Wegańskie pierniczki z lukrem z mascarpone oraz wzory do dekoracji do pobrania.

Wegańskie pierniczki z lukrem z mascarpone oraz wzory do dekoracji do pobrania.

Zwykłe pierniczki ociekające miodem, masłem i cukrem pudrem też u mnie będą, na pewno ;) Moje domowe słodyczojady nie zadowolą się tylko i wyłącznie zdrową wersją. W planach mam więc tort makowy z pomarańczami, sernik z chmurką piernikową, dwa rodzaje pierniczków, ale również brownie z fasoli oraz chlebek bananowy. Wigilię spędzimy z jednymi dziadkami, kolejny dzień z drugimi dziadkami, więc eklektyczne pod względem jedzenia święta połączą mięsojadów i cukrożerców z unikającymi cukru wegusami. Obok ryby na milion sposobów, mięsnego pasztetu i sałatki z tuńczykiem na stole staną pierogi z soczewicą, paszteciki z kapustą i jaglany pasztet. Będzie  pysznie, będzie ciekawie i dla wielu domowników na pewno inaczej :)

Dzisiaj przychodzę do Ciebie z przepisem na przepyszne, zdrowe piernikowe ciasteczka (bo prawdziwymi piernikami raczej nie są; tradycyjne piecze się z dojrzewającego przez kilka tygodni ciasta). Mocno cynamonowe, ciemne od kakao, słodkie, rozpływające się w ustach. Dzięki mascarponowemu lukrowi mają ciekawy, oryginalny posmak. Idealne do porannej kawki i popołudniowej herbatki, do torebki, na szoping i spacer do parku. Pięknie udekorowane (na końcu znajdziesz link do pobrania małej instrukcji dekorowania pierników), zapakowane w świąteczną puszkę mogą być pięknym prezentem dla kogoś bliskiego. Poza tym... można je jeść bez wyrzutów sumienia, bo skład bije na głowę wszelkie inne klasyczne pierniki. Bierzcie i pieczcie z tego wszyscy!




KORZENNE CIASTECZKA PIERNIKOWE
wegańskie, zdrowe i pyszne



Potrzebujesz:


szklanka oleju kokosowego bezzapachowego
2 szklanki mąki pełnoziarnistej
łyżka namoczonego siemienia lnianego (może być już gotowe zmielone)
pół szklanki syropu z agawy (lub daktylowego, lub innego słodzidła w płynie)
torebka korzennych przypraw
2 łyżki naturalnego kakao
2 łyżeczki sody


Na lukier:


szklanka serka mascarpone
pół szklanki mleczka kokosowego (tej twardej części)
zdrowy słodzik w proszku, np. ksylitol (ilość wedle uznania)




Zrób tak:


I tu się nieco zawiesiłam, bo najprościej byłoby napisać- wszystko do kupy wymieszaj, zagnieć i wycinaj, ale to by było nieelegancko, więc...

1. Mąkę wymieszaj ze wszystkimi suchymi składnikami, czyli z sodą, kakao i przyprawami korzennymi.

2. Następnie dodaj rozpuszczony olej kokosowy, syrop z agawy i namoczone siemię (jeśli nie masz siemienia, dodaj jajko, ale wtedy już nie będzie wegańsko).

3. Zagnieć kulę. 

4. Rozwałkuj i wycinaj pierniczki. Pamiętaj, że ciastka rosną w trakcie pieczenia.

5. Piecz ok. 10-15 minut w mocno nagrzanym piekarniku (ok. 190 st.).



Zrób lukier:


1. Mascarpone razem z mleczkiem kokosowym ubij mikserem tak, aby miały gęstą konsystencję. Możesz dosłodzić wedle uznania. 

