Postanowienia noworoczne- mniej i na luzie, czyli cele uszyte na moją miarę.

Wszystkie kobiety, które znam emocjonalnie podchodzą do końca starego roku i początku nowego. Te, które zapisują w kalendarzu drobnym maczkiem mnóstwo małych i dużych planów, jeśli by swoje postanowienia zrealizowały, zmieniłyby się o 180 st. i już wcale nie przypominałyby siebie. Te, które prychają pogardliwie, podśmiewając się pod nosem z tych pierwszych, buntują się przeciwko wszelkim postanowieniom, bo twierdzą, że i tak im się nie uda. U jednych i drugich emocje związane z nowy rokiem są silne. Nie zawsze pozytywne. Mamy drugą połowę stycznia, więc pytanie jak się mają Twoje noworoczne postanowienia, jest jak najbardziej na miejscu. Zakładam, że pierwszego stycznia usiadłaś nad pustą kartką papieru i wypisałaś pięknie punkt po punkcie wszystkie swoje cele, plany i marzenia. Więc jak się one mają? Ruszyłaś pełną parą czy raczej nadal odkładasz je w czasie? Może sumiennie biegasz co drugi dzień na siłownię, tak jak sobie obiecałaś? Może spędzasz mniej czasu scrollując ekran smartfona? Może trzymasz dietę już trzeci tydzień? A może nie... Z tymi noworocznymi postanowieniami to jest tak, że niezwykle łatwo się je wymyśla i zapisuje, ale znacznie gorzej jest dotrzymać danego sobie słowa i zabrać się do roboty. Dlaczego tak się dzieje? Jak to jest, że zapału starcza Ci na kilka dni, góra dwa tygodnie, a potem wszystko wraca na dawne tory?



Mechanizm czekania na nowy rok jest prosty i tak oczywisty, że nawet ci, którzy twierdzą, że nigdy nie robią noworocznych postanowień, dają się choć odrobinę w niego wciągnąć. 


Wszystko zaczyna się już latem, a właściwie chwilę po lecie- we wrześniu. Jeszcze jest ciepło, słońce jeszcze mocno grzeje, ale poranki i wieczory już są chłodne. Powoli wkrada się lekki smutek, że takie piękne było to lato, szkoda że już się skończyło. W październiku, o ile mamy szczęście, cieszymy się kolorową jesienią. mimo wszystko z rosnącą nostalgią spoglądając na swoją coraz bielszą skórę. Później przychodzi listopad, razem ze swoimi krótkimi dniami i długimi, ciemnymi wieczorami. W grudniu czekamy na Boże Narodzenie, żeby choć trochę ogrzać się przy rodzinnym stole, przy choince i prezentach. Te kilka dni pomiędzy świętami a sylwestrem to takie nie wiadomo co, bo to ani praca nie idzie, ani ćwiczyć się nie chce, ani diety trzymać, kiedy w lodówce pałętają się resztki serniczka. Zmęczeni brakiem słońca i krótkimi dniami, ociężali od nadmiaru świątecznych smakołyków czekamy na ten magiczny pierwszy dzień nowego roku jak na zbawienie. Marzy nam się powiew świeżości, nowa energia i zielone soki. Wydaje nam się, że przyjdzie nowe i totalnie nas odmieni. Że, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wraz z wybiciem północy, staniemy się nową, lepszą wersją samych siebie, a noworoczne postanowienia same się spełnią. Ot tak, bez grama wysiłku. Bullshit, proszę ja Ciebie, jak stąd na Księżyc- nic się samo nie zrobi.


Kilka razy wcześniej wspomniałam, że jestem maniaczką list. Analogową maniaczką list- powinnam napisać. 


Uwielbiam ładne zeszyty i notesy, i zazwyczaj nie wychodzę z Empiku czy z innego sklepu papierniczego z pustymi rękoma. Walczę z tym uzależnieniem, powtarzając sobie ciągle, że najpierw muszę zapełnić notesy, które mam, dopiero potem pozwolę sobie na nowy. No, ale nie o tym miałam... Moja praca to wielogodzinne siedzenie przy komputerze. Wydawałoby się więc, że wszelkie notatki robię właśnie w nim lub w smartfonie ewentualnie. Nic bardziej mylnego. Notes i długopis to moje nieodłączne atrybuty. Robię listy marzeń, listy miejsc do zwiedzenia, listy rzeczy do zrobienia w wakacje, listy list.... Gorąco wierzę w to, że to co zapisane, to się wydarzy. Nie zawsze jednak tak się dzieje.... Przykładem mogą być moje jakże skrupulatnie zapisywane latami postanowienia noworoczne. Pod koniec grudnia, właśnie w te dni pomiędzy świętami a sylwestrem, siadywałam nad nowo zakupionym notesem i zapisywałam jak najwięcej marzeń, postanowień i obietnic. Za każdym razem byłam przekonana, że nadchodzący rok to będzie właśnie TEN ROK,  w którym moje życie zmieni się diametralnie, nastąpi przełom (czymkolwiek miałby on być), a ja już zawsze z rozrzewnieniem będę wspominać, że ten 2018, 2017, 2016 itd. rok to był cudowny.... Aha. Jasne. Dałam się wciągnąć w ten mechanizm... Tymczasem jedyne co się diametralnie zmieniało.... to data w kalendarzu. Ja nadal pozostawałam taka sama.


Trochę czasu mi zajęło, aby to zrozumieć. Nowy rok to tylko data w kalendarzu. Umowne cyferki, które pomagają ludziom w określaniu upływającego czasu. 


Te cyferki nic we mnie nie zmienią, jeśli ja sama nie będę chciała zmiany. Zacząć od nowa można w każdej dowolnej chwili, zmienić swoje życie można równie dobrze w połowie maja. Jeśli chcesz zrobić prawo jazdy, to zrób to teraz! Jeśli chcesz schudnąć, to zacznij dietę teraz! Jeśli chcesz nauczyć się hiszpańskiego, to znajdź kurs i zacznij go teraz! Nie trzeba czekać na to do pierwszego stycznia., naprawdę. Przez prawie całe moje dorosłe życie miałam do noworocznych postanowień złe podejście. Traktowałam je jak przymus, coś odgórnie mi narzuconego (nic to, że sama sobie je narzucałam). Zaczynałam z wysokiego C, czyli albo daję z siebie 100%, albo całkiem rezygnuję. Oczywiste było to, że prędzej czy później zaliczę porażkę, bo nie da się bez przerwy trzymać gardy w górze i być najlepszym we wszystkim. Gdzieś pod koniec stycznia, najdalej w połowie lutego stawałam się swoim największym krytykiem, robiłam sobie sama "nu, nu, nu" i stwierdzałam, że rok spalony.

Jest druga połowa stycznia, a ja... nie mam ani jednej kartki z zapisanymi celami na ten rok. Ani jednej! Co w moim przypadku jest już przełomowym wydarzeniem. Mam zupełnie inne podejście do noworocznych postanowień. Odrzuciłam wszelkie powinnam i muszę, a zostawiłam to co chcę i to co do mnie pasuje. Moje tegoroczne postanowienia to raczej cele do zrealizowania, są dopasowane do mnie i moich potrzeb, są realne i, co najważniejsze, jest ich tylko kilka. Nawet moje postanowienia wpisują się w trend bloga- mniej, ale lepiej ;)


Na 2019 mam kilka celów do zrealizowania, ale podejście do postanawiania czegokolwiek mocno się u mnie zmieniło- i to dało mi największego kopa do działania :)




W 2019 roku chcę-


- BYĆ SOBĄ- czyli kontynuować proces, który zaczął się w trudnym dla mnie emocjonalnie 2018 roku. Być sobą, czyli zaakceptować siebie w 100%, nie próbować się zmienić ani dopasować. Wchodząc do pokoju zastanawiać się czy lubię ludzi, którzy się tam znajdują, a nie czy oni lubią mnie. Otaczać się ludźmi podobnymi do siebie, z podobną wrażliwością i spojrzeniem na świat. Sukcesywnie odcinać toksyczne relacje, nie oglądając się na sentymenty. Polubić swoje cechy charakteru, nawet te, które nie są porządanymi cechami w dzisiejszych czasach. Polubić je wszystkie i nauczyć się z nich korzystać. Pracować nad wadami, ale nie krytykować siebie za ewentualne porażki.

- BYĆ SOBĄ również tutaj na blogu. Rozwinąć go zgodnie z moimi przekonaniami, nie analizować i nie rozkminiać za dużo, po prostu pisać :). Dokończyć dla Was ebooki, które w liczbie sztuk dwa są rozpoczęte, rozbabrane i nie mogę się zabrać do ich skończenia. Czas najwyższy temat ogarnąć.

- OBRAĆ JEDEN KIERUNEK w każdej dziedzinie życia, czy to blogowanie, sport czy wychowywanie dzieci, i się go trzymać. Przestać się miotać i zastanawiać się, czy robię dobrze, tylko podjąć decyzję i robić swoje. Próbować, jeśli ma się ochotę, ale wierzyć w siebie, swoje decyzje i nie patrzeć na podwórko sąsiada, które tylko zza płotu wydaje się bardziej zielone.

- ODGRACIĆ PRZESTRZEŃ- powoli, po kolei wysprzątać każdy kąt w domu, łącznie z piwnicą, ogrodem i garażem, który na chwilę obecną przypomina wielkie wysypisko. Przyjrzeć się każdej jednej rzeczy i zastanowić się, czy oby na pewno jest mi ona potrzebna. Bez sentymentów wyrzucać, oddawać, pozbywać się rzeczy. Nie gromadzić, nie chomikować. Stworzyć dom pełen tylko potrzebnych, pięknych przedmiotów.

- ODGRACIĆ SIEBIE- jakkolwiek dziwnie to brzmi... Lepiej jeść, lepiej spać, lepiej myśleć, lepiej żyć. Przestać stresować się pierdołami, skupić się na tym co jest naprawdę ważne. Doceniać. 

- PODRÓŻOWAĆ- jak najwięcej podróżować, wybierać się w mikropodróże po okolicy, odkrywać małe miasteczka i wioski, kilka tych dużych miast również odwiedzić. Nocować w ciekawych miejscach, w karczmach, starych zamkach i domkach na wodzie. Chłonąć atmosferę miejsc, jeść dobre rzeczy i włóczyć się uliczkami. Patrzeć oczami, odłożyć na chwilę aparat.

- MÓWIĆ ŻYCIU TAK- kilka miesięcy temu otrzymałam propozycję poprowadzenia warsztatów z uważności. Odmówiłam. Dlaczego? Ponieważ uznałam, że za mało wiem, że jeszcze nie czas. Dzisiaj tego żałuję, bo nawet, gdybym nie wypadła idealnie, byłoby to kolejne cenne dla mnie doświadczenie. Mam więc taki plan na ten rok, aby mówić TAK, zamknąć oczy i rzucać się w sytuacje, które wymagają ode mnie wyjścia ze strefy komfortu. (patrz poniżej ;) )

- PÓJŚĆ DO SZKOŁY- punkt zrealizowany, podanie złożone. Jeszcze o tym napiszę, słowo :)



Ok, tylko co zrobić, żeby zacząć, żeby na koniec roku móc powiedzieć- udało mi się!

Po prostu to zrobić. Ruszyć tyłek z fotela i bez zbędnego rozmyślania zrobić. Tak jak ja zrobiłam wczoraj- napisałam podanie i zaniosłam gdzie trzeba. Bez kombinowania, bo jakbym zaczęłam analizować, to wyszłoby mi, że jestem za stara, zbyt zajęta i nie mam kasy na czesne ;)

...





