Slow fashion- dekalog świadomego konsumenta.

Kilka dni temu zwróciłam uwagę na grupkę młodych kobiet. Cztery, na moje oko, osiemnastolatki wyglądały niemal identycznie. Każda miała gołe kostki (czy może mi ktoś wytłumaczyć ten trend z gołymi kostkami w zimie? byłabym bardzo wdzięczna), poszarpane rurki kończące się nad sinymi z zimna kostkami, pikowaną kurtkę z futerkiem przy kapturze i torbę z frędzlami. Przez chwilę pomyślałam, że może się właśnie tak umówiły czy coś. Wiecie, dla funu. Zwątpiłam, gdy następnego dnia spotkałam kolejne dwie dziewczyny ubrane w podobnym stylu, a potem kolejne i kolejne. To nie jest tak, że nagle miasto zalała fala damskich klonów, nic z tych rzeczy- to ja zwyczajnie zaczęłam baczniej przyglądać się kobiecym strojom. W mojej głowie powoli pisał się ten post, więc siłą rzeczy stałam się bardziej wyczulona na wszelkiego rodzaju mniej lub bardziej udane ałtfity. Doszłam do smutnych wniosków. Kobiety w sezonie modowym wyglądają tak samo! Ok, nie wszystkie, przesadziłam, ale zdecydowana większość pań podąża za aktualnymi trendami. Jeśli jest trend na rurki, to nosimy rurki. Jeśli odkrywamy kostki przy minus 5, to odkrywamy, choćby miały nam potem odpaść. Jeśli modne są torby z frędzlami, to taszczymy ze sobą wszędzie rzeczoną torbę, nawet jeśli frędzle wkurzają nas niemożebnie. Jeśli jest wyprzedaż, to polujemy niczym myśliwy na sarnę i przynosimy z dumą w zębach do domu torbę niepotrzebnych ciuchów. No ale hej! Wyprzedaż była! Minus 75%! Grzechem byłoby nie skorzystać...




Byłam taka sama. 


To nie jest tak, że krytykuję, bo sama jestem święta, oryginalna i podchodzę do mody rozsądnie. Kiedyś i ja z wypiekami na twarzy śledziłam najnowsze pokazy mody, kupowałam modowe gazety i szykowałam się (oraz moje konto) na posezonowe wyprzedaże. Lubiłam ten dreszczyk emocji, kiedy wyszukiwałam między wieszakami jak największe obniżki, a potem w domu rozkładałam moje zdobycze na łóżku i podziwiam, cmokając z uznaniem. Jak trofea z placu boju jakieś co najmniej. .. Moja szafa pękała w szwach, a ja ciągle dokładałam do niej nowe rzeczy. Wtedy, 10 lat temu, wydawało mi się, że dużo = dobrze. Powiedzcie mi w takim razie jakim cudem nigdy nie miałam się w co ubrać? Jak to możliwe, że wydawałam mnóstwo pieniędzy na ubrania, a i tak przed ważnym wyjściem biegłam do sklepu kupić coś nowego? Podchodziłam do mody kompulsywnie. Wierzyłam, że będę dobrze wyglądać tylko wtedy, jeśli co sezon dokupię kilka nowych torebek, płaszczy i butów. Nie brałam w ogóle pod uwagę opcji, żeby kupić jakąś rzecz raz i korzystać z niej przez kilka sezonów. Jak to tak?? A moda? Trendy? 


Moment opamiętania.


Nie pamiętam dokładnie, kiedy przyszło otrzeźwienie. Pamiętam natomiast ogromne zmęczenie nadmiarem rzeczy, które w pewnym momencie zaczęły mnie dusić. Pierwsze zmiany dokonały się w głowie. Musiałam zmienić sposób myślenia o rzeczach i, co było dużo trudniejsze, o sobie samej. Musiałam nadać przedmiotom ich właściwe miejsce, Dojść do tego, że to one są dla mnie, a nie ja dla nich. Zdać sobie sprawę, że jestem ok taka jaka jestem, bez tej najnowszej torebki. Wielkie sprzątanie domu sprzed 10 lat pamiętam dokładnie, pamięta je również moja mama, która tylko łapała się za głowę, kiedy wynosiłam z domu sto milionów worków z niepotrzebnymi już mi rzeczami. Kiedy w szafie została garstka ubrań, takich, które naprawdę lubiłam i w których czułam się jak w drugiej skórze, zaczęła się moja wielka fascynacja slow life. Nurt, który wtedy dopiero wkraczał na salony, dzisiaj jest znane każdemu. Pojęcie slow używane jest w kontekście jedzenia (zdrowe, wartościowe jedzenie najczęściej przygotowywane w domu zamiast junk food z Maca), rodzicielstwa (wychowywanie dzieci na luzie, z uwzględnieniem ich indywidualnych potrzeb zamiast wciskanie dzieci od kołyski w wyścig szczurów), podróżowania (powolne, pełne radości  zwiedzanie zamiast zaliczanie atrakcji) oraz mody właśnie. 