2. Lukier nałóż do rękawa cukierniczego i ozdabiaj ostudzone ciasteczka. 

3. Jeśli chcesz pokombinować z innymi kolorami lukru, użyj barwnika spożywczego.






Jeśli wydaje Ci się, że piękne udekorowanie pierników jest poza Twoimi zdolnościami, to natychmiast przestań tak myśleć. Ja też uważałam się za łamagę, jeśli chodzi o wszelkie cukiernicze robótki. Tymczasem... to jest naprawdę bardzo łatwe! Wystarczy użyć zwykłego, najtańszego rękawa cukierniczego z cienką nasadką (na allegro za kilkanaście złotych) i jedziesz! Kliknij w link i pobierz krótką instrukcję, jak możesz kilkoma prostymi ruchami udekorować swoje ciasteczka. Baw się tym! Przecież o to w tym wszystkim chodzi :)








......




Bądźmy w kontakcie! Zajrzyj na mój Instagram oraz Fanpage- tam jestem aktywna praktycznie codziennie.
Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.

Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.

Grudzień to magiczny czas nie tylko ze względu na Boże Narodzenie, ale na sam fakt oczekiwania i przygotowywania się do nich. W radio pobrzmiewają świąteczne piosenki, w tym nieśmiertelne "Lat Christmas", które z każdym kolejnym grudniem irytuje mnie coraz mniej. Wystawy sklepowe krzyczą milionem błyskających lampek, mechanicznych mikro- Mikołajków i watą, która ma udawać śnieg, tak myślę. Galeria handlowa zamieniła się w jeden wielki trzypiętrowy jarmark, pełen oszałamiających dekoracji, podwieszanych pod sufitem reniferów i choinki wielkiej na kilkanaście metrów. Wczoraj podobno przyjmował pod nią na audiencji niejaki Święty Mikołaj wraz ze swoją dziarską pomocnicą Śnieżynką. Można było wdrapać się Świętemu na kolana, poprosić o wymarzony prezent, a uśmiechnięty od ucha do ucha rodzic mógł nacykać fot do rodzinnego albumu ile chciał. Może kicz, może za dużo komerchy, za bardzo bling bling to wszystko, ale co tam, wyjątkowo mi to nie przeszkadza. Teraz wszystko dookoła mnie może błyszczeć brokatem i cekinami, pobrzękiwać  reniferowymi dzwoneczkami i pachnieć korzennymi przyprawami. Więcej cynamonu? Naturalnie! Głośniej z tym "Last Christmas"? Ależ proszsz! ! Tak, poczułam to i wiesz co? Bardzo się cieszę, że mimo 30-stki na karku nadal zadzieram głowę do nieba i wypatruję pierwszego śniegu. Obym do końca życia tkwiła we frakcji "Jak cudownie, że spadł śnieg", zamiast marudzić w tej drugiej "Cholera, spadł śnieg, trzeba będzie odśnieżyć samochód :/ " 

Grudzień to czas, kiedy odstawiam na półkę moje ulubione kryminały, a do ręki biorę nieco cukierkowe, momentami przesłodzone świąteczne historie. Teraz wszystko ma być dobrze. Teraz wszystko ma się dobrze kończyć. Każda księżniczka ma znaleźć swojego księcia, oczywiście w Boże Narodzenie, pod jemiołą. A co! ;) Zapraszam na zestawienie moich ulubionych świątecznych książek. Lekkich i przyjemnych, które jak nic innego wprowadzą Cię w świąteczny nastrój.



Moje ulubione książki na święta z Bożym Narodzeniem w tle.




1. "Świąteczne marzenie" Amanda Prowse


Ciepła opowieść o miłości osadzona w świątecznym klimacie Nowego Jorku. W dzieciństwie Meg zawsze marzyła o idealnym Bożym Narodzeniu. W tym roku samotna matka przygotowuje baśniową Gwiazdkę dla Lucasowi, małemu synkowi. Na stole stanie pieczony indyk, kolędy ukoją znajomymi nutami, ogień będzie igrał w kominku, a tuż obok niego zawiśnie tradycyjna skarpeta... Meg doskonale wie, że ona i Lucas poradzą sobie sami. Jednak pewna przypadkowa znajomość zmieni wszystko. Nagle święta bez mężczyzny nie wydają się już być taką wspaniałą opcją, tylko co zrobić, kiedy wybraniec serca mieszka za oceanem?






