Miłość w stylu vintage oraz mój subiektywny vintagowy przegląd wnętrzarski.

Piękne domy to jedna z moich największych zajawek. Przyznam Ci się teraz do czegoś, o czym raczej nie rozpowiadam na prawo i lewo... Jestem podglądaczem! Jeśli tylko mogę, zaglądam do cudzych domów, bezczelnie gapię się przez okna, zatrzymuję przy bramach i wyciągam szyję, żeby zobaczyć jak najwięcej. Niezmiennie od kilku lat zastanawiam się czy bardziej chciałabym mieszkać w starej przedwojennej kamienicy z wysokimi sufitami i krętymi schodami, czy w drewnianymi domu nad morzem, czy też może w stuletnim odnowionym przeze mnie (nie wiem jak się remontuje domy, ale to szczegół, prawda?) domu ze strychem, piwniczką na wina i milionem zakamarków, w których mieszkają duchy. Jednym z moich najulubieńszych zajęć w życiu jest zamawianie darmowych katalogów, magazynów i gazet wnętrzarskich. Jeśli gdzieś w sieci pojawi się informacja, że jest do zgarnięcia książeczka z sofami, lampami czy stolikami, to możesz być pewna, że ja będę do tego pierwsza! Mam w sypialni specjalną półeczkę, taką niewielką deseczkę nad telewizorem, na której trzymam te wszystkie moje wnętrzarskie trofea i w chwilach, kiedy czuję, że życie ciśnie, a ja zaraz, za chwileczkę wybuchnę, sięgam po taką gazetkę na ten przykład z dywanami i już mi lepiej. Serio, oglądanie pięknych wnętrz działa na mnie mocno terapeutycznie.

(zdjęcie- urzadzamy.pl)

O moich wnętrzarskich fascynacjach mogłabym napisać książkę. No, może nie książkę, ale całkiem pokaźnych rozmiarów broszurkę na pewno ;) Jedno wiem z całą pewnością- nie kręci mnie ascetyczny minimalizm graniczący ze szpitalnym designem, twarde geometryczne wzory ani chłodne wnętrza wypełnione samą tylko bielą i metalem. Najgorszą estetyczną krzywdą, jaką można mi zrobić, to zamknąć mnie na dłużej w nowoczesnym japońskim minimalistycznym hotelu, gdzie nawet deska klozetowa ma idealnie regularne kształty i zatrzaskuje się na klaśnięcie dłońmi. Wciśnięcie mnie w pokój z bordowymi ścianami w stylu warholowskiego pop-artu to również średni pomysł. Dobre klasyczne klubowe retro z graficznymi tapetami i fotelami muszelkami jeszcze zniosę, ale nie na długo. Barokowo- rokokowy przepych powoduje u mnie ból głowy- odpada. Mój ukochany styl to styl, uwaga, "na babcię"- ciepłe wnętrza z solidnymi meblami, pachnące nieco prl-em, ale mimo wszystko mój prl ustawiony jest na tle białych ścian, okraszony lnianymi beżowymi zasłonami, miękkimi poduchami i skandynawskimi ratanowymi fotelami. Fascynacja białymi prowansalskimi wnętrzami to jedna z tych miłości, która w nieco zmienionej formie trwa do dziś. Po  pewnym czasie płynnie przeszła w miłość do skandynawskich jasnych pomieszczeń, przełamanych pastelami, czarno- białymi dodatkami i wielkimi monsterami w wiklinowych donicach. Styl shabby chic bardzo mi pasował, owszem, wydawało mi się nawet, że to jest ten styl, którego już z żadnym innym nie chcę mieszać, ale coś mi tutaj jednak zgrzytało. Przecierki wszędzie, postarzane kryształowe żyrandole, szafki, które wyglądały, jakby były używane przez kilka pokoleń.... no właśnie, tutaj tkwi klucz owego zgrzytu- te rzeczy wyglądały jakby były używane.  Tak naprawdę to one były nowe, nowiutkie, nówki nieśmigane, ale tworzone były tak, żeby wyglądały na stare. A ja nie chciałam mieć rzeczy, które tylko wyglądają na stare. Ja chciałam mieć STARE rzeczy. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że niesamowicie kręcą mnie stare przedmioty, przeszłość generalnie sama w sobie, wybuchła moja wielka miłość do vintage. Założę się, że teraz na pewno myślisz sobie- "taaa, jasne kolejna, która dała się wciągnąć w nurt prl-owskich faz". Zdaję sobie sprawę, że vintage jest teraz na czasie, a zewsząd atakują nas kolejne retro sklepy z rzeczami z drugiej ręki (mnie to bardzo cieszy, żeby nie było!), ale moja fascynacja narodziła się jeszcze zanim prl dumnie wkroczył na salony.



