Miodowy chlebek bananowy z czekoladą.

Miodowy chlebek bananowy z czekoladą.

Patrzę w niebo już od kilku dni i widzę, że szykuje nam się jutro piękna pełnia, a ja jak na rasową wiedźmę przystało w pełnię nie śpię. Mam tak od dziecka, nie pytaj dlaczego. Moja babcia śmiała się, że ot po prostu wychodzą na jaw moje powiązania z magicznym światem. Albo że jestem wilkołakiem... chociaż ja osobiście wolę tę pierwszą opcję. Tak więc w pełnię nie śpię. W pełnię  za to gotuję.  Nocne gotowanie ma w sobie jakąś magię. Kiedy cały dom głęboko śpi, ja zamykam się w kuchni, zapalam świeczkę albo dwie i, zanim odpalę piekarnik, gapię się przez dobre kilkanaście minut za okno. Ciemność czarna jak najczarniejszy atrament, cisza jak makiem zasiał. W tę część gdzie mieszkam raczej nikt nie zapuszcza się sam nocą. Za dużo zakamarków, za mało latarni. Czasami wypatrzę jakąś sowę zaplątaną w ten wielki świerk za kuchennym oknem, czasami dojrzę "naszego" ogrodowego jeża, który dokarmiany przez dzieci pigwą i jabłkami, zaczyna powoli przypominać rozmiarami kota... Innym razem przetrę oczy ze niedowierzaniem, kiedy dym z komina w postać kobiety mi się ułoży i machnę ręką z rezygnacją, bo przecież to noc, niech sobie duchy powychodzą, jeśli chcą. Nie przeszkadzają mi wcale, a ja staram się nie przeszkadzać im, nie patrzę w ich stronę. Wrzucam do miski co mam pod ręką. Mąka unosi się w powietrzu, zapach roztopionej czekolady miesza się z wonią cynamonowej świeczki. Mieszam, smakuję, dolewam miodu. Ponownie mieszam, czymś sypnę, czegoś więcej dodam. Magia się dzieje, a ja w takich chwilach czuję się jak najprawdziwsza wiedźma ;) A teraz wyobraź sobie, że budzisz się rano, a dom wypełniony jest zapachem bananów, czekolady i świeżo zaparzonej kawy. Jest siódma rano, a Ty zastanawiasz się, jak to się stało, że o tej porze na kuchennym stole czeka na Ciebie porcja świeżo upieczonego, jeszcze ciepłego chleba... Magia?... ;)


Z radością dzielę się z Tobą przepisem na mój chlebek bananowy z czekoladą, który co prawda został wymyślony nocą, ale nie koniecznie nocą musi zostać upieczony :) Myślę, że sprawdzi się doskonale jako podwieczorek lub słodka kolacja. Poz tym jest świetnym sposobem na wykorzystanie mocno dojrzałych bananów, które nie nadają się już zupełnie do jedzenia, ale szkoda je wyrzucić. Do bananowego chlebka właśnie takie miękkie, czarne banany będą idealne.





Miodowy chlebek bananowy z czekoladą



Potrzebujesz:

4 duże bardzo dojrzałe banany
60g oleju kokosowego najlepiej nierafinowego
150g płynnego miodu
225g mąki (u mnie zmielone płatki owsiane)
1 jajko
łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
pół tabliczki gorzkiej czekolady



Zrób tak:

Banany rozgnieć np. widelcem, dodaj rozpuszczony olej i wymieszaj. Czekoladę posiekaj na drobne kawałki i dodaj do masy bananowej wraz z resztą składników. Wszystko wymieszaj łyżką, spokojnie możesz odłożyć mikser- zresztą używanie go nocą jest niewskazane ;) Ciasto wylej do nasmarowanej olejem kokosowym keksówki i piecz w temperaturze 200 stopni przez około godzinę. Po ostudzeniu możesz polać roztopioną czekoladą, chociaż ja najbardziej lubię bez niczego :)


Smacznego!


30 rzeczy, których możesz pozbyć się od razu!

30 rzeczy, których możesz pozbyć się od razu!