2. "Anioł do wynajęcia" Magdalena Kordel


"Gdybyś całkiem przypadkiem, tam u siebie na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła, anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę. A, i gdybyś mógł mi pomóc w tym, żebym do końca nie zapomniała czym jest miłość i radość..."

"Anioł do wynajęcia" to niezwykła historia, która otula jak ciepły koc, a przede wszystkim przywraca wiarę w ludzi i daje nadzieję.

3. "Obudź się Kopciuszku" Natalia Sońska


Śnieżna sceneria Zakopanego i sylwester spędzony w gronie przyjaciół. Czy może być coś lepszego? Alicja długo wzbraniała się przed wyjazdem. Nie lubiła tłumów i hałasów, a każde święta do tej pory spędzała na dyżurze w szpitalu. Gdy w końcu uległa namowom przyjaciół, nie domyśla się nawet, że jej życie zmieni się całkowicie. Podczas sylwestrowej nocy pozna Michała, tylko czy Alicja obudzi się ze snu, przestanie uciekać i otworzy się na miłość?


4. "Biuro przesyłek niedoręczonych" Natasza Socha


Są listy, których nie można zostawić bez odpowiedzi... Do Biura Przesyłek Niedoręczonych trafiają listy i paczki, które nigdy nie dotarły do adresatów. Zuzanna zaczyna tam pracować, bo ją samą też prześladuje pewien niewysłany w porę list. Z czasem coraz bardziej intrygują ją tajemnice innych ludzi. Kiedy trafia na listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce.




5. "Nie całkiem białe Boże Narodzenie" Magdalena Knedler


Miks kryminału i lekkiej świątecznej powieści. Tak, tak też się da. Zagubiony w lesie pensjonat tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwykłymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić czas właśnie tam. Pewnego poranka w wannie zostaje odnaleziony trup, a kilka godzin później w lesie- kolejny. Do akcji wkracza zabawny detektyw Romanowski- amator ciągutek i dziwnych krawatów.


6. "Serce z piernika" Magdalena Kordel


Zatrzymaj się i rozejrzyj dookoła. Czasami tyle wystarczy, żeby w Twoim życiu zaczęły dziać się cuda. Klementyna, mistrzyni pachnących wypieków, całe życie spędziła na walizkach. W najbardziej niespodziewanych momentach babcia Agata brała ją za rękę i ruszały w nieznane. Dziś w oczach swojej córki Dobrochny widzi ten sam niepokój na widok babci szykującej się do drogi. Klementyna już wie, że przyszedł czas, aby zmienił całe swoje życie...




7. "Hotel pod jemiołą" Richard Paul Evans


Kimberly prawie się poddała. Śmierć matki, dwukrotnie zerwane zaręczyny i nieudane małżeństwo sprawiają, że nie wierzy już w szczęście. Pozwala sobie tylko na jedno marzenie- pragnie napisać powieść o miłości. W urokliwym hotelu Pod Jemiołą organizowany jest konkurs dla początkujących pisarzy. Kim poznaje tam tajemniczego mężczyznę, z którym nawiązuje tajemniczą więź. Taką, jaka zdarza się ludziom podobnie patrzącym na świat. Piękna opowieść o tym, że jeśli nie tracimy wiary, to najlepsze lata naszego życia są zawsze przed nami. 

8. "Oświadczyny" Tasmina Perry


Powieść zawiera w sobie dwie strefy czasowe. Rok 1958- młoda Georgina Hamilton bardzo chce zostać pisarką, choć jej rodzice raczej pragną, by wzięła udział w balu debiutantek i znalazła sobie odpowiedniego kandydata na męża.  Rok 2012-  Amy Carrel jest kelnerką i bardzo kocha się w bajecznie bogatym mężczyźnie z wyższych sfer- Danielu. Jego rodzina nie akceptuje kelnerki, uważają, że byłby to prawdziwy mezalians. W pewnym momencie obie kobiety się spotykają. Georgina szuka młodej damy do towarzystwa, a Amy odpowiada na ogłoszenie starszej pani...




