Primo jest tylko jedno- krótkie poświąteczne podsumowania i wnioski na przyszłość.

Poświąteczne emocje opadają powoli, tak samo jak poświąteczne brzuchy. Po dwóch dniach przerwy otworzyłam dzisiaj laptopa i rozejrzałam się nieco po znajomych blogach. Sporo świątecznych podsumowań, jeszcze więcej świątecznych zdjęć, trochę gorzkich żali, że nie było tak, jak być miało, odrobina wzruszeń, śmiesznych rodzinnych historyjek, tyci tyci narzekania, że za dużo żurku i w biodra znowu pójdzie (jakby nie mogło chociaż raz pójść w cycki, no!). Fajnie się czyta, z uśmiechem i ciepełkiem na sercu, że tak rodzinnie, że Mister Zając trafił z prezentami, że pogoda dopisała, że odpoczęłaś nieco. Trochę smutniej się robi, kiedy trafiam na fragmenty, że zarobiłaś się jak głupia, nagotowałaś, napiekłaś, wszystkie okna wyszorowałaś i finalnie byłaś tak zmęczona, tak bardzo zmęczona, że świąt nawet nie zauważyłaś. I tutaj wchodzę ja cała na biało.. nie, to nie tak szło. I wtedy wchodzę ja z moimi przemyśleniami. Sporo ich mam w tym roku, chociaż zazwyczaj okres świąt wszelkiej maści i rodzaju zupełnie nie sprzyja u mnie wyciąganiu wniosków. Ot, jestem, trwam w błogości, zajadam i ani mi w głowie jakieś podsumowania czynić. Tym razem jednak.... tym razem wnioski i podsumowania przyszły do mnie same, być może na fali ostatnich zmian w moim życiu, spotęgowane jeszcze tym, że nie każda z nas jest ze świąt zadowolona. Bo wiesz, tak to jest, że jak na coś czekasz, szykujesz się na to, wkładasz w to forsę (dużo forsy, za dużo forsy...), serce i czas, to potem aż się prosi o bilanse i podsumowania. 



Do mnie przyszło co następuje. Zapisuję dla siebie na przyszłość, ale być może i Ty skorzystasz ;) 


Po pierwsze primo. Święta, czy to Wielkanoc, czy Boże Narodzenie, to nie kontrola sanepidu, na Boga! Już już miałam zapędy, żeby wypucować cały dom od piwnicy, poprzez dwa piętra, aż do strychu. Żeby wypucować te metry kwadratowe tak, że można być jeść jaja z majonezem z podłogi. Już już przebierałam nóżkami jak koń w boksie na chwilę przed startem, dzierżąc moją wierną towarzyszkę miotłę w jednej ręce, a starego druha mopa w drugiej. Kiedy nagle po kolejnym "pobaw się sama, mamusia teraz nie może, mamusia SPRZĄTA" wypowiedzianym do córki, przyszło otrzeźwienie. Przyszło i walnęło mnie z plaskacza raz z jednej, raz z drugiej strony. Chwila, chwila. Chwilunia. To na tym to wszystko polega? Dzieci mamy nie mają, bo mama sprząta? Naprawdę chcę, żeby okres przedświątecznych przygotowań zapamiętały jako ten, kiedy matka z rozwianym włosem i obłędem w oczach na mopie jeździła? Never! Wniosek? Olej to i idź z dziećmi poskakać na trampolinie. Gwarantuję, że Pan Jezus zmartwychwstanie nawet przy brudnych oknach. Jemu nie robi różnicy.

Po drugie primo. Czy zastanawiałaś się kiedyś co Twoje dzieci zapamiętają z dzieciństwa? Bo ja tak. Ostatnio myślałam o tym dość intensywnie. Efektem tegoż myślenia było ciepnięcie w kąt myjki do okien i wspólny wyjazd do lasu. Chciałabym, że dziewczyny wspominały kiedyś mamę, który biegała z nimi po lesie i nasłuchiwała z której strony dobiega dzięcioli stukot niż mamę, która wkurwiona jak sto norek wyrzucała z siebie bliżej niezidentyfikowane dźwięki pucując piąte okno tego dnia. Zamiast umytych okien, był las. Zamiast uprzątniętej piwnicy, było malowanie paznokci u stóp w ilości sztuk trzydzieści. Zamiast wytrzepanych dywanów, była maseczka w płachcie na twarzy (mojej, jakby się kto pytał) z wizerunkiem zmanierowanej foki. Nic to, że na odwrocie było napisane, ze to dla młodej cery. Moja 36-letnia młoda cera miała ochotę zostać foką chociaż na dwadzieścia minut ;) 



