Niedoczynność tarczycy u dziecka- objawy, przyczyny, badania. Moje doświadczenia.

Kiedy właściwie z dnia na dzień zdrowa 5-letnia dziewczynka zamienia się w apatyczną, zmęczoną i bladą jak kreda kupkę nieszczęścia, szok miesza się z pytaniem "jak to się mogło stać??". Przecież była zdrowa jak ryba, energiczna i wesoła, wszędzie jej było pełno, a teraz nie chce rano wstać z łóżka, w ciągu dnia ucina sobie coraz więcej drzemek, nie ma siły na zabawę. W dodatku zaczęła gwałtownie tyć i wolniej rośnie. Co się dzieje??





Najczęstsze objawy niedoczynności tarczycy u dzieci:


- zmęczenie

- apatia

- brak koncentracji

- zniechęcenie

- brak energii

- senność

- trudności przy wieczornym zasypianiu, mimo zmęczenia

- lęki

- problemy z przyswajaniem wiedzy

- wolniejszy wzrost

- tycie

- wypadanie włosów i brwi, zwłaszcza po stronie skroniowej

- sucha skóra

- blada cera

- opuchnięta twarz i powieki

- blade usta


Odpowiedź przyszła bardzo szybko.


Tsh na poziomie 17. 17! przy normie do 4,2- przy czym musisz wiedzieć, że normy dla tsh w Polsce są mocno zawyżone. Nieoficjalnie mówi się, że kobieta w wieku rozrodczym nie powinna mieć tsh wyższego niż 2,5, a dziewczynka poniżej 15. roku ok. 1-1,5. Przypominam- moja 5-letnia Zu miała tsh 17, a rok wcześniej jej tsh wynosiło 1. Co się więc wydarzyło przez te 12 miesięcy, że jej tarczyca (w zasadzie przysadka mózgowa, bo to ona, a nie tarczyca odpowiada za produkcję hormonu tsh) zwariowała? Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie. W zasadzie nadal nie znam na nie odpowiedzi, ale już powoli coś się krystalizuje. O tym napiszę później... Lekarz rodzinny na gwałtu rety zapisała córce hormon Euthyrox, żeby obniżyć tsh, i wypisała skierowanie do endokrynologa. I tu, proszę ja Ciebie, zaczęły się schody. Myślę sobie "ok, endokrynolog, fachowiec, wie co robi, zna się na swojej robocie, na pewno pomoże!". Yhy. Taaaa. Jasne...


Pierwsza wizyta na NFZ bardzo mnie rozczarowała. 


Pani doktor obrzuciła Zu krótkim spojrzeniem, zmierzyła ją, zważyła, zawyrokowała, że jest za niska, za gruba i że najprawdopodobniej zostanie lekko upośledzonym umysłowo karłem. Wcisnęła mi w rękę receptę na większą dawkę hormonów i wypchnęła z gabinetu, zostawiając na korytarzu z miną bardzo zdziwionego karpia wigilijnego. Ja, która rzadko kiedy zapominam języka w gębie, nie wiedziałam wtedy zupełnie co powiedzieć. Kolejny lekarz i procedura w zasadzie powtórzona- mierzenie, warzenie, recepta, "tak się czasami zdarza, że tarczyca wysiada, padło na pani córkę" i nara. 


Po 6 latach i kilkunastu endokrynologach mogę powiedzieć, że:


a) znaleźć dobrego dziecięcego endokrynologa na NFZ, do którego nie ma kolejek na dwa lata do przodu graniczy z cudem- jeśli znasz jakiegoś, to napisz

b) żaden lekarz nie wyszedł poza schemat- mierzenie, ważenie, recepta, ewentualnie skierowanie na kontrolne tsh, bo po co robić więcej badań, prawda?

c) żaden lekarz nie poświęcił nawet chwili, aby pochylić się nad tematem, dlaczego zdrowe dziecko w ciągu kilku miesięcy skończyło z niedziałającą tarczycą.


Co nam zaoferowała klasyczna medycyna?


Mierzenie i ważenie dziecka, wywiad z rodzicem, wypisanie recepty na hormon, raz na rok wydanie skierowania na badanie krwi na poziom tsh. W momencie, kiedy dziecko czuło się gorzej, objawy niedoczynności nasilały się, a tsh rosło, dawka hormonów była zwiększana. Dowiedziałam się, że niedoczynność tarczycy bierze się znikąd, jest nieuleczalna i nic nie można zrobić, żeby poprawić jakość życia chorego. Nie, to nie jest tak, że krytykuję wszystkich lekarzy i namawiam do zbojkotowania klasycznej medycyny, absolutnie nie. Wierzę, że istnieją lekarze z powołania, którzy do każdego pacjenta podchodzą indywidualnie, starają się dociec źródła choroby i traktują organizm jako całość, a nie zbiór narządów. Nadal takiego lekarza endokrynologa szukam. Jeśli znasz kogoś takiego, odezwij się do mnie proszę. 


Doszłam do takiego momentu, kiedy zadałam sobie sprawę z faktu, że teraz już tak będzie. 


Moje dziecko będzie potrzebowało coraz większej dawki leków, będzie czuło coraz gorzej, a przecież ma dopiero kilka lat. Co będzie później? Zaczęłam szukać, czytać, dowiadywać się na własną rękę. Uczyłam się, przeczytałam wszystko co wpadło mi w ręce, oglądałam filmy, czytałam blogi, pisałam do profesorów. Gdzieś po drodze poznawałam ludzi, którzy wyleczyli się z niedoczynności tarczycy, nawet z Hashimoto. W zasadzie nikt, kto pokonał chorobę, nie zrobił tego przy pomocy klasycznej medycyny. Owszem, lekami można się wspomóc, ale bazując jedynie na nich, skazujesz się na bycie niewolnikiem aptek do końca życia.


Przyczyny niedoczynności tarczycy u Zu- moje teorie. 


Nie ma takiej jednostki chorobowej jak niedoczynność tarczycy, wbrew temu co wmawia nam medycyna. Nie ma również nadczynności tarczycy. Wszelkie problemy z tarczycą są objawem choroby, czyli stanu zapalnego, który toczy się gdzieś w organizmie. Na początku trzeba sobie zadać pytanie- co takiego się podziało, że tarczyca zachorowała. Po dokładnym przeanalizowaniu tych 12-stu miesięcy pomiędzy jednym badaniem krwi Zu, kiedy tsh wynosiło 1, a drugiem, kiedy tsh wskoczyło na 17, wysnułam kilka wniosków. 

1. To był pierwszy rok Zu w przedszkolu, podczas którego 9 razy (!) chorowała i 9 razy przyjmowała antybiotyk. Na zmianę było zapalenie oskrzeli, zapalenie ucha, zapalenie krtani. Dzisiaj mam większą wiedzę i większą świadomość, wiem, że niektórych antybiotyków można było uniknąć. Wtedy jednak, kiedy dziecko krzyczało z bólu lub przelewało się przez ręce z gorączką 40 st., trudno było zachować trzeźwość myślenia. Jedną z teorii jest właśnie nadmiar antybiotyków podanych w krótkim czasie, które uszkodziły układ odpornościowy, co w efekcie spowodowało niedoczynność. 

2. Druga teoria jest taka, że to nie antybiotyki same w sobie spowodowały niedoczynność, ale ogrom stanów zapalnych, jakie w ciągu roku toczyły się w organizmie Zu. Choroby tarczycy są niejako odpowiedzią na stany zapalne w organizmie, więc może to właśnie było przyczyną.

3. Teoria numer trzy, czyli kortyzol. Kortyzol jest hormonem stresu, który, utrzymując się przez długi czas, uszkadza działanie tarczycy. Niestety Zu bardzo ciężko emocjonalnie zniosła ten pierwszy rok  w przedszkolu, dużo płakała, w zasadzie każdy dzień to był stres. Uprzedzam pytania- jej rocznik (2007) był pierwszym rocznikiem, który musiał jako pierwszy pójść do zerówki w wieku 5 lat, więc nie była to moja decyzja. 

4. Ostatnia, najnowsza teoria, jest taka, że... Zu ma pasożyty, ma je od wielu lat i dopiero teraz się ujawniły, wcześniej powodując kilka zdrowotnych dolegliwości, których nigdzie nie potrafiliśmy "przyczepić", np. pokrzywka na twarzy, przewlekły nieżyt zatok, bóle brzucha itd. Pasożytów w ogóle nie braliśmy pod uwagę, bo młoda miała kilka razy badany kał i nigdy nic nie wyszło. Tymczasem po miesiącu codziennego picia czystka i soku z kiszonej kapusty, w kupce Zu znalazły się takie rzeczy, że aż łapałam się za głowę. Na pewno zidentyfikowaliśmy glistę ludzką w całkiem pokaźnym stadium rozwoju i sporo jaj. Paskudztwa nadal wychodzą, a my do kuracji dołączyliśmy ajurwedyjskie "złote mleko" z kurkumą i pestki dyni. O naturalnym odrobaczaniu dzieci jeszcze napiszę, bo nie o tym dzisiaj ma być. 


Nie wiem która teoria jest tą właściwą. Nie wiem czy w ogóle któraś jest, a może wszystkie rzeczy zadziały się jednocześnie i sprawiły, że pojawiła się niedoczynność? Podejrzewam, że tego nie dowiem się nigdy.


Ok. Wiesz już, że Twoje dziecko ma za wysoki poziom tsh. Co dalej?


Przede wszystkim, jeszcze zanim pójdziesz do apteki i wykupisz hormony dla dziecka, zrób badania. Nie mam tu na myśli ogólnych badań krwi z tsh, bo to już na pewno zrobiłaś. Nie daj sobie wmówić, że wystarczy zbadać poziom tsh- ja niestety uwierzyłam i przez to mamy kilkanaście miesięcy leczenia w plecy.

Badania, jakie powinnaś wykonać na początek:


1. tsh (hormon przysadki mózgowej), ft3 i ft4 (hormony tarczycy)

2. anty- TPO i anty- TG (przeciwciała, które pomogą wykluczyć chorobę Hashimoto)

3. usg tarczycy (koniecznie! trzeba sprawdzić jej rozmiar, unaczynienie i obecność guzków)

4. w dalszej kolejności warto sprawdzić poziom jodu, gdyż to właśnie jego niedobór we wielu przypadkach powoduje niedoczynność tarczycy u dzieci (nas zaniepokoiła wielka miłość Zu do wyjadania soli prosto z solniczki, nawet całymi łyżkami, teraz codziennie suplementuje jod).


Dopiero, kiedy masz komplet ww badań, idź do endokrynologa. No i wiadomo miej oczy otwarte, odwiedź kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, jeśli trzeba, aż znajdziesz lekarza, który pochyli się nad przypadkiem, zamiast taśmowo wypisywać recepty. O tym, jak wybrać dobrego endokrynologa przeczytasz u mnie już wkrótce.


Jak jest teraz?


W tej chwili moja 11 -letnia córka ma wagę w normie, chociaż do szczuplaczków nie należy, jest najwyższa w klasie i przynosi do domu świadectwa z biało- czerwonym paskiem. Jest cholernie inteligentna, błyskotliwie ripostuje i zadziwia trafnymi puentami. Jeździ konno i dostaje piątki z wf-u, chociaż potrzebuje więcej czasu na regenerację. Szybko się zniechęca, łatwo gubi koncentrację i boi się ciemności. Jej tsh jest na poziomie 3,5. To i tak za dużo, ale udało nam się zejść do takiego wyniku przy minimalnych dawkach hormonów, i co najważniejsze od kilku lat unikać skoków tsh.


Za tydzień w niedzielę (mam nadzieję, że ogarnę) pojawi się pierwszy post o naturalnym leczeniu niedoczynności tarczycy. Zapraszam. 

...........



Jeśli ten artykuł Ci się spodobał, proszę, udostępnij go dalej. Dziękuję!

18 komentarzy:

  1. Piszesz że twoja córki jest wegetarianką. Masz odpowiedź dlaczego zachorowała. Brak białka zwierzęcego to horror dla tarczycy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka zachorowała, kiedy miała 5 lat, była wtedy mięsożerna. Wege jest od roku. Pudło.

      Usuń
  2. Bardzo przydatny wpis bratanica ma niedoczynność ale leczą to lekami czekam na kolejny wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leki są potrzebne, żeby obniżyć wysokie tsh, ale warto wspomóc pracę tarczycy w inne sposób, bo dostarczając jej gotowe hormony, odzwyczajamy ją od pracy.

      Usuń
  3. Warto znać objawy, aby w porę zareagować i udać się do specjalisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racje, trzeba być wyczulonym na objawy, zwłaszcza jeśli temat dotyczy dzieci.

      Usuń
    2. Szkoda tylko, że nie zawsze trafimy na prawdziwego specjalistę, nie tylko z papierka, czasem trzeba wiele gabinetów zwiedzić, aby trafić na tego właściwego, intuicyjnie wiemy, że musimy dotrzeć do prawdziwych odpowiedzi, a nie zadowolić się szablonowymi.

      Usuń
    3. Masz rację, w naszym przypadku niestety żaden lekarz nie był zainteresowany przyczynami. Ciągle szukamy dobrego specjalisty, po drodze odwiedzając coraz to nowe gabinety...

      Usuń
  4. Niestety o dobrego lekarza ciężko. Często wracasz po badaniach i dalej nie wiesz co dolega i w końcu człowiek sam musi czytać dowiadywać się i kierować do odpowiedniego specjalisty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety masz rację. Dobrego specjalisty ze świecą szukać...

      Usuń
  5. Jak zachorowała po przejściu na wegetarianizm, to źle zareagowała na roślinną dietę. Szkoda, że na to pozwoliłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam wyżej córka zachorowała w wieku 5 lat, wege jest od roku. Po odrzuceniu mięsa jej samopoczucie się poprawiło. Mięso naprawdę nie jest panaceum na wszystko ;)

      Usuń
  6. Wielka szkoda, że dzieciaki też na to chorują. :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety coraz więcej dzieci ma problemy z tarczycą, plaga XXI wieku :(

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiedziałam że jest tyle objawów, bardzo mądry i dla mnie ciekawy wpis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tarczyca bywa bardzo zwodnicza; daje mnóstwo nieoczywistych objawów. Cieszę się, że wpis Ci się spodobał.

      Usuń
  9. Bardzo przydatny artykuł. Mam w rodzinie dziecko z niedoczynnością, pokażę jego rodzicom. Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W niedzielę opublikuję część drugą (mam nadzieję, że się uda ;) )

      Usuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.