Jak co roku w marcu budzę się do życia, czując ogromną potrzebę zmian, uprzątnięcia mojego otoczenia, a przy okazji uprzątnięcia siebie. Zazwyczaj właśnie o tej porze roku funduję sobie kilkudniowe detoksy na samych owocach, robię przegląd wiosennych ubrań w szafach, a przy okazji biorę głęboki oddech i zaczynam coś nowego. Porządki to jest coś, co bardzo lubię. Jak prasowania szczerze nie znoszę, tak sprzątać mogłabym na okrągło. Nic tak nie układa w głowie chaosu myśli, jak ścieranie kurzy i wyrzucanie kolejnych worków ze zbędnymi rzeczami. Pozbywanie się balastu zgromadzonego wokół mnie, pozwala na symboliczne pozbycie się balastu ze mnie. Wciąż nieustannie dążę do stanu, w którym mam w domu tylko te przedmioty, których naprawdę potrzebuję i które mają znaczenie. Długa droga przede mną, ale działam, codziennie po trochu działam. Musisz wiedzieć, że mieszkam w domu, który ma dwa piętra, zagraconą piwnicę, garaż, mnóstwo szuflad, szafek i szafeczek, no i ogród do tego, którym znajduję się mnóstwo niepotrzebnych rzeczy. Sprzątanie takiej przestrzeni wymaga czasu, więc podchodzę do tematu na spokojnie. Być może jesteś w takiej samej sytuacji jak ja i myślisz sobie, że nie masz czasu na gruntowne porządki. Że, owszem, masz zagracony domu i marzysz o idealnym porządku, ale skąd na to wszystko brać czas?? Moja rada- baby steps. Małe kroczki, ale wykonywane regularnie, codziennie. Lepiej codziennie sprzątnąć tylko (aż!) jedną szufladę, ale zrobić to porządnie, niż żyć w bałaganie i narzekać, nie uważasz?





Masz dzisiaj ode mnie listę 30 rzeczy, które możesz wyrzucić od razu, choćby dzisiaj, bez zbędnego zastanawiania się! 


Już dzisiaj możesz wyrzucić.... :


1. Niepotrzebne paragony. 


Trzymanie paragonów to przydatny nawyk, zwłaszcza jeśli trzeba coś zareklamować, ale kilkuletnie paragony na nic się nie przydadzą, umówmy się. Również takie, na których widnieje kostka masła i dwie bułki, po których nie ma już śladu. Mój mąż uwielbia gromadzić paragony, niezależnie od tego, co, kiedy i za ile kupił. Już mnie nie dziwią paragony np. za kiść bananów sprzed roku wylewające się z jego kieszeni ;) Dobrze Ci radzę- wyrzucaj te karteczki, zanim pod nimi utoniesz (UWAGA- absolutną koniecznością jest zachowywanie paragonów, które mogą Ci się przydać przy ewentualnej reklamacji!!).


2. Przeterminowane kosmetyki.


Idź do łazienki, przeleć wzrokiem półki i od razu wyrzuć te wszystkie balsamy do ciała, szampony i odżywki do włosów, które kupiłaś na zapas, bo była promocja, a których termin przydatności skończył się dawno temu. Po co to trzymasz, dziewczyno? Tak samo zrób z zaschniętymi lakierami do paznokci, resztkami szminek, które musisz wydłubywać paznokciem, bo prawie ich nie ma, z ususzonymi na wiór tuszami do rzęs, pustymi flakonikami po perfumach (tak, wiem, że są ładne, ale czy zamierzasz otworzyć flakonowe muzeum? nie? no to out!).


3. Przeterminowana żywność.


Otwórz lodówkę i sprawdź, czy przypadkiem nie zalega Ci gdzieś tak jakiś słoik z dżemem, którego data ważności dawno się skończyła. Albo mleko, albo serek topiony, albo cokolwiek innego, czego "zapomniałaś" zjeść. Aby zniwelować ten problem i nie wyrzucać jedzenia, po prostu kupuj mniej i tylko tyle, ile potrzeba.


4. Zapasy w spiżarni.


Jeśli chodzi o jedzenie, to u mnie najczęściej wyrzuca się ryż, kasze, makarony, czyli wszystko to, co niestety lubię kupować na zapas, a w efekcie nie zdążę zużyć. Kilka dni temu wyrzuciłam cały karton takich właśnie przeterminowanych suchych produktów. Nienawidzę wyrzucać jedzenia, więc mam takie postanowienie na najbliższy czas- kupować na bieżąco.


5. Przyprawy.


Przejrzyj torebeczki i pojemniki, gwarantuję, że znajdziesz sporo starych, przeterminowanych, nieświeżych mieszanek do natychmiastowego pozbycia się.