Moda w rytmie slow. 


Zwolennicy mody w rytmie slow wierzą, że to co najcenniejsze wymaga czasu, zaangażowania i pasji, dlatego odrzucają (lub ograniczają) to co jednorazowe, wyprodukowane taśmowo, niskiej jakości. W ruchu slow chodzi nie o prędkość, co może mylnie sugerować nazwa, ale o pewne podejście do świata, dbające o środowisko, pracę ludzkich rąk i lokalnych wytwórców. Slow fashion to świadome zakupy, świadome wykorzystywanie mody do własnych celów. wybieranie z niej dla siebie tego, co naprawdę jest wartościowe, niepoddawanie się chwilowym trendom, a w zamian skierowanie się w stronę ponadczasowej klasyki. Slow to podejmowanie świadomych decyzji, zwłaszcza tych konsumpcyjnych, to zwracanie uwagi co kupujemy, ile tego jest i kto to dla nas uszył. To stawianie na jakość, a nie na ilość. To również zadawanie sobie pytań jaki wpływ moja zakupowa decyzja będzie miała na innych ludzi, na ich życie, na pracę, na środowisko. Jeśli myślicie, że decyzje jednego człowieka nic nie znaczą wobec ogromu decyzji miliona innych ludzi, to jesteście w błędzie. Kropla drąży skałę, a wielkie zmiany zawsze zaczynają się od jednej decyzji jednego człowieka. 


Zanim kupisz- pomyśl. 


Ubrania można przerobić, zwęzić, poszerzyć, uszyć z innych, zrobić na drutach, szydełku czy u krawcowej. Można wymienić się z koleżanką, ustrzelić perełki w lumpeksach, na allegro czy na grupie fb. Można, ale po co, skoro te działania wymagają odrobiny wysiłku, a znaczniej łatwiej jest nabyć czwarte jeansy, piątą zieloną bluzkę albo dziesiątą sukienkę. Mniej wysiłku wymaga zdjęcie z wieszaka ósmej czarnej torebki i nawet ból przy płaceniu jest mniejszy, bo to z wyprzedaży przecież... Jak często w takich sytuacjach zapominamy, że te wszystkie rzeczy ktoś kiedyś gdzieś musiał dla nas wyprodukować. Uszyć, doczepić te bling bling cekiny, dokleić frędzle- często pracując w trudnych warunkach, przez wiele godzin, za śmiesznie niskie stawki. Dodatkowo do produkcji ubrań zużywa się ogromnej ilości szkodliwych barwników chemicznych, nie mówiąc o wodzie i prądzie. Warto mieć to wszystko na uwadze, kiedy kupujemy sukienkę, którą finalnie założymy na siebie tylko raz. Zakupy są bardzo przyjemne, zwłaszcza kiedy kupujemy ubrania, ale żeby przyjemnie było nie tylko nam, warto, abyśmy kupowali rozsądnie. 





Dekalog Slow Fashion



1. Poznaj siebie.


Od tego wszystko powinno się zacząć. Od tego zaczęło się u mnie. Najpierw przyszła zmiana w głowie, potem zmiana w szafie, która w zasadzie nadal trwa, bo to nie jest przedsięwzięcie na rok czy dwa. Idealną slow szafę buduje się latami. Zastanów się nad swoim stylem, swoimi potrzebami. Znajdź swoją gamę kolorystyczną i poruszaj się w jej obrębie. Są ubrania, które leżą na tobie jak druga skóra, są tez takie, których szczerze nie znosisz. W jakim kroju sukienki wyglądasz i czujesz się najlepiej? Jaka wysokość obcasa najbardziej ci pasuje? Wolisz spodnie czy spódnice? Jeśli spódnice, to mini, midi czy maxi? Stwórz swój własny dekalog ubrań, w których jest ci najlepiej i zapomnij zupełnie o aktualnie nam panujących trendach. Nie sztuką jest zrobić czystki w szafie i wyrzucić tony ubrań, sztuką jest wiedzieć co w tej szafie powinno zostać. W mojej szafie najwięcej jest sukienek, bo też w nich czuję się najlepiej. Wyrzuciłam wszelkie garnitury, marynarki i spodnie cygaretki, które tylko wisiały na wieszaku i zajmowały miejsce. Podobają mi się wszelkie zwiewne letnie kombinezony i najchętniej wypełniłabym nimi szafę, ale co z tego, skoro przy moim wzroście i szerokich biodrach wyglądam w nich jak klaun. Przy szukaniu swojego stylu bardzo przydatny okazał się Pinterest. Stworzyłam na nim coś w rodzaju modowej mapy marzeń, dzięki czemu zwizualizowałam sobie ubrania, które do mnie pasują.


2. Mniej, ale lepiej.


Nie musisz mieć szafy wypełnionej po brzegi, żeby dobrze wyglądać. Naprawdę nie musisz kupować kolejnej pary szpilek tylko dlatego, bo są przecenione. Potrzebujesz mniejszej ilości ubrań, ale najlepszej jakości. Mniej, ale lepiej. Postaw jakość ponad ilość. Jeśli wydasz więcej pieniędzy i kupisz porządny wełniany kardigan zamiast trzech tanich, cienkich, z domieszką np. poliestru, to w efekcie zaoszczędzisz. Dlaczego? Dobrej jakości kardigan będzie z tobą przez wiele sezonów i wciąż będzie wyglądał idealnie, gdy tańsze zamienniki rozsypią się po kilku noszeniach i trzeba będzie kupować nowe. Tak właśnie napędza się ta materialistyczna spirala. Poza tym dobrej jakości ubranie widać z daleka i w zasadzie broni się samo. Wystarczy minimalistyczna biżuteria, trampki i taki kardigan sam robi robotę. Mnie trochę czasu zajęło, aby to zrozumieć. Dzisiaj stawiam na jakość, a nie na ilość. Statystyki mówią, że korzystasz z mniej niż połowy rzeczy jakie masz w szafie- to daje do myślenia, prawda?


3. Traktuj ubrania jak jedzenie.


Jeśli odżywiasz się świadomie (a zakładam, że tak jest), nieobce jest ci czytanie składów produktów, etykiet i wybieranie najlepszego jakościowo jedzenia. Chcesz, aby było świeże, pełne witamin, a do tego ładnie prezentowało się na talerzu. Wychodzisz z założenia, że jesteś tym co jesz, więc chcesz dostarczać sobie najlepszego paliwa. Ok. A co z produktami, które zakładasz na siebie, które dotykają bezpośrednio twojej skóry? Czy one również nie powinny być najwyższej jakości? Odpowiedź nasuwa się sama. Ubranie powinno wystarczyć na więcej niż tylko jeden sezon. Jeśli po sezonie np. bluzka jest powyciągana, mechaci się, straciła kolor, to znaczy, że dokonałaś złego wyboru. Albo źle dbałaś o swój ciuch (patrz punkt 3). Czytaj metki, pytaj o składy, o kraj pochodzenia i sposób produkcji. Zainteresuj się z czego wykonana jest podszewka- przecież ona również składa się na twoje ubranie. Staram się kupować ubrania z naturalnych tkanin, unikam tych z domieszką poliestru i akrylu. Lubię wełnę, len, dobrą mięsistą bawełnę. Zdarza mi się robić zakupy w sieciówkach, ale zawsze wnikliwie czytam metki i wybieram najlepszą opcję z możliwych. Niezłe składy ubrań mają takie sieciówkowe firny jak Solar, Tatuum czy Simple.