Po trzecie primo. Wiem, że domowe jedzenie jest najlepsze na świecie. Wiem, że nic nie może się równać z ciastem upieczonym we własnej kuchni, we własnym piekarniku. Wiem, że satysfakcja z własnoręcznie ugniecionego drożdżowego jest ogromna. Wiem. Jak to wszystko naprawdę wiem. Ale.. tej Wielkanocy doszłam do wniosku, że mazurek i tak zniknie w mgnieniu oka, nawet jeśli kajmak będzie kupny. Że w zasadzie w sklepie obok mają całkiem niezły wege pasztet z marchewki i cukinii. Że ta cytrynowa babka w kształcie baranka jest w zasadzie tak samo dobra jak ta robiona przeze mnie w domu (i że odrobina konserwantów raz na ruski rok nikomu jeszcze nie zaszkodziła). I że warto raz na jakiś czas kulinarnie odpuścić. Wyluzować. Powiedzieć sobie jasno, że to ile dań przygotowałaś własnoręcznie nie jest żadnym wyznacznikiem jak dobrą żoną, mamą, panią domu jesteś. Amen. Tak po prostu. Zamierzam ten proceder kontynuować, bo mi się spodobało.

Po czwarte primo. Z radością odkryłam, że nie muszę ubabrać się po łokcie, żeby ludzie byli najedzeni. Etap szykowania się jak na armagedon mam za sobą, zdecydowanie. Lodówka nie pękała w szwach, nikt nie pochorował się z przejedzenia, środki na zgagę i niestrawność spokojnie leżały w szafce nietknięte. I tak- wystarczą dwa ciasta, w tym jedno kupne, garść koślawych ciasteczek ozdobionych przez dwie nieletnie kuchareczki, dwie sałatki, pasztet i roladki dla Pana Męża, żeby brzuchy były pełne, a wszelkie kulinarne zachciewajki zaspokojone na jakiś czas. Jeśli dodać do tego jeszcze słodycze, które dziewczyny znalazły w paczkach od Mister Zająca, to spokojnie łakoci styknie jeszcze na dzisiaj do kawy. Kuchenna robota ograniczona do minimum, bez spiny i całej tej przedświątecznej, za przeproszeniem, sraczki. I ja jakby milsza dla otoczenia byłam...

Po piąte primo. Zapamiętać co następuje- nigdy, przenigdy nie wolno wieszać toreb z prezentami dla dzieci wśród innych toreb na wieszaku w piwnicy. Nigdy tego nie rób. Grozi wyrzuceniem do kosza na śmieci i wielką dramą... Prezenty zawsze kitramy w bezpiecznym miejscu, nieosiągalnym dla dzieci i ich wszędobylskiego wzroku.


Po szóste primo. Zawsze warto mieć gdzieś po szafkach, szafach i szufladach oraz innych tajemnych skrytkach zachomikowane jakieś awaryjne drobiazgi typu książki, naklejki, spineczki, gumki do włosów, kredki, jaja z niespodzianką, co by drama z punktu piątego była mniejsza. Kitranie tychże awaryjnych drobiazgów należy uprawiać cały rok, aby być przygotowanym na każdą ewentualność. Kitraj ile wlezie, dobrze Ci radzę. 

Po siódme primo. W gruncie rzeczy wokół nas jest sporo dobrych, życzliwych nam ludzi, niezależnie od tego co czasami mogłoby się wydawać. Z wielu, czasem zupełnie niespodziewanych, stron napłynęły zajączkowe drobiazgi dla dziewczyn, za co jestem ogromnie wdzięczna i doceniam.  Tu nie chodzi o wielkie prezenty; mały czekoladowy zajączek dany z dobrego serca z przesłaniem "jestem, pamiętam" znaczy bardzo, bardzo dużo. Zapamiętać- ludzie są dobrzy. (zazwyczaj)

Po ósme primo. Warto w piątkowe popołudnie biegać z wywieszonym jęzorem po mieście w poszukiwaniu idealnego koszyczka, żeby każda mała bździągwa miała swój własny. Radość tej młodszej- nie do przebicia. Warto pójść całą rodziną na święconkę i warto wstać o 4.30 rano, żeby we wielkanocny poranek zrobić sobie spacer ze starszą córką na rezurekcję. Już prawie zapomniałam jaka to piękna msza jest. Warto zadbać o to, żeby nie zapomnieć o co tutaj tak naprawdę chodzi, żeby Wielkanoc nie była tylko suto zastawionym stołem i koszyczkiem z prezentami.