6. Przeterminowane leki.


Gruntowne porządki w domowej apteczce robię regularnie co 6 miesięcy. Z lekami nie ma żartów; w domu powinny znajdować się tylko bezpieczne leki, z ważnym terminem przydatności. Absolutnie nie wolno używać przeterminowanych leków, choćby był to jeden dzień po terminie! Stare leki zostawiamy w aptekach, nie wrzucamy ich do kosza, żeby nie stwarzać zagrożenia dla innych ludzi i zwierząt.


7. Słoiki.


Łatwo wpaść w pułapkę gromadzenia słojów, słoików i słoiczków wszelkiej maści i rodzaju, zwłaszcza jeśli masz w planach robienie przetworów. W moim ogrodzie póki co rośnie kilka krzaczków owocowych, a ja mam zapas słoików, jakbym co najmniej była właścicielką dwóch sadów i jednego pola ;) Także plan na najbliższy czas- pozbyć się nadmiaru słoików, zostawiając tylko tyle, ile będzie mi potrzeba.


8. Nadtłuczone kubki, wyszczerbione talerze.


Czy nie lepiej mieć mniej kubków, talerzy i misek, ale za to w doskonałym stanie? Przede mną walka z szafą, w której od lat gromadzone są naczynia i zastawa... Zamierzam wyrzucić połowę. Zostawię oczywiście kilka rzeczy, które są pamiątkami, np. talerz do ciasta po mojej praprababci czy też karafkę po pradziadku. Takich pamiątek nie wyrzucam.


9. Zniszczone pędzle do makijażu.


Choćby i sygnowane były marką Dior czy inny Laurent... jeśli wyłazi z nich włosie, jeśli trzonek jest złamany, jest przestały spełniać swoją funkcję- powiedz im do widzenia!


10. Stare gazety.


Od niedawna mam zasadę- czytam i oddaję dalej, bo inaczej utonęłabym pod stosem kobiecych magazynów. Dzięki tej metodzie również inne kobiety mogą przeczytać jedną i tę samą gazetę. Zresztą ja i tak większość gazet dostaję do mojej Teściowej, więc podejrzewam, że i Ona ma taki fajny zwyczaj.


11. Za małe/ za duże ubrania.


Te, które wiszą w szafie i czekają na lepsze czasy. Aż schudniesz/ przytyjesz. Aż powiększysz biust. Schudniesz w talii. Itd. Takie ubrania potrafią wisieć w szafie nawet kilka lat (kilkanaście?) i się nie doczekać. Czy nie lepiej kupować ubrania, które się nosi na co dzień i dobrze się w nich czuje? Pewnie, że lepiej. Sto razy lepiej!


12. Poplamione t-shirty na "po domu".


Wywal. Mówię Ci- wywal w cholerę! Ewentualnie możesz zrobić z nich ścierki do wycierania kurzu, chociaż i tak uważam, że lepiej się sprawdzają te z mikrofibry... W domu też warto wyglądać ładnie i schludnie, jeśli nie dla kogoś, to dla samej siebie.


13. Stare ręczniki i ściereczki do naczyń.


Kto nie ma w domu ręczników i ściereczek, których w życiu nie pokazalibyście gościom we własnej kuchni, ręka w górę! Tak myślałam.... Do wywalenia od zaraz- tyle Ci powiem.


14. Wypisane długopisy.


Lub takie, które są "na wykończeniu" i przerywają co chwilę. Nie ma nic bardziej irytującego niż moment, kiedy musisz zapisać ważną informację, a długopis, który chwyciłaś do ręki, przestaje pisać w połowie notowania.


15. Durnostojki.


Vel kurzołapki. Jak zwał tak zwal, wiesz o co chodzi. Nie mam tutaj absolutnie na myśli pamiątek, bliskich sercu przedmiotów czy cennych okazów. Chodzi mi o takie "niewiadomoco", które stoi na półce, zbiera kurz, a my nawet tego nie lubimy. Oddaj, wystaw na olx, ewentualnie wyrzuć. Od razu głębiej odetchniesz.


16. Kartony.


Po paczkach, które przynosi kurier. Po zabawkach dzieci. Po mleku... Z racji tego, że sporo paczek do mnie przychodzi, kartony lubią się u mnie walać w każdym kącie. Od niedawna pozbywam się ich na bieżąco, nie odkładając na później (czyli na nigdy).