4. Dbaj o swoje ubrania.


Punkt kiedyś zupełnie przeze mnie pomijany. W zasadzie dopiero uczę się jak prawidłowo dbać o ubrania i jestem jeszcze daleko w polu. Mój grzech nr 1? Nadużywam pralki. Piorę zdecydowanie zbyt często, nawet wtedy, kiedy ubranie nie musi zostać wyprane. Zdarza mi się również (na szczęście coraz rzadziej) ignorować informacje zawarte na metce co do sposobu prania. Tak więc pamiętaj (i ja również), że należy ograniczyć pranie i prać tylko zgodnie z informacjami zawartymi na metce. Nie ryzykuj prania w pralce, jeśli wskazane jest pranie ręczne. Delikatne tkaniny takie jak jedwab czy wełna należy prać tylko ręcznie, w płynie przeznaczonym dla tego rodzaju materiałów. Prasuj ubrania, które tego wymagają, dzięki temu przedłużasz im życie, nie nastawiaj zbyt wysokiej temperatury w pralce. 


5. Zainwestuj więcej pieniędzy.


Slow fashion zawsze będzie droższy od masówki. Nie bez przyczyny użyłam tutaj słowa zainwestuj. Dla mnie kupno dobrego jakościowo ubrania to inwestycja na długi czas. Wolę w sezonie kupić jedną sukienkę, ale doskonałej jakości, niż pięć, które rozpadną się lub całkowicie stracą fason po dwóch praniach. Wierzę, że dobrej jakości ubranie może służyć nam przez wiele lat i nadal wyglądać dobrze. Nawet jeżeli trzeba jednorazowo wydać na nie kilkaset złotych, to później tak czy inaczej ta inwestycja się zwróci, bo nie będzie trzeba kupować nowych rzeczy. Ok, a co jeśli nie masz tych kilku setek na kieckę? Co wtedy? Spoko, ja też rzadko kiedy mam ;) Mój sposób to odkładanie pieniędzy i zaprzyjaźnienie się z lumpeksami (patrz punkt 6). Jeśli trudno ci wydać 500zł na sukienkę i drugie tyle na sweter, to postanów sobie, że co miesiąc odłożysz do skarbonki określoną kwotę. Może to być 100zł, może 50zł, na ile cię stać. Możesz również odkładać każde 2 lub 5zł, jakie zostanie ci z zakupów. Gwarantuję, że szybko będziesz zmogła kupić sobie wymarzoną sukienkę. U mnie to działa :)


6. Zaprzyjaźnij się z lumpeksami.


Dopiero odkrywam potencjał lumpeksów. Dla wielu to nie do pomyślenia, aby robić zakupy w sklepie z używaną odzieżą; dla mnie jeszcze kilka lat temu to również było trudne. Nie miałam cierpliwości do przeglądania wielu wieszkaów z ubraniami, trafiałam na same "szmaty", szybko się zniechęcałam. Aż pewnego dnia wyszperałam w "lumpku" moją wymarzoną idealną białą koszulę z metką od Laurenta i połknęłam bakcyla. Coraz częściej dostrzegam perełki wśród wieszków. Trafiają mi się swetry z wełny merynosów z metkami albo śliczne rozkloszowane klasyczne sukienki od Chanel- nówki nieśmigane. Takie ubrania, mimo że teoretyczne z drugiej ręki (piszę teoretycznie, bo wiele z nich ma metki), pięknie wpisują się w ideę slow fashion, bo dają drugie życie ubraniom, jednocześnie ograniczając konsumpcjonizm.


7. Nie wyrzucaj starych ubrań na śmietnik.


Tak, nadal uważam, że należy zrobić porządne czystki w garderobie,. Tak, nadal regularnie porządkuję szafę, przecieram szmatką każdy wieszak i oceniam czy każda rzecz jest mi potrzebna. Tak, jestem za zredukowaniem ilości posiadanych ubrań. Jednak jestem totalnie przeciwna bezsensownemu wyrzucaniu dobrych rzeczy na śmietnik. Takie ubrania już nikomu się nie przydadzą, a powiększą jedynie wielkość kupy śmieci na świecie. Jeśli posiadasz ubrania, które nie są zniszczone, możesz oddać je potrzebującym, zawieźć do domu samotnej matki, wrzucić do kontenera pck lub choćby sprzedać na allegro czy wymienić się z koleżanką. Dawaj ubraniom drugą szansę, zamiast traktować je jak śmieci. Pamiętaj, że wyrzucając jakąś rzecz, wyrzucasz również czyjś czas oraz wysiłek, jakie zostały włożone, aby tę rzecz dla ciebie uszyć.


8. Myśl o ludziach, którzy szyją dla Ciebie ubrania.


Każda rzecz, którą kupujesz, to czyjeś ręce, które ją stworzyły. Pomyśl o ludziach, którzy pracują przy masowej produkcji odzieży, o ich zdrowiu, warunkach pracy i środowisku. Nie wolno nam jako konsumentom przymykać oczu na tragiczne warunki, w jakich pracują pracownicy wielkich koncernów odzieżowych na Dalekim Wschodzie. Jeśli myślisz, że twoje wybory nic nie zmienią, to jesteś w błędzie. Możesz zrobić bardzo dużo- możesz podjąć właściwą decyzję, możesz dokonać etycznego wyboru, a tym samym zaprotestować przeciwko nieetycznej modzie. Dzisiaj zrobisz to Ty, jutro kolejna osoba, a za miesiąc będzie nas całe mnóstwo. Wystarczy ruszyć mały kamyk, a poleci lawina. Wybierając dobra gatunkowo, uszytą lokalnie lub/i z zachowaniem zasad fair trade odzież, możesz sprawić, że popyt na tanią modę z sieciówki zacznie się zmniejszać, koncerty zmuszone zostaną do większej dbałości nie tylko o jakość materiałów, jakość pracy, ale również kwalifikacje pracowników. 


9. Uciekaj przez wyprzedażami.


Poważnie! Uciekaj gdzie pieprz rośnie. Na mnie bardzo działają te pomarańczowe kartoniki z krzyczącymi hasłami "wyprzedaż", "promocja", "druga rzecz za połowę ceny" itp. Muszę mocno walczyć ze sobą, żeby nie zajrzeć i nie skusić się na coś, czego w rzeczywistości nie potrzebuję. Teraz walczę już mniej, ale wolę nie kusić licha. Cena jest dla mnie ważnym czynnikiem zakupowym, ale nie jedynym na szczęście, dlatego coraz łatwiej przychodzi mi oprzeć się wyprzedażowej pokusie. Kiedy wybieram się na ubraniowe zakupy, zazwyczaj mam przy sobie listę rzeczy, które chcę nabyć- to zdecydowanie ułatwia sprawę. Warto wypracować sobie zdrowy stosunek do wyprzedaży, bo mogą stać się one naszym sprzymierzeńcem we wprowadzaniu w życiu zasad slow fashion. Na początku sezonu ceny ubrań są najwyższe. Jeśli upatrzyłam dla siebie jakąś rzecz, czekam miesiąc lub dwa, i jeśli jeszcze jest dostępna, kupuję. Najważniejsze to pozostać przy tej jednej upatrzonej rzeczy, nie rzucając się przy tym na resztę wyprzedażowych wieszaków ;)


10. Nie poprawiaj sobie humoru zakupami.


Jedni jedzą słodycze, inni piją alkohol, a jeszcze inni idą do galerii handlowej... Żadna z tych opcji radzenia sobie ze stresem nie jest ok, ale jeśli zależy ci na zbudowaniu spójnej, harmonijnej, kapsułkowej garderoby, musisz ogarnąć temat poprawiania sobie humoru w inny sposób. Jeśli wylądujesz w galerii handlowej w złym nastroju, totalnie bez planu na zakupy, to istnieje ogromne ryzyko, że znowu zapełnisz szafę przypadkowymi, nie pasującymi do siebie egzemplarzami. Poczujesz chwilową poprawę nastroju, który szybko znowu polecić na łeb na szyję, jak tylko zdasz sobie sprawę, że utopiłaś kupę kasy w rzeczach, których nie masz kiedy i do czego założyć. Warto? Nie sądzę. 






Jak widzicie slow fashion wcale nie namawia nas do rezygnacji z kupowania ubrań, ograniczenia garderoby do niezbędnego minimum czy do chodzeniu w worku po ziemniakach- z takim stwierdzeniem niedawno się spotkałam :) Slow fashion to świadomość siebie, swoich potrzeb i stylu, jaki najbardziej nam odpowiada. To wspieranie lokalnych przedsiębiorców przy jednoczesnym  sprzeciwie wobec wykorzystywaniu pracowników przy masowej produkcji ubrań. 









Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze podejście do tematu kupowania ubrań! Czytacie metki, stawiacie na ilość czy na jakość? Czekam na komentarze!



34 komentarze:

  1. Zgadzam się z Tobą. Świadomość siebie jest bardzo ważna. Stawiam na jakość i staram się unikać sieciówek.

    OdpowiedzUsuń
  2. To naprawdę fajnie że coraz więcej osób podchodzi świadomie do kwestii kupowania ubrać. Pozdrawiam. Jr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadomość jest coraz większa, oby tak dalej :) Pozdrawiam, Julka :*

      Usuń
  3. Jakoś tak nigdy nie kierowałam się przy kupnie ubrań panującą modą, owszem patrzyłam z sympatią na odgórne trendy, ale wpasowywałam się w nie tylko jeśli było mi w nich wygodnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz bardzo zdrowe podejście do mody :)

      Usuń
  4. Z lumpeksami to i ja się ostatnio zaprzyjaźniłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem dopiero na etapie zaprzyjaźniania się ;)

      Usuń
  5. Ooo, nie wiedziałam, że ruch slow obecny jest też w modzie. Też nie rozumiem szału na gołe kostki ;) Trendy Mama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slow trend w modzie jest obecny już od kilku lat, ale dopiero teraz zdobywa popularność :)

      Usuń
  6. Świetny wpis, przeczytałam go nieskrywaną przyjemnościa :) Nie miałam pojęcia, że ruch slow dotarl również do mody, ale z każdym słowem się zgadzam. Niestety mamy za dużo i wciąż kupujemy, kupujemy, kupujemy, tylko co nam z tego przychodzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Jestem ogromną zwolenniczką ruchu slow w każdej dziedzinie życia, ale ten w modzie cieszy mnie podwójnie :) Czas najwyższy przystopować z tym wszechobecnym konsumpcjonizmem, bo kiedyś rzeczy nas przygniotą ;)

      Usuń
  7. Świetny tekst. Na povoli również poruszam takie tematy slow, również w modzie :) Jestem już na etapie, gdzie ta filozofia (dotycząca również mojej szafy) jest mi bardzo bliska. Pięknie wypunktowałaś najważniejsze punkty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie też zmęczył nadmiar rzeczy i to, że nie pamiętałam już nawet, co mam. Na szczęście okazało się, że znajomy ma pod opieką grupę potrzebujących osób i teraz regularnie, co kilka tygodni robię czystki w domu i pakuje worki rzeczy, które im zawozi, a ja mam podwójną satysfakcję, bo pozywam się nadmiaru rzeczy i jeszcze sprawiam komuś tym radość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również tak robię :) Moje córki już same co jakiś czas pakują swoje zabawki i za małe ubranka do worków i oddajemy potrzebującym. Więcej miejsca w domu, a dzieciaki uczą się pomagać.

      Usuń
  9. Jeden z lepszych tekstów o slow fashion jakie czytałam, super.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szukałam ostatnio rzeczy na firmową uroczystość i znalazłam w lumpeksie bardzo elegancką bluzkę. Miałam szczęście bo wyglądała jak nowa a kosztowała 6 zł.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moda jest dla ludzi, a nie ludzie dla mody. Najlepiej jest dobierać trendy pod swój gust i nosić tylko to co się nam w niej podoba. A trendu na odsłonięte kostki przy ujemnych temperaturach, też nie rozumiem. Ale kiedyś nosiło się biodrowki i odslanialo całe nerki i parę innych narządów ważnych do prawidłowego funkcjonowania, więc z tą modą tak bywa
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha no racja! Pamiętam jak miałam naście lat, to nosiło się biodrówki z nerkami na wierzchu ;)

      Usuń
  12. Dobrze się czytało :) Nie mogę się doczekać ciągu dalszego z tej serii :) A będzie jeszcze o tarczycy? Sara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Tak, szykuję sporo artykułów o tarczycy :)

      Usuń
  13. Bardzo ciekawy wpis :) od jakiegoś czasu interesuje się tematyką slow.
    Również tak samo jak Ty zauważyłam, że co sezon kobiety w większości przypadków wyglądają tak samo. Mi się to nie podoba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za chwilę indywidualność zniknie z powierzchni ziemi ;)

      Usuń
  14. Zapisuję sobie ten tekst! Genialny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Musiałabym wziąć sobie do serca ten dekalog.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.