Jak zacząć doceniać?

"Ze szczęściem czasem bywa tak, jak z okularami. Szuka się ich, a one siedzą na nosie".
Phil Bosmans



Znam takich ludzi, którzy mówili, że zaczną chodzić na długie spacery, jak tylko zamieszkają w wymarzonym mieszkaniu blisko wielkiego parku. 


Teraz, wiadomo, po co chodzić po betonowej ulicy. Znam takich, którzy najładniejsze filiżanki trzymają w kartonach na strychu z obawy, że je stłuką. I używają na co dzień brzydkiej, wyszczerbionej zastawy, o tej pięknej, co na strychu leży, jedynie marząc. Znam też takich, którzy zaczną spędzać czas ze swoimi dziećmi, jak już się wyśpią, ogarną bałagan w mieszkaniu, zarobią więcej pieniędzy. Znam i takich ludzi, którzy kolekcjonują książki kucharskie, żeby gotować więcej i bardziej wymyślnie w nowym domu. Teraz nie ma po co, trzy potrawy na krzyż, nie chce się w tej ciasnej kuchni. I gotuje więcej, jak już się przeprowadzą, owszem. Gotują więcej i bardziej fikuśnie, ale... tylko przez krótką chwilę.



Czasami łapię się na tym, że odkładam rzeczy na później, aż wydarzy się odpowiedni dzień, odpowiednia chwila. 


Myślę sobie, że codziennie jadłabym śniadanie na łące, gdybym mieszkała na wsi. Że chodziłabym z dziećmi na spacery do lasy, gdybym miała dom w lesie. A przecież mam ogród, mam swój kawałek kwiecistej łąki, trawę, na której mogę rozłożyć koc i urządzać codziennie pikniki, i las niedaleko. Jak łatwo nie zauważyć możliwości, które codziennie podsuwa nam życie. Znacznie łatwiej jest skupiać się na tym, czego się nie ma niż na tym, co się ma. A zwykle ma się wiele dobrego. Tylko trzeba zechcieć to dobre zauważyć i wpuścić do swojego życia. Nie ma takiego idealnego czasu i nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie człowiek piłby kawę na tarasie, jadł śniadania na trawie i ganiał z dziećmi w berka po łące, jeśli nie ma tej potrzeby w środku. To w sobie trzeba najpierw poszukać, nie w okolicznościach.


Nie wystarczy sobie tego postanowić, że od dzisiaj (od jutra, od poniedziałku itd.) będziesz doceniać to co masz i cieszyć się dniem dzisiejszym. 


Tak samo jak nie da się powiedzieć sobie, że oto przestajesz się stresować, przejmować błahymi sprawami i rozpamiętywać przeszłość. Takie działania wymagają ćwiczeń. Treningu. Codziennego, regularnego treningu uważności i wdzięczności. Jeśli myślisz sobie, że to nie dla Ciebie ta cała uważność, docenianie i cieszenie się z każdego drobiazgu. Że jesteś zbyt praktyczny, zbyt mocno stąpasz po ziemi, zbyt dużo spraw na głowie i generalnie.... nie umiesz w to grać. Jeśli wydaje Ci się, że, owszem, dobrze się o tym czyta, ale nie, dzięki, ja postoję, to wyobraź sobie, że wdzięczność to taki mięsień, który rośnie, kiedy go trenujemy. Tak jak chodzisz na siłownię, aby wytrenować biceps, tak trenuj codziennie wdzięczność. Jak to zrobić? Na początku wystarczy chcieć, sposób znajdzie się sam. Za kilka chwil dowiesz się, jaki jest mój ulubiony sposób na trenowanie wdzięczności. Ulubiony i najprostszy, nie wymagający żadnych wyjazdów, warsztatów ani spotkań z coachem.



Żyjemy w ciągłym biegu. Wszyscy wokół dokądś się spieszą, a Ty, nawet jeśli tego nie chcesz, od czasu do czasu zostajesz wciągnięty w tę gonitwę. 


Takie czasy, taki świat. Ścigamy się więc z czasem próbując zrobić wszystko szybciej; robimy kilka rzeczy jednocześnie, wierząc, że tylko wielozadaniowość pozwoli na zaoszczędzenie czasu. Tymczasem pędząc tak na łeb na szyję powodujemy, że on ucieka nam jeszcze szybciej. Czasu nie da się zatrzymać. Przecieka nam przez palce niczym woda z kranu, którą próbujemy łapczywie zacisnąć w pięści. Teorię znamy doskonale- zewsząd słychać głosy, że warto zwolnić, że liczy się tylko tu i teraz, że to, za czym tak uparcie gonimy, nie ma większego znaczenia, kiedy przychodzi nam rozliczyć się z życiem. Niby wiemy, że żaden dzień się nie powtórzy, że dzieci rosną, szanse pojawiają się tylko raz... ale czy potrafimy tę wiedzę wykorzystać w praktyce? Potrafimy zatrzymać się i być w tym właśnie momencie, z tymi najważniejszymi ludźmi, nie rozmyślając o przeszłości ani nie planując przyszłości? Czy potrafimy odłożyć na bok telefon, położyć się na dywanie i zagrać z dzieckiem w chińczyka? Przyznam, że często miewam z tym problem... Każdego dnia od nowa uczę się jak być w chwili obecnej i skupić się na czynności, którą aktualnie wykonuję, nie wybiegać myślami w przyszłość, nie myśleć o tym ile mam jeszcze do zrobienia. To powinno być takie proste- być tu i teraz- a wydaje się najtrudniejszą rzeczą na świecie.