9. "Światło w cichą noc" Krystyna Mirek


Trwają przygotowania do świąt. Na osiedlu położonym na obrzeżach Krakowa lśnią tysiące świateł. Tylko dwa domy stoją ciemne- przedwojenna willa i niewielki budynek obok niej. Antek Milewski po wielu latach wraca do rodzinnego domu. Chce zacząć wszystko od nowa, jednak po przekroczeniu progu wracają przykre wspomnienia. Obok stoi domek, w którym nigdy nie spędza się świąt Bożego Narodzenia, bo tragiczne wydarzenia odebrały radość z tego wyjątkowego dnia. Czy bohaterowie uporają się z przeszłością i odnajdą na nowo spokój? 

10. "Gwiazdka z nieba" Katarzyna Michalak


Co może grozić komuś, kto stracił już wszystko? W śnieżną wigilijną noc na tatrzańskiej przełęczy dochodzi do tragedii. Sześć lat później w mazurskiej chacie nad jeziorem staje się cud. Niektórzy ludzie, choćby mieli wszystko, nie będą szczęśliwi. Nataniel należał do tych drugich. W przeszłości uległ poważnemu wypadkowi, potem zmarła jego ukochana mama, a teraz stracił jeszcze dach nad głową. Nie miał nic, ale zyskał wolność i mógł ruszać w nieznane. Mała chatka miała być tylko przystankiem na jego drodze. Miejscowa legenda głosi, że każdy kto się w niej zatrzyma straci to, co kocha...

11. "Nasze kochane święta" Iwona Poczopko


Historia rodzinna w czterech wigilijnych aktach. Przewrotnie opowiedziana saga rodzinna, wpisana w historię ostatnich dziesięcioleci. Niepolityczna i pod prąd. Zaczyna się w czasach "bujnego Gierka", a kończy w dzisiejszych trudnych czasach. Przy stole Niuty i jej męża Edka spotyka się cała rodzina, raz większa, raz mniejsza, w zależności od ślubów, narodzin dzieci, pogrzebów i rozwodów. Rodzina raz się kłóci, raz kocha, stawia wspólnie czoła problemom, wspiera. Kiedy zaczynają rozmawiać, w ich dyskusje wkrada się polska rzeczywistość i realia. Jest śmiesznie, strasznie, chwilami smutno, ale bardzo po naszemu ;)

12. "Dwanaście niedokończonych snów" Natasza Socha


Zimowy wieczór jest senny, magiczny i pełen cudów. Jak życie. Momo ma 28 lat i żyje w gorsecie własnych ograniczeń. Nie pije kawy, nie patrzy ludziom w oczy, nie kupuje kolorowych ubrań, boi się podróżować. Ma za sobą nieudane małżeństwo i skomplikowane relacje z ojcem. Jej światem jest sztuka- projektuje biżuterię i meble z recyklingu. I wtedy pojawiają się sny. Są jak pomost łączący noc z dniem. Wyznaczają Momo kolejne zadania, które musi wypełniać...







13. "Zimowe serca" Belinda Jones


Wyobraź sobie, że budzisz się w śnieżnej kuli... Właśnie tak czuje się dziennikarka Krista po przyjeździe do Quebeck, gdzie ma zrobić reportaż o zimowym karnawale. Zimne dotychczas serce Kristy zaczyna powoli topnieć, kiedy odkrywa zaczarowany świat pełen lodowych pałaców, psich zaprzęgów i smakołyków z syropem klonowym. W końcu spotyka tajemniczego mężczyznę, równie przystojnego, co szorskiego, który tak jak i Krosty, nosi w sobie sekret...

14. "Wieczór taki jak ten" Gabriela Gargas


Michalina ma 27 lat i sama wychowuje młodszego brata. Mieszkają w przepięknej, malowniczej miejscowości u podnóża Tatr. W codziennych trudach wspiera ją babcia Zosia, właścicielka cukierni "Cynamonowe serca". To za jej radą, by podreperować budżet, wnuczka postanawia na okres Bożego Narodzenia wynająć pokoje dla gości. Do pensjonatu przyjeżdżają tylko cztery osoby- ekscentryczny rozwodnik, który najchętniej wymazałby święta z kalendarza, pani doktor z córką oraz starsza pani, szukająca utraconych wspomnień. Gdy dzień przed Wigilią do drzwi domu Michaliny zapuka ktoś jeszcze, jej życie wywróci się do góry nogami...