17. Gazetki promocyjne.


Przejrzeć, zaznaczyć interesujące produkty, kupić i wywalić. Tutaj nie ma większej filozofii. Broń Boże nie chomikować po kątach, bo nic tak nie wkurza jak sterta przeterminowanych promocyjnych gazetek z dyskontów spadających nam na głowę w najmniej odpowiednim momencie. Chociaż jak się tak dobrze zastanowić, to żaden moment nie jest odpowiedni... ;)


18. Nieważne gwarancje i instrukcje obsługi.


Po co je trzymać, skoro instrukcję obsługi pralki znasz na pamięć, a gwarancja już wygasła? Do kosza z tym.


19. Plastikowa biżuteria.


Taka, którą możesz kupić za grosze przy kasach w popularnych sieciówkach. Dużo i tanio, co zazwyczaj oznacza kiepskiej jakości. Jeśli jeszcze nie pozbyłaś się tandetnych plastikowych kolczyków, których i tak nie masz do czego założyć, to dzisiaj jest najlepszy moment, żeby to zrobić.


20. Stare buty i zniszczone torebki.


Zasada jest prosta- jeśli nie używasz czegoś od minimum dwóch lat, wyrzuć to, bo na pewno już tego nie użyjesz. Ta zasada dotyczy w zasadzie wszystkiego, a już z całą pewności butów i torebek, które lata świetności maja dawno za sobą.


21. Poszarzała bielizna i dziurawe skarpetki.


Nie, to nie jest tak, że namawiam Cię do wyrzucania skarpetek, kiedy pojawi się pierwsza dziurka, wiadomo że najpierw skarpetki ratujemy ;), ale skarpetki z cerowaniem na cerowaniu wcale nie są atrakcyjne... Szarą, spraną bieliznę również wyrzuć, uwierz mi, możesz mieć na siebie zwykły dres, ale jeśli założysz pod spód ładną, koronkową bieliznę, od razu poczujesz się jak milion dolców.


22. Zużyte baterie.


Absolutnie nie powinno się trzymać zużytych baterii w domu- stanowią zagrożenie zwłaszcza dla dzieci- wyrzuć je do pojemnika na elektrośmieci, które dostępne są we wielu marketach.


23. Wysuszony kwiaty cięte i doniczkowe.


Suche kwiaty zwisające smętnie z wazonu nie dodają urody wnętrzu.... Doniczkowe proponuję spróbować reanimować, jeśli jednak to się nie uda, pozbądź się ich i kup nowe. I lepiej o nie zadbaj ;)


24. Akcesoria do włosów.


Wyrzuć wszystkie rozciągnięte gumki, zardzewiałe spinki, pęknięte wsuwki, szczotki do czesania z wyłamanymi ząbkami.


25. Stara, nieważna korespondencja.


Ta istotna, np. z banku, do odpowiedniej teczki, natomiast cała reszta (przesyłki reklamowe itp.)- out. Zobaczysz ile miejsca zyskasz w szufladzie, jak już pozbędziesz się zbędnej makulatury.


26. Bilety do kina.


Sprzed roku na ten przykład. Nawet nie wiesz ile tego znalazłam niedawno w mojej letniej torebce.


27. Niepotrzebne kable i przedłużacze.


Ta walka dopiero przede mną, bo nie widzieć czemu w moim domu wszędzie walają się jakieś kable. Gdzie się nie obejrzę, tam kabel. Oczywiście, jak zapytać mojego męża, czy te wszystkie kable i przedłużacze są potrzebne, odpowiada, że jak najbardziej, co do jednego.... w praktyce wygląda to tak, że leżą nikomu niepotrzebne od dwóch, trzech lat. Idę na wojnę z kablami, liczę, że do mnie dołączysz i rozprawisz się z nimi we własnym domu :)


28. Pisaki bez zatyczek.


Gdzie się podziewają te wszystkie zatyczki ja się pytam??


29. Opakowania po zabawkach dzieci.


Mimi uwielbia gromadzić pudełka po zabawkach. W pewnym momencie doszło do absurdu, bo pudełek mieliśmy prawie tyle samo ile zabawek. Dzisiaj na szczęście nie mamy ani jednego pudełka, ufff, wczoraj wyrzuciłam ostatnie ;)


30. Stare kalendarze.


Długo do tego dojrzewałam, ale wreszcie zaczęłam pozbywać się moich starych kalendarzy, a musisz wiedzieć, że miałam ich całe mnóstwo- zaczęłam je zbierać w 2006 roku. W pewnym momencie poczułam, że zapiski w nich zawarte ciągną mnie w dół, zamiast pozostawać miłą pamiątką. No i zabierały mnóstwo miejsca.




