Chciałam napisać, że kilkanaście czy nawet już kilkadziesiąt lat temu mój październik pełen był kolorowych liści, spacerów po parku, ludków z kasztanów i biegania z Babcią w gęstych jak mleko mgłach. Pamiętam zielone kalosze, które sięgały mi aż do kolan, brodzenie w kałużach, zbieranie liści i drewna na ognisko, a potem wielkie poszukiwania idealnie długiego patyka, na którym każdy zamocuje swój kartofel. Pamiętam wielkie płomienie na tle ciemniejącego nieba, trzask palących się gałęzi i zapach rozgrzanego drewna. Pamiętam, że sto milionów razy zasypiałam przy tym ognisku, a potem budziłam się we własnym łóżku bez kaloszy, ale za z brudnymi od popiołu rękami. Nie wiem czy cokolwiek może równać się ze smakiem pieczone w ognisku kartofla. O takie mam wspomnienia. I jeszcze przygotowania do Wszystkich Świętych, jak mogłam zapomnieć. Druga połowa października to już było wyciszenie, szukanie wiązanek, zaplatanie wstążek, suszenie ostatnich kwiatów z pól do bukietów. Teraz tego nie widzę, teraz tego nie ma. Teraz modnie jest obśmiać, olać, pójść na cmentarz dzień przed, dzień po lub wcale, a ten, kto pójdzie właśnie 1.listopada, to pewnie chce się pokazać w nowych kozaczkach.. Jeszcze o tym napiszę, jeszcze do tego wrócę, bo temat uwiera jak drzazga, a najbardziej odczuwam ją w tym okresie. Dzisiaj pierwszy raz uderzyło mnie to, że i ja bardzo daleko odeszłam od sezonowości, od mojego dzieciństwa i tego, co tak bardzo lubiłam. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz szurałam w liściach, założyłam kalosze czy zrobiłam dla dzieciaków ognisko z prawdziwego zdarzenia. To się musi zmienić. Koniecznie! Od dzisiaj. 

Ciężki to był tydzień, chociaż w zasadzie powinnam napisać- ciężkie tygodnie. Takie, w których rzeczy dzieją się szybko, równolegle i z zaskoczenia, a ja mam niefajne wrażenie, że nawet gdybym stanęła na głowie, to i tak nic to nie da. Przyszło zmęczenie, nieodpoczywalne, takie, którego nie załatwi ośmiogodzinny sen ani kubek ultrasłodkiego kakao. Dobrej organizacji mi trzeba, logistyki na najwyższym poziomie i samodyscypliny. Odrobiny zdrowego egoizmu, dobrego jedzenia i jogi, na którą teraz zupełnie nie mam czasu (a nowa niebieska mata i płyta od Agnieszki Maciąg czekają!). Przy okazji przyda się umiejętność wybierania priorytetów i odpuszczenie- sobie i innym. Tak, to jest mój plan na najbliższy tydzień. Dzisiaj zostawiam Ciebie z jesiennym ogniskiem, a jutro wieczorem zapraszam na post pisany we współpracy ze Zwrotnikiem. Jutro jest ważny dzień. Wiesz jaki?













...




Jeśli podoba Ci się u mnie, zapraszam na mój Instagram oraz Fanpage. Tam jestem aktywna prawie codziennie. 


14 komentarzy:

  1. Tak , niestetu jutro do pracy :(

    Uwielbiam ogniska i pieczenie kiełbasek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogniska to jedna z największych przyjemności jesieni, chociaż ja bez kiełbasek ;)

      Usuń
  2. Ogniska jesienią mają niesamowity klimat. Mnie się głównie kojarzą z czasem, gdy byłam na kursie przewodnickim i gotowaliśmy na nich praktycznie codziennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic przyjemniejszego niż październikowe ognicho z prawdziwego zdarzenia :)

      Usuń
  3. Wspomnienia dzieciństwa, ogniska, namioty...
    Świetny blog!
    https://kocimietkabeautyblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam klimat ogniska. W tym roku niestety tylko na jednym byliśmy ale i tak było warto. W przyszłym roku zrobimy takie już na swoim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też w tym roku jedno, a i przy okazji pierwsze od baardzo dawna. W przyszłym roku zamierzam narobić z nawiązką :)

      Usuń
  5. Tak napisałaś, że aż widzę te wszystkie ogniska, bosko :* JR

    OdpowiedzUsuń
  6. Przypomniałaś mi o moim dzieciństwie. Mieszkałam na wsi i takie ogniska to była frajda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje jesienie z dzieciństwa też kojarzą mi się z ogniskami, to było coś! :)

      Usuń
  7. Śliczne zdjęcia.
    Ognika są trochę ryzykowne, ale zabawa przy nich przednia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli zachowuje się wszelkie środki ostrożności, to nie ma mowy o pożarze. Wszystko z głową. mądrze, nie na wariata.

      Usuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.