15. "Cztery płatki śniegu" Joanna Szarańska


Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni... Ten wyjątkowy czas skrzyżuje ze sobą drogi młodego małżeństwa posądzającego się wzajemnie o zdrady, młodej mamy zmęczonej dobrymi radami teściowej, sknery, którego żona marzy o dziecku, kobiety samotnie wychowującej córeczkę i pewnego przystojnego mężczyzny. 

16. "Moja magiczna Praga" Isabelle Broom


Trzy kobiety. Trzy historie miłosne. Jedno miasto, gdzie spełniają się marzenia. Dla Megan wypad do Prago tuż przed Bożym Narodzeniem z jej przyjacielem ma być tylko inspiracja przed zbliżającą się wystawą fotograficzną. Dla Hope to niespodzianka, jaką zaskakuje ją mężczyzna, w którym się zakochała. Dla Sophie Praga zawsze była magicznym miejscem. Czeka cierpliwie, aż dołączy do niej Robin, jej ukochany, z którym co roku odwiedzają to miasto. Ale jego przyjazd niepokojąco się opóźnia...



17. "Siedem dni razem" Franceska Hornak


Dowcipna, pełna celnych obserwacji powieść o tym, co czeka rodzinę, gdy podczas świąt zmuszona jest odbyć tygodniową kwarantannę. Rodzina Birchów wyjeżdża na święta Bożego Narodzenia do podupadającej wiejskiej posiadłości. Będą odcięci od świata przed 7 dni, skazani są na własne towarzystwo. Winny temu jest wirus haag i Olivia,która leczyła w Afryce ofiary epidemii i musi odbyć tygodniową kwarantannę wraz ze swoją rodziną. W narzuconej, nie zawsze wygodnej bliskości nic nie może zostać długo w ukryciu...

18. "Tam gdzie czekał anioł" Dorota Schrammek


Mama dwójki dorosłych dzieci, którą przerastają problemy, wyjeżdża za granicę, aby uporządkować soje życie. Podejmuje pracę jako opiekunka starszego małżeństwa. Wkrótce na drodze bohaterki pojawiają się osoby, które zmienią jej życie. Małe niemieckie miasteczko powoli staje się dla Beaty oaza spokoju, jednak ta pozorna równowaga zostaje zakłócona zaskakującymi wiadomościami. Pozytywna, pełna nadziei i przebaczenia opowieść, która zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem.

19. "Dwanaście życzeń" Karolina Głogowska, Katarzyna Troszczyńska


Dagna to młoda dziewczyna z małej miejscowości, której bardzo się wstydzi. Pracuje w telewizji i choć w swoim programie przekonuje widzów o magii rodzinnych świąt to sama nie ma zamiaru odwiedzać rodziców. Jej plany ulegną jednak zmianie, gdy szef przydzieli jej zadanie przygotowania reportażu o bożonarodzeniowym cudzie w jej rodzinnej miejscowości. Czy istnieje lepszy okres niż Boże Narodzenie, aby przewartościować swoje życie, odnaleźć miłość sprzed lat, odnowić więzi rodzinne i docenić to co mamy?

20. "Świąteczna kafejka" Amanda Prowse


Bea nie wierzy w tak zwane drugie szanse. Jest 53- letnią wdową, która musi zmierzyć się z faktem, że już na zawsze pozostanie samotna. Nie mogąc sobie poradzić z nieukojonym żalem i  ogromnym poczuciem lęku, ucieka w ciężką, tytaniczną pracę, poświęcając się bez reszty prowadzeniu kafejki. Pewnego dnia Beat dostaje maila od właścicielki kafejki w Edynburgu. Kobieta namawia Beę do przyjazdu do Szkocji na Boże Narodzenie.  magicznej scenerii romantycznego Edynburga Bea odkrywa sekrety przeszłości, o których nie da się zapomnieć...