Jestem pewna, że do mojej listy można dodać jeszcze sporo punktów. Napisz w komentarzu co zbędnego masz w domu i co można wyrzucić od razu. Jestem ciekawa Twoich propozycji :)




Bądź niegrzeczna, córeczko! #ADAtoWYPADA

Bądź niegrzeczna, córeczko! #ADAtoWYPADA

Mam je dwie. Dwie kobiety. Dwa żywe srebra. Moje dwa numery jeden, zawsze przed wszystkimi innymi, na samym początku. Każda inna, każda jedyna w swoim rodzaju, każda wyjątkowa. Codziennie dziwię się od nowa jak bardzo się od siebie różnią. Inne kolory oczu, inny kształt ust, inne uśmiechy, uszy, całkiem inne charaktery i upodobania. Starsza to misio w przebraniu jeża. Młodsza to dusza towarzystwa, wygadana, otwarta. Starsza da się pokroić za lody czekoladowe, młodsza toleruje tylko waniliowe. Starsza już chowa podpaski w szufladzie swojego biurka, młodsza kolekcjonuje brokatowe naklejki z motylkami. Starsza nienawidzi sukienek, młodsza uwielbia przebierać się za księżniczkę. Starsza kocha czerń, młodsza tylko róż. I brokat, a jakże. Starsza rozpacza z powodu nowego pryszcza na czole, młodsza bezkrytycznie puszcza sobie samej buziaki przed lustrem. Starsza i młodsza. Różni je niemal wszystko, łączy jeden wspólny mianownik- kobieta. Jutro jest Dzień Kobiet. I mimo że ten dzień wciąż wielu kojarzy się ze zwiędłymi goździkami, paczką rajstop i z zamierzchłymi czasami PRL-u, to ja bardzo się cieszę, że mam okazję przystanąć na chwilę i przyjrzeć się odrobinę uważniej tym moim dwóm kobietom, a przy okazji przejrzeć się swoją kobiecością w ich kobiecości. To naprawdę niezwykła sprawa mieć córki.


Zu. 