Po dziewiąte primo. W tym roku po raz pierwszy dopadł mnie świąteczny flow. Opuściłam gardę, odwiązałam różowy, idealnie wyprasowany fartuszek i odwiesiłam go na kołku. Niech wisi. Najlepsze święta to święta bez spiny, tony żarcia i na totalnym luzie. Bez wydumanych oczekiwań, bez gotowych scenariuszy, bez wykrochmalonego obruska (chociaż jak ktoś lubi, chce i nie potrafi inaczej, to proszsz). Bez lakierek na córeczkowych nogach, bez białych rajstop i sukienek z falbankami, za to w dresach i z buzią umorusaną czekoladą. Całkowity świąteczny luz.

Po dziesiąte primo. Puszczanie wielkich tęczowych baniek w ogrodzie to całkiem niezły pomysł na spędzenie świątecznej niedzieli, mimo sąsiadów, którzy ciekawie zaglądali nam przez płot, zastanawiając się pewnie, skąd te dzikie piski. Tak samo jak poniedziałkowe wałęsanie się po domu w piżamie do południa- to też jest zasadniczo ok sprawa.

Po jedenaste primo. Zapomnij o idealnych pisankach, jeśli masz w domu czterolatkę z rozbuchanymi aspiracjami artystycznymi.

Po dwunaste primo. Tak. Wiem, że primo jest tylko jedno ;) 



Jak Tobie minęły święta? Było flow czy spina? ;) Mam nadzieję, że to pierwsze :)

49 komentarzy:

  1. Kochana, przybijamy Ci piateczkę i to taką z poklaskiem! Również doszłam do podobnych wniosków. Nie szalałam z nadmiernym sprzątaniem bo praktycznie w święta to nie my mieliśmy gości, tylko byliśmy zapraszani. :) Wolałam spędzić czas z dzieciakami na zabawach, pieczeniu ciastek ze starszą pociechą, a nawet na wspólnym lenistwie lub popołudniowej drzemce. Chce dać swoim dzieciom wspomnienia. Młodsze nie rozumie jeszcze bo ma 7 miesięcy, ale na pamiątkę zostaną mu zdjęcia. Starszy 4 latek miał mnóstwo radości z czasu kiedy spędziliśmy go razem. Nawet oglądanie bajki kiedy wszyscy gramolilismy się na kanapie było super. Ja miałam podobne wspomnienia ze świat za czasów dzieciństwa i takie chce podarować moim synom. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo jest bliskie to co napisałaś. Mam fajne wspomnienia świąteczne z dzieciństwa, ale pamiętam również wielką przedświąteczną nerwówkę, zero czasu wspólnie spędzanego, mamę zarobioną po łokcie... i ja tak zwyczajnie nie chcę :) Pozdrawiam i... piona ;)

      Usuń
  2. Jak u mnie było? Prócz tego że świat nie obchodzę, totalnie na luzie. I tak jak napisałaś, ja nie rozumiem osób które się spinaja. A to dywan wytzrepac, okna umyć itp. Nawet jak jest jakiś impreza u mnie, to zamawiam gotowe jedzenie bo niechce mi sie stać przy garach. Sprzątanie? Sparaztam na bieżąco, zresztą mój dom to nie muzeum gdzie test białej rękawiczki będzie idealny. Bo nie będzie, że względu na zwierzaki i dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, widzisz, właśnie zawsze byłam tą, która się bardzo spina. Latałam na miotle, pucowałam, sprzątałam, jakby zamiast świąt, czekał mnie nalot sanepidu. Zmęczyło mnie to i paradoksalnie, kiedy odpuściłam, święta przeżyłam jak należy :)

      Usuń
  3. Było spokojnie, wesoło i bez napinki :) Czyli tak jak powinno być :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie święta lubię najbardziej <3 Im jestem starsza, tym bardziej doceniam zwykły święty spokój ;) JR