--> PRZECZYTAJ: W życiu chodzi o to, żeby się jarać.




Wdzięczność jest kwintesencją naszego życia. Bez wdzięczności nic nie ma sensu. 


Życie staje się puste; staje się tylko pogonią za nieuchwytnymi celami, za czymś co jest ulotne, niestałe i nie wiadomo czy w ogóle się wydarzy. Zamiast mówić: daj mi, należy mi się, potrzebuję chcę, spróbuj powiedzieć: poproszę, dziękuję. Zwłaszcza dziękuję ma wielką moc. Kiedy mocniej przywrzesz do teraźniejszości i zaczniesz dziękować na najprostsze rzeczy, cuda same zadzieją się w Twoim życiu. Nie, ono nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale nagle Twoje oczy otworzą się szerzej i zauważysz rzeczy, które wcześniej pomijałeś nie zaszczyciwszy nawet spojrzeniem. Twoje życie stanie się bogatsze o cuda, które były w nim od zawsze. To właśnie one, te wszystkie drobiazgi, stanowią o tym, czy życie można nazwać szczęśliwym, a Ciebie spełnionym.


Od początku tego roku podjęłam się wyzwania- codziennie wieczorem w moim plannerze zapisuję jedną dobrą rzecz, która wydarzyła się tego dnia i za którą jestem wdzięczna. Nawet po wyjątkowo ciężkim dniu, próbuję znaleźć coś, za co mogę podziękować. Na początku było mi trudno, bo wydawało mi się, że niewiele takich rzeczy się dzieje. Później przychodziło mi to z coraz większą łatwością. A teraz potrafię wymienić nie jedną, nie dwie, ale kilka rzeczy, ludzi, wydarzeń, za które z całego serca dziękuję. To jest właśnie ten trening; to ćwiczenie "mięśnia" wdzięczności. Nawet, jeżeli w tej chwili moja metoda wydaje Ci się dziwna i zupełnie nie pasująca do Ciebie, spróbuj. Mimo wszystko spróbuj, proszę. Nic Cię to nie kosztuje, a efekty mogą przerosnąć Twoje oczekiwania.



Wielkimi krokami zbliżam się do 36-tych urodzin i w zasadzie dopiero teraz mogę powiedzieć "tak, doceniam, dziękuję". 


W moim życiu raz na jakiś czas, zazwyczaj co kilka lat, następowało wielkie pierdolnięcie. Zwarcie systemu. Przebiegunowanie. Jak zwal tak zwał, wiadomo o co chodzi. Jeśli na jakiś czas się zapominałam, los szyje mi na miarę sytuacja, która kolokwialnie mówiąc ma mnie kopnąć w dupę. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce kilka tygodni temu i niestety nie podzielę się nią z Tobą na blogu, ale uwierz mi, że postanowiła mnie na równe nogi. Miała za zadanie tak mną wstrząsnąć, aby całe życie przeleciało mi przed oczami i zatrzymało się na chwilę bez ruchu. Żadne wcześniejsze pieprznięcie nie było w stanie tak bardzo mnie obudzić jak to ostatnie. Zmusiło mnie do podjęcia ważnych decyzji dotyczących zdrowia, pracy, dalszego życia. Pokazało mi, że mam bardzo, bardzo dużo, więcej niż sądziłam, że mam, i że wystarczy chwila, abym to straciła. I teraz powiedz mi, ale tak szczerze z ręką na sercu, czy naprawdę potrzebujesz pierdolnięcia, żeby zacząć doceniać swoje życie? Potrzebujesz szokującej diagnozy, zagrożenia życia, wypadku, rozwodu, choroby dziecka, straty dachu nad głową, żeby powiedzieć "cholera, ile bym dała, żeby wróciło moje stare życie..."? Czy naprawdę najważniejsze dla Ciebie są te codziennie pierdoły, którymi zaprzątasz sobie głowę i które urastają do rangi barier nie do przeskoczenia?  Czy może wybierasz fajne, szczęśliwe, radosne życie już teraz, dzisiaj, bez czekania na pobudkę, jaką zafunduje Ci wielkie zwarcie systemu?








Ogarnij się. To od Ciebie zależy czy widzisz szklankę do połowy pełną i powiesz "dziękuję, że mam pół szklanki wody" czy widzisz ją do połowy pustą i będziesz narzekać "szlag, dlaczego nie mam całej szklanki wody?!".



32 komentarze:

  1. Piękne motywacyjne słowa :) właśnie tak staram się żyć ale tak jak piszesz to trzeba trenować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wdzięczność jest jak mięsień, nie urośnie bez treningu ;)

      Usuń
  2. Niby to takie proste, a tak często o tym zapominamy. Być tu i teraz. JR

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten pęd życia jest najgorszy. Ludzie pędzą, pędzą....a sami nie wiedzą często dokąd.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety wiele osób a może i prawie wszyscy odkładają zawsze coś na później i później aż całkiem z tego rezygnują. Sama tak mam i potem żałuję że coś odkładam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się to zdarza, na szczęście coraz rzadziej.

      Usuń
  5. Często nie doceniamy tego co mamy.

    Ja staram się doceniać to co mam, ale zdarza się też mi na to narzekać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele racji jest w tym co piszesz. Chociaż mam również swoją historię. Dopóki mieszkaliśmy w większym mieście, chodziliśmy na codzienne spacery, a teraz, gdy los zmusił nas do zamieszkania w moim rodzinnym miasteczku, nie chce nam się wychodzić, bo nie ma dokąd i po co (las jest, ale już niejednokrotnie rzucił się tam na mnie jakiś obcy pies biegający luzem i nie miałabym odwagi zabrać tam dziecka na spacer) i tylko w weekendy jeździmy za miasto, a tak siedzimy na świeżym powietrzu w okolicy własnego domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... mieć dom z miejsce, gdzie można posiedzieć, to też plus, tak myślę :)

      Usuń
  7. W gruncie rzeczy boimy się doceniać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu ludzi bardzo się tego boi, chociaż ja zupełnie nie jestem w stanie tego strachu pojąć.

      Usuń
  8. Pewne okoliczności w moim życiu sprawiły, że teraz doceniam każdą chwilę. Potrafię się cieszyć choćby z biedronki na liściu czy kapiącego deszczu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kilka lat temu moja przyjaciółka mi opowiedziała, że jej mama całe życie piła z jednego starego, brzydkiego i obszczerbionego kubka i jadła na jednym okropnie brzydkim talerzu trzymając jednoczesnie w szafie przepiękną zastawę. Oczywiście trzymała ją na wesele córki albo nawet i wnuczki... nie wiem, bo świąt nie obchodziła. Całe życie opowiadała o tej zastawie i o jakiejś tajemniczej specjalnej okazji. Aż pewnego dnia umarła - nagle, na serce. Nie użyła tej zastawy ani razu! :(
    Tego dnia zrobiłam generalny remont w kuchni wywalając wszystkie naczynia, które mi się nie podobały (ale dobre, to jeszcze poużywam albo - dostałam w prezencie, to nie wypada itp.). Ulżyło mi :) od tamtego dnia robię tak ze wszystkim - chcę otaczać się ładnymi rzeczami - każdego dnia, bo każdy dzień jest specjalną i wyjątkową okazją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej rodzinie wydarzyła się podoba historia, z tym że tutaj nie chodziło o zastawę, a o piękną sukienkę, która wisiała w szafie, czekając na idealną okazję. Oczywiście nie doczekała się, a właścicielka sukienka zmarła, nie założywszy sukienki ani razu.... Smutne. Nie chcę tak żyć. Życie jest jedno. Kiedy, jak nie dzisiaj, jeść z pięknego talerza i tańczyć w pięknej sukience? :)

      Usuń
  10. Niesamowicie inspirujący wpis ;)
    Warto cieszyć się drobnymi rzeczami. To właśnie one składają się na nasze życie. Drobnostki, które dają nam szczęście

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, życie składa się z małych szczęść :)

      Usuń
  11. O rany! Jaki mądry wpis :) Naprawdę często wokół słyszę "będę zdrowo gotować jak się przeprowadzę", "zacznę ćwiczyć jak będę mieć więcej miejsca" itd. itp. Czekamy na idealne warunki, a one mogą nie nadejść nigdy... bo najbardziej odpowiedni czas, zeby zacząć jest teraz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też tak robiłam, na szczęście mi przeszło ;) Jeszcze nie jest idealnie, ale coraz częściej mogę powiedzieć, że sama stwarzam sobie idealne warunki, zamiast wiecznie na nie czekać :)

      Usuń
  12. Więcej takich wpisów!

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba sobie wydrukuję i powieszę na lodówce....

    OdpowiedzUsuń
  14. Mądre refleksje i bardzo motywujące :)

    OdpowiedzUsuń
  15. naprawdę pięknie piszesz, świetny temat

    OdpowiedzUsuń
  16. No naprawdę warto to wydrukować i mieć pod nosem :D
    Wpis daje do myślenia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.