Ci, co mnie znali wiele lat temu, mówią, że jesteś jak skóra żywcem zdarta z matki. Łapią się za głowy i dziwią się, jak to możliwe, że aż tak bardzo, jak przez kalkę. Trudno odróżnić Ciebie ode mnie na moich zdjęciach z dzieciństwa. A przecież to nie tylko oczy, włosy i kształt twarzy. Ty jesteś jak serce wydarte żywcem z mojej piersi. Czuję wszystko to co czujesz Ty. Każda Twoja radość cieszy mnie podwójnie, pali do żywego każdy smutek, jedna Twoja łza to jak potoki moich własnych.  Coraz rzadziej mogę być przy Tobie, żeby trzymać Cię za rękę i utwierdzać w przekonaniu, że wszystko jest ok. Nie przeżyję życie za Ciebie, ale tak bym chciała umieć w magiczny sposób przekazać Ci moją wiarę w Ciebie, dumę i pewność, że niezależnie od wszystkiego, dasz sobie radę. Nie będę zawsze stała za Twoimi plecami, kiedy będziesz podejmowała najważniejsze decyzje nie uchronię Cię przed błędami, bo każdy musi popełnić swoje własne, ale chcę, żebyś miała tę pewność, że wszystko to, czego potrzebujesz, już masz w sobie. I choć masz dopiero 11 lat, już wiem, że będę za Tobą cholernie tęsknić. Że zawsze, nawet jak będziesz już miała swoje córki, męża, dom, będę się o Ciebie martwić tak samo jak dzisiaj i czekać przy telefonie. Moja pierwsza córka. Patrzę na Ciebie i łapię się na tym, że wciąż nie wierzę, że jesteś moja. Ile masz ze mnie, jaka będziesz, kiedy dorośniesz, w którą stronę pójdziesz, kogo wybierzesz i czy wybierzesz właściwie? Dziewczynko moja, młoda kobieto, której wymyśliłam imię na długo, zanim jeszcze się pojawiłaś. Zuzia, która była Zuzią odkąd tylko zdałam sobie sprawę, że chcę mieć kiedyś córkę. Miałam wtedy może jakieś 16 lat... Zuzia, która najpierw urodziła się w mojej głowie, potem w sercu, żeby w końcu zmaterializować się w moich ramionach. Zuzia, która wpadła w moje życie jak piorun z jasnego nieba, zupełnie nie w porę, a jednak życie pokazało, że lepszego czasu nie mogła sobie wybrać. Ta, którą trzeba było nauczyć się rozumieć, żeby pokochać. Której nie da się przeczytać od razu. Która od pierwszego dnia życia pachniała jak bułka z miodem i która nadal tak pachnie wieczorami, kiedy każe mi się położyć obok siebie, bo nie może zasnąć. Ta, która nadal wchodzi mi na kolana, ale przy koleżankach nie pozwala się pogłaskać nawet po głowie. Dziewczynka- zagadka. Mała empatka, która bierze na sobie emocje wszystkich ludzi dookoła, a potem nie wie, co z nimi zrobić. Wrażliwiec, udający, że jej wszystko jedno, że nic ją nie obchodzi, że jej nie zależy. A ja wiem, że nie jest Ci wszystko jedno. Wiem, że Ci zależy, że się przejmujesz, że przeżywasz, że chcesz, tylko te kolce tak przeszkadzają... Doszłam do wielkiej wprawy w czytaniu w Twoich myślach, bo gdybym się tego nie nauczyła, nadal kisiłabyś wszystko w sobie. Na pytanie "co u ciebie?", odpowiadasz zawsze tak samo- "ok". Mimo że Twoje oczy, drżąca broda i zgarbione plecy mówią zupełnie co innego. Nauczyłam się Ciebie, trochę to trwało, ale już umiem Ciebie czytać, Zu, i jest mi tak przykro, tak bardzo przykro, że zajęło mi to tyle czasu. Za te wszystkie chwile, kiedy czułaś, że nikt Ciebie nie rozumie- przepraszam. Ja już rozumiem, reszta świata tez się nauczy.



Mi.

"Dziękuję, mamo, że ją dla mnie urodziłaś. Bo urodziłaś ją dla mnie, prawda? To dla mnie ona? Już nigdy nie będę sama." 3 lata i 9 miesięcy temu Twoja starsza siostra Zu właśnie tymi słowami przywitała Cię na tym świecie. Wpadła do szpitala jak to ona jak burza, jak huragan, ciągnąć za sobą uciszającego ją Tatę, a potem zatrzymała się gwałtownie w drzwiach sali noworodkowej i stała tak chwilę zaskoczona. Bo Ty taka mała, pomarszczona, jak alien jakiś. Za nic nie podobno do niemowlaków, które Zu widywała do tej pory na filmach tylko. Dziwna taka... a potem podeszła do Ciebie i powiedziała, że Ty dla mnie. Tylko dla niej i dla nikogo innego. Do dzisiaj zresztą twierdzi, że urodziłaś się jako najlepszy prezent, lepszy nawet niż nowa deskorolka, smartfon i nowe wydanie Simsów razem wzięte. Ty dla niej, ona dla Ciebie. Tak to jest, tak miało widocznie być. Zero zazdrości, mimo 8- letniej różnicy wieku, zero negatywnych emocji, zero pretensji, nawet kiedy bywało źle i kiedy czasu, cierpliwości i ramion do tulenia nie starczało. Czysta miłość i zrozumienie. Dopasowałyście się jak dwa brakujące puzzle.

"Jakie ładne dziecko! Ale ma pani ładną córkę. Naprawdę, śliczna dziewuszka."- gdziekolwiek razem nie pójdziemy, słyszę takie słowa pod Twoim adresem. Fakt, jesteś taka. Idealna. Doskonała pod każdym względem. Urodą bijesz na głowę wszystkie dziewczynki w przedszkolu, chociaż nie powiem tego głośno. Twoje czarne oczy i ciemne kręcone kędziory robią piorunujące wrażenie na każdym. Codziennie rano, gdy ubierasz się przed lustrem, stroisz minki, posyłasz sobie całusy i pytasz mnie czy jesteś śliczna. Tak, jesteś, i już teraz dobrze o tym wiesz, potrafisz wykorzystać swój wyjątkowy urok osobisty do swoich celów i owinąć sobie wokół małego palca każdego. Każdego! Ale nie urodziłaś się po to, żeby być ładna, przynajmniej nie tylko po to. Urodziłaś się, żeby świat był piękniejszym miejsce nie przez to, jakie masz piękne czarne oczy, kręcone włosy i idealnie wykrojone usta, ale przez to kim i jaka jesteś. A jesteś, muszę przyznać, wyjątkowa pod każdym względem. Masz swoje zdanie, zazwyczaj całkiem przeciwne do mojego, i nie obawiasz się go głośno oznajmiać. Nie słuchasz się nic a nic, gdy masz cel na oku. Patrzysz w moje oczy spokojnie, z pewnością siebie i ani myślisz ustąpić. Bronisz swoich racji jak małe lwiątko. Już teraz widać, że wyrośniesz na kobietę z ostrym jak brzytwa charakterem. Uparta, przekorna, odważna. Bystra, zabawna, ironiczna. Ripostujesz z prędkością światła i z zadziwiającą jak na Twój wiek błyskotliwością. Masz pamięć niczym Einstein, bezbłędnie punktujesz każde odstępstwo od złożonej obietnicy, i domagasz się jej natychmiastowego wypełnienia. Nie masz oporów, żeby powiedzieć mi, że się mylę, że nie mam racji i żądać ode mnie przeprosin. Jesteś tą, która robi wielką różnicę, gdziekolwiek się pojawia. Robisz burzę w szklance wody, zmieniasz wszystko samą swoją obecnością, poruszasz głazy. Jesteś małym cudem, niespodzianką, dzieckiem które nigdy nie miało się urodzić. Jesteś żywym srebrem, energią w czystej postaci, zupełnie odrębnym ode mnie bytem. Jesteś moim największym życiowym wyzwaniem, lekcją pokory, codzienną nauką cierpliwości. Skrzyżowaniem wojowniczego żółwia ninja z królewną Śnieżką. A przy okazji... moim ulubionym człowiekiem na całym świecie.





Macie tak wiele rzeczy w życiu do zrobienia, moje małe kobiety. Przede wszystkim macie być zdrowe, spokojne, spełnione, szczęśliwe, bezpieczne, kochane. Macie być we właściwych miejscach, z właściwymi ludźmi, we właściwym czasie. Macie być pewne siebie, pyskate, niegrzeczne i odważne. Tak bym chciała, żeby to właśnie było dla Was najważniejsze w życiu, a nie to, ile followersów przybyło Wam na instagramach, czy macie wydepilowane łydki, zafarbowane odrosty, wyćwiczone mięśnie brzucha i wybielone jedynki. Chciałabym, żebyście potrafiły sobie odpuszczać, nie trzymać wciąż gardy w górze, ciągle czujne na punkcie tego, co ludzie powiedzą, czy Was polubią, czy zaakceptują. Nie warto. Serio, nie warto.



Kobiety moje kochane dwie. Pamiętajcie, że zawsze:


1. Wypada rozmawiać z mamą o wszystkim. O WSZYSTKIM. O najgorszych rzeczach, najgłupszych, najdurniejszych, najstraszniejszych. Nie ma rzeczy, która sprawi, że będę Was kochała mniej. To jest niemożliwe, więc rozmawiajcie ze mną, proszę.

2. Wypada być fair wobec innych kobiet. Doceniajcie inne kobiety, dbajcie o kobiece relacje, o nasze babskie plemię.

3. Wypada mówić NIE, jeśli tylko czujecie, że chcecie to powiedzieć. Nawet, jeśli facet postawi Wam obiad, to nie znaczy, że jesteście komukolwiek coś winne.

4. Wypada być zawsze sobą. Nie zmieniajcie się po drodze dla nikogo i niczego, bo zgubicie siebie. Jeśli ktoś ma Was lubić, kochać, to tylko za to, jakie jesteście naprawdę. 

5. Wypada wieść nieidealne życie, które kłóci się z instagramowymi kwadracikami. Ma być prawdziwie, nie doskonale. Doskonałość jest przereklamowana.

6. Wypada chodzić samej do toalety, naprawdę. Nie potrzebujecie koleżanek, żeby poszły z Wami zrobić siku. Dacie sobie radę. Zawsze.

7. Wypada mieć swój własny zestaw Boba Budowniczego, swoją różową wiertarkę i komplet gwoździ- tak w razie czego. 

8. Wypada walnąć faceta porządnie w pysk i poprawić z drugiej strony, żeby zapamiętał. Wasze ciała są tylko Wasze i jeśli jakiś kretyn myśli inaczej, macie święte prawo mu odwinąć. 

9. Wypada robić na przekór rodzicom. Serio. To Wasze życie, nie musicie dokonywać wyborów, żeby sprawić przyjemność mamie albo tacie.

10. Wypada nałożyć sobie na talerz dokładkę makaronu, nawet jeśli koleżanka nosi spodnie dwa rozmiary mniejsze- i co z tego! 

11. Wypada wierzyć w bajki, elfy i spadające gwiazdy, mimo pierwszych siwych włosów na głowie.

12. Wypada przyjaźnić się z facetami. Są za fajni, żeby tylko się w nich zakochiwać, a potem pluć jadem na całe samcze plemię.

13. Wypada zakochać się we właściwym człowieku, choćbyś miała za sobą sto milionów nieudanych związków i zmarszczki wokół oczu. Czasami trzeba poczekać.

14. Wypada zakochać się w dziewczynie, jeśli tak się czuje- to też jest dla mnie ok, tylko nie bójcie się mi o tym powiedzieć.

15. Wypada iść na studia dla samych siebie, nie dla mamy, taty, cioci, nie dla papierka, pieniędzy, prestiżu. Uczcie się tego, co Was kręci.

16. Wypada śmiać się z kiepskich żartów, tańczyć na środku ulicy i jeść watę cukrową. I niech inni pukają się w czoło. 

17. Wypada płakać, smucić się i marudzić, jeśli macie taki dzień i tego potrzebujecie. Nie trzeba być pozytywną osobą 24/7. 

18. Wypada wyluzować. Życie to nie wyścig.

19. Wypada mówić dobrze o ludziach. Jeśli kogoś kochasz, lubisz, doceniasz- powiedz mu o tym. Jeśli za kimś tęsknisz- zadzwoń. Jeśli chcesz kogoś przeprosić- zrób to. Dobrych słów nie odkłada się na potem.

20. Wypada podkradać ciuchy z maminej szafy, tylko błagam, zapytajcie wcześniej, bo mnie szlag jasny strzeli.

21. Wypada nie chcieć mieć dzieci. Kobieta to nie maszyna do rodzenia.

22. Wypada chcieć urodzić piątkę małych ludzi albo całą drużynę piłkarską. Jeśli taka będzie Wasza droga, jeśli tego właśnie chcecie. Bycie mamą to fantastyczna przygoda.

23. Wypada nie oceniać, choćby wszyscy dookoła to robili. Pamiętajcie, że każdy jest inny, ma za sobą inne dzieciństwo, doświadczenia i historie. Pytajcie, dowiadujcie się, rozmawiajcie, wyciągajcie własne wnioski.

24. Wypada mieć swoje konto bankowe i swoje własne pieniądze. Niezależność daje siłę.

25. Wypada zawsze mówić co się myśli. Jeśli nie powiecie czego chcecie, to nikt się tego nie domyśli. 

26. Wypada wybaczać. Nie dla innych, dla samych siebie. Żal i złość to cegły, które niesamowicie ciągną w dół. Po co targać je ze sobą przez życie?

27. Wypada być niedostępnymi księżniczkami, zołzami, wrednymi małpami. Nigdy nie biegajcie za facetem; jeśli będzie chciał, sam znajdzie drogę.

28. Wypada pokazać środkowy palec temu, kto zajedzie Wam drogę na ulicy i wrzaśnie "głupia baba za kierownicą!".

29. Wypada zostać pilotem odrzutowca, ratownikiem górskim, tatuażystą, chirurgiem. Nie ma męskich i damskich zawodów, róbcie to co chcecie robić. 

30. Wypada marzyć i nie tracić nadziei. Nigdy na nic nie jest za późno. 




Wszystkim Kobietom, tym małym i dużym, dedykuję powyższe 30 punktów, zwłaszcza ten ostatni. Najlepszego, kochane Kobiety, i nie pozwólcie sobie wmówić, że czegoś Wam nie wypada :)

....


Tekst powstał w ramach kampanii społecznej #ADAtoWYPADA, do której zaprosiła mnie Ania, autorka bloga https://www.popaprana.pl/.

https://www.facebook.com/toWYPADA