Przeczytaj: Rzeczy mają znaczenie. O starociach w moim domu.


W moim domu to ja od zawsze byłam tą, która zbiera stare dokumenty, akty urodzenia, listy, książeczki wojskowe, zdjęcia, pocztówki i inne pożółkłe świstki, które przez większość ludzi uznane zostałyby za śmieci. Mam w swojej kolekcji dokumenty sprzed pierwszej wojny, listy, które z frontu mój pradziadek pisał do babci (Jezu, jak on ją kochał!), akty urodzenia ludzi, których nawet grobów już nie ma- jedyny ślad po nich to moja teczka i kilka ledwo widocznych się zapisków. Zgarniam po znajomych i rodzinie przedmioty, które są uważane przez nich za "do wyrzucenia", a dla mnie są najpiękniejszym skarbem. Mam w swojej kolekcji ponad stuletnią kryształową cukiernicę prababci, jej spinkę do upinania koka, karafkę pradziadka, 130-letni talerz wykonany na terenie zaboru pruskiego, różaniec mojej babci, który uratował dziadka przed śmiercią na wojnie, kiedy to kula odbiła się idealnie od metalowego pudełeczka, w którym ten różaniec się mieścił. Mam obraz, który wisiał na ścianie w domu rodzinnym mojej mamy, a wcześniej babci i prababci. Obraz jest jedyny w swoim rodzaju, nie ma drugiego takiego, bo został namalowany przez wędrownego artystę, który za obiad i nocleg w szopie tworzył piękne dzieła. O fajansowych dzbanach, świecznikach, wazonikach, ręcznie szytych obrusach nawet nie wspomnę. Lubię poznać historię każdego przedmiotu, lubię wiedzieć kto go stworzył, dla kogo i na jaką okazję. Hand made rusza mnie tak bardzo, że przy nim wszelka masówka wydaje mi się słaba.

Przeczytaj: Jak wprowadzić elementy vintage do wnętrza?


Nie myśl tylko, że mój dom to muzeum zawalone ogromem przedmiotów, w których wszyscy się gubimy, a ja z paniką w oczach wrzeszczę na domowników "nie dotykajcie tego zegara! nie ruszajcie cukiernicy!!" Nic z tego, chociaż wizja zabawna, nie powiem :) Powoli, bardzo powoli, delektując się tym stanem jak najlepszym czekoladowym tortem, urządzam mój dom w takim stylu, jaki najbardziej mi pasuje. Bez sentymentu wyrzucam rzeczy, które nic dla mnie nie znaczą, pozbywam się mebli kupionych w meblarskich sklepach, naczyń z Ikei i kiepskiej jakości ubrań kupionych masowo za grosze. Rozdaję po ludziach nic nie wnoszące durnostojki, sprzedaję na olx pięć nowoczesnych geometrycznych cukiernic i z czułością głaszczę tę jedną jedyną kryształową po prababci. To jest dla mnie kwintesencja slow podejścia do urządzania domu i generalnie do posiadania rzeczy- mniej, ale lepiej, z rozwagą, z sercem, mądrze. Z wielką radością zastępuję to co mi nie pasuje na to, co powoduje szybsze bicie serca. To jest proces, który trwa całymi latami, bo nie rzucam się przecież jak wariatka na wszystko, co ma metkę retro, vintage, made in prl. Nie znoszę do domu wszystkiego, co zobaczę. Musi zaiskrzyć między mną a, dajmy na to, fotelem, jak między kobietą a mężczyzną. Jeśli serce bije mocniej, jeśli jest mi dobrze z nim, to biorę, przytulam i wpuszczam do domu. W innym wypadku mówię adios amigo i niech ktoś inny sobie ciebie bierze. Pomimo mojego zamiłowania do rzeczy, jestem zdeklarowaną minimalistką. Tak, to się wszystko ze sobą łączą, wbrew pozorom. Męczy mnie nadmiar wszelaki, a już nadmiar rzeczy w domu męczy mnie podwójnie, więc dążę do tego, żeby mieć tylko te przedmioty, których naprawdę potrzebuję, z którymi czuję się po prostu dobrze. Mieć mało, ale najlepszej jakości, starannie dobrane, ukochane przedmioty (ubrania, książki, kosmetyki itd.). Umiejętnie żongluję tym co lubię, tym co mam i tym o czym marzę, mieszam rzeczy nowe ze starymi, miksuję ukochane style i podglądam, zaglądam, węszę ;)


Poniżej, specjalnie dla Ciebie, przygotowałam nietypowy przegląd mebli. Mebli vintage, z duszą i historią, prosto z serwisów sprzedażowych. Mebli, które prędzej czy później znajdą się w moim domu (tym, w którym mieszkamy lub całkiem innym, w całkiem innym miejscu, kto wie... ;) ), jeśli tylko znajdę ich idealną wersję i będę miała tlochę duzo monet- jak mawia moja 3-letnia córka Mimi- na ich zakup oczywiście ;)




WNĘTRZARSKIE VINTAGE PEREŁKI

(wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron sprzedażowych- allegro.pl, sprzedajemy.pl, olx.pl)



1. Kredens.


Moje największe vintage marzenie. Chcę mieć w kuchni dokładnie taki sam, jaki stał u mojej cioci na wsi, gdzie jako kilkulatka spędzałam prawie wszystkie wakacje. Z takim kredensem wiąże się cała masa pięknych wspomnień... Póki co jeszcze nie znalazłam tego idealnego. Szukam, ale ciągle coś mi nie pasuje. Ze starymi meblami jest tak, że po prostu musi zagrać. Jeśli nie ma iskry, to nic z tej miłości nie będzie. Te kredensy poniżej są ok. Tylko ok, a ja chcę, żeby było wow. Szukam dalej.






2. Sekretarzyk.


Taki jak z pierwszych filmów o Sherlocku Holmesie. Z milionem szufladek, zakamarków i schowków, zamykany roletą na kluczyk. Marzy mi się taki w kolorze sosny albo jabłoni. Już nawet wiem, gdzie go postawię.






3. Toaletka.


Zupełnie nie mam w tej chwili miejsca na toaletkę. Nie mam nawet pojęcia, czy kiedykolwiek takie miejsce się znajdzie, ale o pięknej wiekowej toaletce marzę od kilkunastu lat. Może sprawię sobie taką na emeryturze? ;)



4. Piec kaflowy.


Albo koza. Albo kominek ewentualnie, ale też z odzysku. Mojej miłości do pieców kaflowych nie rozumie absolutnie nikt. Nikt. Naprawdę nie spotkałam ani jednej osoby, która podzielałaby mój zachwyt nad tym jakby nie patrzeć reliktem przeszłości. Tymczasem dla mnie piec kaflowy to piękna rzecz i bardzo żałuję, że tak niewiele osób go docenia.




5. Łóżko.


Do pokoju Zu- białe, metalowe, na zdobionych nóżkach a'la Ania z Zielonego Wzgórza. Do naszej sypialni - drewniane. Kupno takiego łóżka wiązałoby się z całkowitym przemeblowaniem, ale mam nadzieję, że i do tego z czasem dojdziemy.





6. Fotel bujany.


Ajjj marzenie :)



7. Stół.


Duży, solidny, drewniany, z zarysowaniami i śladami po kubkach z za gorącą herbatą. Nie musi być idealny, nawet jest to wskazane, żeby nie był. Stół z historią, z duszą, z życiem. Żeby się przy nim życie działo, zupy jadło i na maile odpisywało. Tak właśnie chcę.



8. Kapliczka.


Sam fakt, że coś takiego przyszło mi do głowy, mnie zadziwia. Przydrożne kapliczki zawsze miały dla mnie specyficzny klimat, ale chęć posiadania własnej w ogrodzie, na jakimś drzewie, wysoko miedzy gałęziami, nadal jest jakimś mglistym zamysłem, w który do końca nie mogę uwierzyć. Gdzieś z tyłu głowy od pewnego czasu towarzyszy mi myśl, że z chęcią przygarnęłabym taką ręcznie wyrzeźbioną małą kapliczkę, niechcianą, sprzed wielu lat najchętniej...




9. Duże stojące lustro w drewnianej ramie.


Powinnam napisać- w dużej niedoskonałej ramie. Dokładnie takie jak na zdjęciu. Piękne!






Jestem ciekawa czy Ty lubisz stare przedmioty, czy raczej jesteś fanką nowoczesnych rozwiązań?

....




Jeśli spodobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej, dziękuję! :)

32 komentarze:

  1. Podobają mi się połączenia starych przedmiotów z nowoczesnymi, możemy w ten sposób stworzyć oryginalne wnętrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dążę do tego, żeby w moim domu taki miks powstał :)

      Usuń
  2. To jakimi otaczamy się przedmiotami może mieć wpływ na to, jak funkcjonujemy. Zawsze jednak należy zachować umiar, aby zbyt się nie "zagracić". Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zagracenie na szczęście mi nie grozi, nienawidzę nadmiaru przedmiotów w domu :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Uwielbiam starocie, pchle targi sa dla mnie stworzone! Sama mam stary dom i choć nie jest, niestety, umeblowany w starym stylu (to jednak kosztuje albo czas, albo pieniądze) to lubię na takie meble choćby patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, masz rację. Czas to może by się znalazł, ale z kasą gorzej ;) chociaż może to i lepiej, dzięki temu muszę każdy zakup przemyśleć, uzbierać na niego kasę i wtedy taki mebel "smakuje" jak żaden inny :)

      Usuń
  4. I see you sister ;) Musisz kiedyś przyjechać do nas i zobaczyć muzeum mojego taty, te stare maszyny do pisania, czuję, że zwariujesz ;) J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzę o tym! a zwariować to na pewno zwariuję, nie ma opcji ;)

      Usuń
  5. cudne te Twoje marzenia meblarskie! podobny sekretarzyk sama chciałam kiedyś mieć... widzę jak to marzenie się zakurzyło, ale kto wie :D trzymam kciuki za realizację marzeń! pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wnętrzarskie marzenia też się trochę zakurzyły, ale nareszcie je odkurzam, życie jest jedno :)

      Usuń
  6. Jestem miłośniczką antyków. Podobają mi się wnętrza w stylu vintage, mają w sobie coś niezwykłego :)

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com/2018/11/kamca-1-cyngiel-niebios.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Do naszych wnetrz by ten styl nie pasował - ale u kogoś strasznie mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje, że do każdego wnętrza pasuje vintage, nawet do nowoczesnego, jeśli miałyby być to tylko dodatki vintage.

      Usuń
  8. Co prawda to nie mój styl, ale spodobała mi się bardzo toaletka :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny ten sekretarzyk!

    OdpowiedzUsuń
  10. Też bardzo lubię taki styl. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię takie stare meble. Zawsze zastanawiam sie, jaka historie w sobie kryją,kto z nich korzystał.Bardzo podoba mi się toaletka. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo, każdy stary mebel to dla mnie piękne historia :)

      Usuń
  12. Cenie szanuje, ale mój ulubiony styl, który jeszcze u mnie nie funkcjonuje to ,,Glamour"

    OdpowiedzUsuń
  13. przygarnęłabym ten bujany fotelik :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Marzy mi sie taki kredens w kuchni albo salonie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mnie też, mam nadzieję, że kiedyś spełnię to marzenie :)

      Usuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.