Masz swoje ulubione świąteczne tytuły? Może jest jakaś książka, która powinna znaleźć się na mojej liście? Pisz, chętnie odkryję nowe historie! :)
Jod a niedoczynność tarczycy.

Jod a niedoczynność tarczycy.

Dzisiaj zapraszam Ciebie na drugi artykuł z cyklu o zdrowej tarczycy. Ten post miał się początkowo pojawić w niedzielę, przynajmniej takie ambitne miałam plany, ale temat leczenia tarczycy jest tak rozległy, że zupełnie się pogubiłam pisząc o wszystkim jednocześnie. Chciałabym napisać Ci o diecie, suplementach, aktywności fizycznej, szkodliwości stresu, o fluorze i jodzie... i o wielu, wielu innych rzeczach. Dlatego będę pisała po trochu. Co tydzień opiszę jeden temat związany z niedoczynnością tarczycy i jej naturalnym (w miarę) leczeniem. Dzisiaj opowiem Ci o jodzie. Jest on tak bardzo ważny zarówno w profilaktyce chorób tarczycy, jak i w leczeniu niedoczynności, że zdecydowanie zasługuje na osobny artykuł.







Co to właściwie jest ten jod? Wiadomo, pierwiastek chemiczny, tak jak uczono nas w szkole, ale co poza tym? Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, jak ważnym dla ludzkiego organizmu pierwiastkiem jest jod? Pewnie nie. Ja również do niedawna nie rozkminiałam za bardzo co też ten jod robi, czym grozi jego niedobór, nad dawkami jodu również się nie zastanawiałam. Ot, przyjmowałam regularnie suplementy diety dla kobiet, święcie wierząc, że ten, kto je wyprodukował, wiedział co robi. O, ja naiwna...

Teraz trzymaj się mocno poręczy albo oparcia krzesła, albo czegokolwiek, co masz pod ręką, bo to, co zaraz przeczytasz zwali Cię z nóg. W każdym razie mnie zwaliło, a jak już się podniosłam, to zaczęłam dla Ciebie pisać. Słuchaj, okazało się, że zalecana w Polsce dzienna dawka jodu, to, uwaga, 0,15 mg na dobę. Niby ok, bo takie zalecenia można wyczytać na większości ulotek czy też na stronach internetowych. Tymczasem, jeśli tylko zadasz sobie odrobinę trudu i pogrzebiesz nieco w informacjach, które notabene wcale nie są jakieś utajnione, odkryjesz, że w różnych krajach określone są większe dawki. Generalnie oscylują w granicach 1-2mg na dobę. Idąc dalej- dieta przeciętnego Japończyka zawiera około 5-7mg jodu. Czujesz to? Japończyk zjada 100-krotnie więcej jodu niż zaleca się Europejczykom! I teraz postaw sobie pytanie- kto jest zdrowszy: Europejczyk czy Japończyk? Kto żyje dłużej? Kto ma zdrowsze serce? Płuca, wątrobę i tarczycę? Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to z chęcią Cię poinformuję, iż w Japonii jest o wiele niższy procent schorzeń tarczycy i dużo niższa zachorowalność na nowotwory, które wiążą się z niedoborem jodu. Takimi nowotworami są przede wszystkim: rak piersi, rak jajników, prostaty i, tak, tarczycy. Kropką na "i" niech będzie informacja, że w mieście Kioto mieszka kilka razy więcej stulatków niż w całych wielkich Stanach Zjednoczonych.



Objawy niedoboru jodu.


- osłabienie, senność, zmęczenie, apatia
- problemy z koncentracją i pamięcią
- wypadanie włosów, sucha skóra, łamliwe paznokcie
- zimne dłonie i stopy, obniżona temperatura ciała
- kurcze mięśni, bolesne stawy i mięśnie
- bóle głowy, depresja, zły nastrój
- obrzęki twarzy, zwłaszcza powiek


A teraz, proszę, zajrzyj tutaj i porównaj objawy niedoczynności tarczycy z objawami niedoboru jodu. Zaskakująco się pokrywają, prawda?


Niestety znaczna część populacji na świecie cierpi na mniejsze lub większe niedobory jodu (dane zawarte w "National Health and Nutrition Examination Surveys"). Z jednej strony ludzie ograniczają sól jodowaną (i dobrze), a z drugiej strony nie zdają sobie sprawy, jak ważny w diecie jest jod i nie szukają dobrze przyswajalnych jego źródeł. W efekcie mamy święta trójcę pierwiastków, które są najbardziej deficytowe w organizmie ludzkim- jod, selen, magnez- wszystkie trzy są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania tarczycy.

Zdrowy, sprawnie działający mechanizm bez problemu przeciwstawia się infekcjom, jednak długotrwały niedobór minerałów, w tym właśnie świętej trójcy wyżej wymieniowej, negatywnie wpływa na układ odpornościowy. Dobrze funkcjonujący układ immunologiczny jest niezbędny do prawidłowej pracy tarczycy. Jeśli organizm się nie broni, chorujemy, w tym choruje tarczyca.



Bez odpowiedniego poziomu jodu nie ma zdrowej tarczycy.


Trzeba to sobie powiedzieć jasno. Spożywamy za mało jodu. Normy są zaniżone. Tymczasem dostarczany w odpowiednich ilościach jod potrafi nie tylko regulować dysfunkcyjną tarczycę, ale również wspierać wszelkie zaburzenia hormonalne. Nie bez powodu brak jodu wymieniany jest jako jedną z przyczyn tendencji organizmu do zachorowań na "kobiece" nowotwory- jajniki, piersi, macicy... Jod = zbalansowana gospodarka hormonalna. Oczywiście upraszczam, bo to nie zależy tylko i wyłącznie od jodu, ale jego właściwy poziom wspiera zdrowie oraz potrafi uchronić przed nowotworem. Jest potrzebny naszemu metabolizmowi właściwie we wszystkich procesach, wspomaga tarczycę, która kontroluje Twój metabolizm- to jest wielka sprawa.



Anty-bakteryjny, anty- grzybiczy i anty- wirusowy pierwiastek.


To jest naprawdę fascynujące, że jod, poza oczywistym wspieraniem układu hormonalnego, pomaga też zwalczać ogromną ilość wewnętrznych i zewnętrznych bakterii, grzybów i wirusów. Niszczy każdego rodzaju patogeny, w tym pleśń. Jest niezastąpiony w stanach zapalnych organizmu; mówiąc krótko- jeśli mamy odpowiedni poziom tego pierwiastka, stany zapalne goją się szybciej i mniej dają się we znaki. Jod ma działanie podobne do antybiotyku, bo działa zarówno na grzyby, jak i na wirusy (antybiotyk działa tylko na bakterie- o czym tak często wszyscy zapominamy, ładując w siebie antybole bez opamiętania, ale to zupełnie inny temat). Poza tym nie zabija naturalnej flory bakteryjnej jelit, jak to bywa często w przypadku antybiotykoterapii. Bardzo cieszą mnie najnowsze badania, które mówią, iż antybiotyki nie zabijają bakterii do końca, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy już zdrowi, gdyż te małe paskudy przyczajają się, rosną, rozwijają się i mutują, żeby potem zaatakować z większą intensywnością. Nie muszę chyba dodawać, że owe zmutowane bakterie są już odporne na antybiotyk? Nie, nie twierdzę tutaj, że nie podam już nigdy moim dzieciom antybiotyku, że nie skorzystam z tej możliwości. Doceniam postęp medycyny i fakt, że ratuje ludziom życie w kryzysowych sytuacjach. Bardzo jednak bym chciała, abyśmy rozsądniej korzystali z tego dobrodziejstwa,jakim są antybiotyki i nie zażywali ich na przysłowiowy katar.

Jod zabija do 90% grzybów w kontakcie ze skórą w czasie mniejszym niż 90 sekund!