A Ty, droga Czytelniczko, należysz do kobiet, które lubią wyznaczać sobie dużo celów noworocznych czy raczej olewasz temat i niech się samo dzieje? Czy może złapałaś balans, tak jak mnie w tym roku? Napisz! :)

42 komentarze:

  1. Być sobą to moje największe i najtrudniejsze postanowienie na 2019 rok. Super że tak otwarcie o tym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby to takie proste- być sobą, a czasami człowiek tak daleko od siebie odchodzi, że musi sobie postanowić, żeby do siebie wrócić ;)

      Usuń
  2. Kurcze, no ale ja naprawdę nie mam postanowień noworocznych. Tworzę je na bieżąco. Wtedy są skuteczniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba najlepsze podejście z możliwych :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki za postanowienia, jaki kierunek szkoły myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę powodzenia w realizacji postanowień,
    ja nie zwracam specjalnie uwago czy to nowy rok czy stary,
    cele wyznaczam , wtedy kiedy to jest potrzebne i je realizuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Ja też staram się tak robić, ale początek roku to zawsze jakaś dodatkowa motywacja :)

      Usuń
  5. Świetny początek roku u Ciebie :) Ja zaczęłam koniec roku zakupami do domu i ta weszłam w Nowy Rok :) w sumie stało się to całkiem spontanicznie, wcześniej nie planowałam takich wydatków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo jak dla mnie to całkiem przyjemny początek roku ;)

      Usuń
  6. I to się nazywają piękne postanowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapisuję co zrobię. To nie cele, tylko strategia działania. Konsekwentnie wykreślam co już zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz plan i konsekwentnie go realizujesz, fajnie :)

      Usuń
  8. Bardzo dobrze się Ciebie czyta. Napisałem na adres mailowy podany w kontakcie. Mam nadzieję, że zainteresuje Ciebie moja propozycja. Pozdrawiam, Szymon

    OdpowiedzUsuń
  9. Szykuje się naprawdę dobry rok. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w tym roku wyjątkowo bez żadnych postanowień :D Co ma być, to będzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech w takim razie będzie najlepiej jak się da :))

      Usuń
  11. ja już od dawna nie robię sobie żadnych postanowień noworocznych, stwierdziłam, że jeśli będę chciała coś zmienić lub za coś się wziąć, mogę sobie za datę startową obrać jakąkolwiek,niekoniecznie 1.01 :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem sama ze sobą szczera i wiem, że tego typu listy to bezsens w moim przypadku. W ogóle nie umiem być systematyczna i próbuje z tym walczyć. I być może to jest jedyny cel, którego realizacji chciałabym się nauczyć. Być systematycznym i tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dla mnie nowy rok, to dobra okazja, by coś zmienić w różnych sferach życia.
    Jednym z moich postanowień jest nie zapominanie o urodzinach, imieninach i rocznicach ślubow. Zaczyna mi się to udawać, bo mam w kalendarzu zaznaczona każda z tych dat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kalendarz ułatwia zapamiętywanie dat. Ja bez niego zapomniałabym o wszystkich waznych datach, no może z wyjątkiem urodzin dzieci ;)

      Usuń
  14. Trzymam kciuki za realizację celów :) U mnie w tym roku ich zabrakło... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja należę do tych co nie wyznaczają sobie celów, ale Tobie życzę udanej realizacji:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz piękne postanowienia, niech się spełnią! Kama

    OdpowiedzUsuń
  17. Być sobą- to jest jedno z moich największych postanowień na 2019......

    OdpowiedzUsuń
  18. Najważniejsze żeby zawsze być sobą. Tylko żyć w zgodzie ze sobą i swoją wolą możemy być w pełni szczęśliwi.

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne postanowienia :))) niech się spełnią

    OdpowiedzUsuń
  20. Niech się spełnią co do jednego!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.