    OdpowiedzUsuń
  6. Doszłam to tego rk temu- nie szaleję- spędzamy czas na zabawach i grach, wspólnych spacerach a przede wszytkim wspólnie robimy np rogaliki czy sałatkę- tak chce by nasze dziewczynki zapamiętały święta w domu a nie...idz sprzataj, nie przeszkadzaj..ja tak pamiętam ..i nie chce by nasze dziewczynki kiedyolwiek to usłysząły

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety często powtarzam takie rzeczy moim córkom, zwłaszcza przed świętami... ale mam mocne postanowienie poprawy ;)

      Usuń
  7. Ja w tym roku postanowiłam, że skupię się byciu. Przeżywaniu chwil z przyjaciółmi, bliskimi. Upiekłam ciasta, podzieliłam się obowiązkami sprzątania i gotowania, cześć kupiłam. Był to jeden z lepszych okresów. Miałam czas na książkę, długi spacer i film. Na byciu, na rozmowy. Dobrze wspominam ten czas. Ale postanowiłam skupić się na sobie i swoich przeżyciach, refleksjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym się pod tym podpisać :) U mnie tak samo :)

      Usuń
  8. Ja z porządkami nie szalałam. Owszem, posprzątałam, ale bez przesady :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma co się spinać. Dwa dni świąt, a nerwów jakby trzeba było przygotować się na kontrolę sanepidu. ;) Też nie przeginaliśmy w tym roku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie ja się dlatego zbuntowałam, bo święta powinny się kojarzyć z wieloma rzeczami, ale na pewno nie z nerwówką...

      Usuń
  10. Chyba pierwszy raz zawędrowałam na Twojego bloga, a żałuję. Bardzo przyjemny i mądry post, zgodny z nazwą bloga. Ja w tym roku też wyluzowałam z wieloma obrządkami świątecznymi na rzecz drugich ludzi i to była najlepsza decyzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej, pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Nie należę do osób które jakoś szczególnie szykują się na święta. Sprzątam w domu codziennie, staram się robić to na bieżąco więc świąteczne czy wiosenne porządki mnie nie dotyczą. Tak samo w przypadku samego obchodzenia świąt - nie jestem osobą na tyle wierzącą żeby wszystko przeżywać tak jak niektórzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym roku paradoksalnie przeżyłam święta głębiej niż kiedykolwiek. Zupełnie, jakby nagle, po odrzuceniu latania na szmacie i tej całej spiny, zrobiło się miejsce dla świętowanie.

      Usuń
  12. Świetny wpis 👍 u nas w tym roku wyjątkowo na luzie było 😁

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie było bardzo fajnie i rodzinnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Było trochę więcej przygotowań w piątek i sobotę, po to żebym w niedzielę i poniedziałek po prostu leżałam bykiem

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze powiedziane :)

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny wpis, bardzo fajnie się czytało :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Super podejście do tematu :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie ujęłaś wszytko to o czym zapominamy w świętach. ja na szczęście sobie odpuściłam. Wiosenne porządki robię jak mam jakąś fazę duużo przed świętami i po świętach, na spokojnie :). Przez świata i tak się nabałagani strasznie ;p. Okres przedświąteczny najlepiej jest spędzić wesoło z rodziną nastroić się odpowiednio na ten czas. Co do prezentów jak byłam mała to mama schowała mi paczkę w moim pokoju i jej nie znalazłam przed czasem. Miałam ubaw jak mi powiedziała gdzie była. Najciemniej pod latarnią ;p

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja tam nigdy sie nie spinam i święta sa udane

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też uważam, że święta się totalnie skomercjalizowały.. Już nie da się tego jakoś normalnie celebrować..

    OdpowiedzUsuń
  21. Na świętach zyskuje już tylko handel.. Ludzie kompletnie zapomnieli po co one są..

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo ciekawe "Prima" - na pewno do zapamiętania :)

    OdpowiedzUsuń
  23. czytając tego bloga nie da się nie uśmiechać pod nosem, świetnie napisane :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny wpis. U mnie na święta niestety lekka spina, jak się okazuje zupełnie niepotrzebnie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie święta się tak skomercjalizowały że kosmos...

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetne pisanki, nigdy nie bawiłam sie z dziećmi w takie rzeczy, ale w tym roku na pewno spróbujemy :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo przyjemnie się czytało ten wpis. U mnie wieczne urwanie głowy, ale czasami trzeba zwolnić i docenić :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetne zdjęcia, smakowite ciasteczka i przyjemny wpis :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz.