10 niematerialnych prezentów, o których marzę (i trochę przedświątecznych rozkmin).

Gdybym napisała, że nie lubię dostawać prezentów, to bym skłamała. 


I nie uwierzę w te zapewnienia, które jak grzyby po deszczu wyrastają ostatnio wokół mnie, że masz wszystko, że jeśli o czymś zamarzysz, to sama sobie to możesz kupić, że phi! materializm, komercja, że tu chodzi o coś innego... Naprawdę? Nie lubisz tego dreszczyku emocji przy rozwiązywaniu wstążeczki? Nie czujesz mrowienia w łydkach, kiedy zaglądasz do kolorowej torebki? Bo ja, wiesz, uwielbiam to i nie wyobrażam sobie, że można być aż tak bardzo dorosłym, aby otwieranie prezentu nie sprawiało już przyjemności. Podobno ludzie dzielą się na dwie grupy; pierwsza to ci, którzy rzucają się na prezent niczym wygłodniały drapieżnik na bezbronnego jelonka, rozrywając opakowanie na strzępy. Druga grupa z kolei to ci, którzy delektują się każdym etapem otwierania paczki, głaszcząc kolorowy papier, przykładając prezent do ucha, potrząsając i mrucząc z zadowolenia nad idealnie dobranym kolorem bileciku. Ja zdecydowanie należę do drugiej grupy. Zanim dopadnę środka, muszę chwilę popieścić papier opuszkami palców. Jeśli napiszesz mi tu, że masz wszystko i niczego nie chcesz, to ja Ci odpowiem, że coś mi tu śmierdzi. I nie wierzę, że Ty czujesz konwalie, sorry bejbe.



Najbardziej lubię, kiedy prezent  od razu mówi, że ten ktoś mnie zna. 


Zna mnie na tyle dobrze, że wie, iż w moim przypadku drogie nie zawsze znaczy dobre. Bo ja, proszę Ciebie, równie mocno ucieszę się z wymarzonych drogich jak pierun perfum oraz z kubka do kawy, którego jeszcze nie mam w moje kolekcji (bo ten, kto mnie zna, wie, że mam fioła na punkcie kubków i jeśli tak dalej pójdzie, to za chwilę otworzę jakieś kubkowe muzeum). Lubię, kiedy ktoś kto daje mi prezent obserwuje i słucha mnie na tyle, żeby wiedzieć, że rzucę mu się na szyję, kiedy dostanę zieloną herbatę w ładnej puszcze, książkę o której ostatnio ciągle gadam, planner na nowy rok z ogromną ilością miejsca na notatki- bo ja przecież ciągle coś notuję, bazgrzę i smaruję. A jeśli biżuteria, to żadne tam bling bling, tylko małe, delikatne i subtelne, ledwo widoczne, kobiece. Gdybym dostała wielki pierścień na pół dłoni, to serio nie wiedziałabym jak go nosić... Lubię czuć, że ktoś zadał sobie trud, aby poznać mnie na tyle dobrze, aby wiedzieć to wszystko... o tym, że zbieram kubki, jestem analogowa i muszę mieć przestrzeń do zapisków, że lubię dobrą herbatę i szary papier z czerwoną wstążką. Jeden z najpiękniejszych prezentów, jaki dostałam w swoim życiu, to opowiadanie napisane specjalnie dla mnie przez moją przyjaciółkę. Ten prezent kosztował tyle, ile kosztuje kartka papieru i wkład do długopisu. Jego wartość materialna była znikoma, za to czas, wysiłek i chęć sprawienia mi przyjemności uczyniły ten podarunek jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Przyjaźń nie przetrwała, za to kartkę z opowiadaniem mam do dzisiaj. 



Lubię dawać, dawanie sprawia mi ogromną radość. 


Nie wiem co bardziej mnie cieszy, branie czy dawanie. I nie ma w tym ani odrobiny kokieterii. Szykowanie prezentów rozpoczynam na długo przed uroczystością- najpierw myślę dla kogo i z jakiej okazji. Potem zastanawiam się jaka ta osoba jest, co lubi, a czego nie, co ją ucieszy, co wywoła uśmiech na twarzy. Uważnie słucham, obserwuję i wyłapuję wszystkie między wierszami wypowiadane prezentowe sugestie. Najtrudniej jest czekać, kiedy już ten jeden jedyny prezent znajdę. Najchętniej od razu poleciałabym do tej osoby i podzieliła się moją radością- a wiesz co dla ciebie mam??? Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy udało mi się spalić prezent, wygadując się zupełnie przez przypadek (lub z premedytacją...). Wyobraź sobie, że kilka lat temu wręcz zmusiłam Zu, żeby odpakowała prezent na kilka dni przed urodzinami... słabe, nie? ;) Tak samo jest teraz. Wymarzone paczki leżakują na dnie szafy, a już zacieram rączki na myśl o uśmiechniętych buziach moich dzieci. Wiem, że obie dostaną to, o czym marzyły od dawna. 



Prezenty prezentami...


Radość z dawania i brania to jedno, a granica między komercją, bożonarodzeniowym materializmem, a tym, co w tym wszystkim naprawdę istotne to drugie. Czasami jest tak cienka, że trudno ją dostrzec. I tu znowu mamy dwa przeciwległe obozy. Jeden obóz krzyczy, żeby zostawić w cholerę te prezenty, tę pogoń, żeby świąt nie sprowadzić li i jedynie do tej chwili, kiedy spod choinki wyciągamy paczki. Fakt, słabe by to było. Drugi obóz za to lata z obłędem w oczach po galeriach handlowych, kupuje, szaleje, cuduje i krocie zostawia u jubilera. Ja gdzieś tam się unoszę pomiędzy. Nie pozwolę sobie zabrać radości z rozpakowywania świątecznych prezentów, bo to jedna z najprzyjemniejszych chwil w całym roku i nie pozwolę również sprowadzić świąt do chorej pogoni za najnowszym modelem IPhone na ten przykład. Balans, ludzie, balans.




Jak to u nas z tymi prezentami? 


Fajnie jest :) Urodziny i Boże Narodzenie to okazje, kiedy Zu i Mimi dostają najokazalsze prezenty. Nie jestem rodzicem, który na co dzień zasypuje dzieci prezentami, zabawkami czy jakimiś gadżetami. Na wymarzoną siusiającą lalę trzeba poczekać :) Boże Narodzenie u nas to oczekiwanie na prezenty, ale również adwent, roraty i wspólne zapalanie świecy co niedzielę. To kalendarz adwentowy, strojenie domu i wspólna wyprawa po choinkę. To też wybieranie najładniejszej jemioły na jarmarku bożonarodzeniowym, lepienie uszek i podjadanie pierników. Udało nam się załapać balans i niech tak zostanie.




I tak sobie płynąc na fali przedświątecznych rozkmin, pomyślałam, że te najpiękniejsze prezenty to te, które mówią- znam Cię, lubię i chcę Ci zrobić dobrze. Nie muszę wydawać miliona monet na prezent, żeby pokazać Ci jak ważna/y dla mnie jesteś. 



Galerie handlowe zapchane do granic możliwości i aż mnie trzęsie na myśl o tym, że jutro muszę się do jednej z nich wybrać. Mus to mus- Zu wyrosła z galowej kiecki, a w piątej ma klasową wigilię. Gdyby nie to, moja noga na kilka dni przed świętami nawet by tam nie postała. Trzęsąc się, rozkminiam. A jakby tak... połowa z tych goniących za exclusive podarkiem, z najwyższej półki ą ę krzykiem mody, zatrzymała się i pomyślała... co tak NAPRAWDĘ wywołałoby uśmiech na jej/ jego twarzy? Czy czasami nie kupujemy wypasionych prezentów po to, żeby samemu poczuć się dobrze? Żeby się pokazać?



Ja na ten przykład umarłabym ze szczęścia, gdybym dostała co następuje:


1. Czas dla siebie. Taki kupon na jeden dzień do wykorzystania tylko dla mnie, tak jak chcę, tak jak mi się podoba, w ciszy i spokoju.

2. Samosy z Green Way'a. Przywiezione specjalnie dla mnie w ich firmowym kartoniku z zielonym logo. Taką mam fantazję, a co ;)

3. Nalewkę kokosową, koniecznie home made. Koc i dobry film do tego.

4. Wieczór w łóżku, z winem i książką.

5. Lub poranek w łóżku z kawą i książką.

6. Wolne popołudnie na samotne wyjście do kina (każdy się dziwi, ale ja uwielbiam chodzić sama do kina; z kimś też uwielbiam, żeby nie było ;) ) i na kawę.

7. Album ze zdjęciami. Taki samodzielnie zrobiony, opisany i opatrzony odpowiednimi komentarzami. To byłoby coś!

8. Nagraną specjalnie dla mnie płytę ze składanką moich ulubionych piosenek ever. Doceniłabym!

9. Książkę z dedykacją- taką od serca.

10. List. Tak, chciałabym dostać list.



Tak więc, jeśli jeszcze nie masz prezentu gwiazdkowego dla męża, chłopaka, siostry czy brata, może warto podarować temu komuś... siebie? Prezent, który powie: znam Cię jak nikt inny.


Ni to post poradnikowy, ni świąteczny. Ot moje rozkminy na kilka dni przed najcieplejszymi dniami w całym roku. Niech będzie pięknie, niezależnie od tego co znajdzie i co podłożysz pod choinkę :)


32 komentarze:

  1. Zgadzam się z każdym Twoim słowem! Mam wrażenie, że często szukamy na siłę prezentu, oby był drogi i modny, ale zapominamy o tym, co tak naprawdę może uszczęśliwić obdarowywanego. Ja zawsze skrzętnie notuję, jeśli ktoś mówi, że coś mu by się przydało, coś mu się bardzo podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Ja też zapisuję sobie takie uwagi w kalendarzu :)

      Usuń
  2. Ciekawa lista prezentów to są pomysły <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię twoje rozkminy ;) :* Jr

    OdpowiedzUsuń
  4. Prezenty od serca są wspaniałe, ja cenię bardzo takie własnoręcznie wykonane. Sama niedawno na blogu pokazałam album świąteczny,który sama wykonałam od podstaw. Jestem mamą dwóch małych brzdąców i przydałby mi się taki jednodniowy bon na szaleństwa lub...spokojny kilkugodzinny sen. Tego mi naprswdę brak... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sen to jedno z moich największych marzeń ;) Za kilka lat się wyśpię ;)

      Usuń
  5. Brzmisz trochę jak materialistka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz, że lubisz prezenty i biżuterie. Materializm!

      Usuń
    2. Pod postem, w którym zachwalam niematerialne prezenty zarzucasz mi materializm? ;) Ale czujesz ten absurd, prawda? ;)

      Usuń
  6. Prezenty , prezenciki, prezentem dla mnie może być Twój post, pełen wiary w uczciwe patrzenie w świąteczna przyszłość, dzieci bez materii nie będą zadowolone, to wiem na pewno, reklamy pochłonęły je bez reszty. Ale my możemy spojrzeć dalej, ponad wszystkie sklepy z świecidełkami i złotem. I to mnie cieszy najbardziej, Czytałam z ciekawością twoje rozpisanie, Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Tobie dziękuję za taki piękny komentarz :)

      Usuń
  7. Ja poświęcam sporo czasu na szukanie właściwego prezentu dla wybranej osoby. Najgorsze prezenty to te, kupione na odczepnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Czasami lepiej zrobić własnoręcznie kartkę świąteczną i napisać piękne życzenia niż kupować byle co.

      Usuń
  8. Boże, przeczytałam i stwierdzam że nasze podejście jest bardzo podobne :D
    Uczciwe patrzenie na święta jest ważne. Nie warto się oszukiwać, że nie lubię dostawać prezentów bo to materializm itd. Dla mnie wspaniałym prezentem jest twój post w którym piszesz prosto z serca :D Wesołych Świąt życzę :D

    https://myraibowworld1997.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo :) Wesołych i dla Ciebie :)

      Usuń
  9. Bardzo fajna lista, ja rowniez bardzo lubie kupowac i obdarowywac znajomych podarkami :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ładne zdjęcia i świetny pomysł na post. Sama chętnie pomyślę nad podobną listą.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja już sama nie wiem, jakie mam podejście do prezentów. Ale jednym z najfajniejszych jest chyba bon na czas z obdarowującym :) Na przykład na kawie, w restauracji czy w kinie. To takie materialno-niematerialne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki bon to jeden z najlepszych prezentów na świecie :)

      Usuń
  12. Ciekawe propozycje, szczególnie ta nalewka ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Również bym się bardzo cieszyła z tych niematerilanych prezentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba chciałby choć raz dostać coś specjalnie dla niego :)

      Usuń
  14. Komu nie chodzi o prezenty - ten kłamie. Nie tylko jest fajnie dostać prezent,ale też kogoś nimi obdarować. Ja to bardzo lubię. Podobnie jak Ty lubię ten dreszczyk, lubię tą radoochę z odpakowywania i lubię obserwować rekacje obdarowanego. I tak jak piszesz tu nie chodzi o coś drogiego, ale takiego, co trafia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trzy pierwsze akapity to jakbym o sobie czytała :) Mam identyczne podejście. Uwielbiam dawać i dostawać prezenty, a moje zdecydowanie ulubione to te, które ktoś wybrał lub zrobił z myślą o mnie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.