Jod robi nam dobrze na każdym polu!


1. Zapobiega udarom i zawałom serca.
2. Wspiera proces regeneracji komórek.
3. Niszczy zmutowane komórki, przez co zapobiega nowotworom.
4. Reguluje ciśnienie krwi.
5. Reguluje poziom cukru we krwi.
6. Pomaga wchłaniać białko.
7. Zmniejsza wpływ promieniowania z urządzeń elektronicznych.
8. Wspiera zdrowy rozwój płodu.
9. Reguluje produkcję estrogenu w jajnikach.
10. Płukanka z jogu (płyn Lugola) usuwa ból gardła w ciągu 30 minut.
11. Pobudza porost włosów (nałożony na głowę, znów płyn Lugola)


etcetera...



Jak sprawdzić, czy masz niedobory jodu.


Nie jestem pewna, czy można zrobić badanie poziomu jodu z krwi. Dzwoniłam do trzech laboratoriów i w każdym powiedzieli mi, że teoretycznie można, ale oni tego nie robią. Jeśli wiesz, gdzie można zrobić takie i badanie i czy w ogóle, to daj znać.

Jest jeden sposób laboratoryjny, o którym dowiedziałam się w lokalnym laboratorium. Najpierw należy przyjąć dużą dawkę jodu, czyli mniej więcej 80 mg, a następnie zbierać cały (!) mocz przez dobę. Jeżeli 90% spożytego jodu pojawi się w moczu, jest ok. Jeśli mniej- mamy niedobory. Wadą tej metody jest brak precyzji w określeniu jak wielkie mamy niedobory, poza tym które laboratorium przyjmie i zbada wiadro, sorry za kolokwializm, ale sików??

Najlepszym sposobem jest test skórny. Kup w aptece płyn Lugola, następnie zrób plamę o średnicy ok. 3 cm na brzuchu, udzie lub ramieniu. Jeśli plama wchłonie się przed upływem 12h, masz niedobory. Im szybciej się wchłania, tym większe masz niedobory. Codziennie aplikuj taką plamę, aż przestanie się wchłaniać. Twoje ciało intuicyjnie wchłonie taką ilość, jaka jest mu potrzebna. Wielkim plusem tej metody jest to, że mogą ją stosować nawet osoby z Hashimoto, bo musisz wiedzieć, że doustna suplementacja jodem jest ryzykowna w chorobie Hashi- tutaj obowiązkowo musi wejść dobry, MĄDRY lekarz.



Źródła jodu.


- owoce morza, ryby, sól morska, wodorosty, masło, ananas, szparagi, karczochy, jajka, zielone warzywa (im ciemniejsze, tym lepiej), spirulina, chlorella.

My (ja i moje rodzina, znaczy się) jako wegusy nie jemy ryb, więc ta droga odpada. Poza tym nawet jedząc ryby nie dostarczymy odpowiedniej ilości jodu, bo musielibyśmy zjeść ponad kilogram ryb dziennie, a następnie popić je kilkoma litrami czystka, żeby odtruć się z tych wszystkich metali ciężkich. 



Trzymaj się z daleka od fluoru!


Święta fluoryzacja w szkole... Fluor, obok bromu i chloru, jest antagonistą jodu, czyli raz- utrudnia wchłaniane, dwa- wypłukuje jod. Może się okazać, że przyczyną niedoczynności tarczycy jest właśnie nadmiar fluoru  diecie. Domyślam się, że to dość kontrowersyjny pogląd, zważywszy na niesamowity kult fluoru w kontekście zdrowych zębów, ale serio... moje dzieci nie myją zębów pasta z fluorem, zresztą ja i M. również, i nie wpłynęło to negatywnie na nasze uzębienie, myślę, że wręcz przeciwnie. Fluor znajduje się jeszcze w kawie, herbacie, w tym zielonej, w plastiku oraz kubkach, w których podaje się kawę na wynos.



Jod + selen = para idealna.


Pamiętaj, bo to bardzo ważne, żeby jod zawsze łączyć z selen. Nie należy stosować tylko jodu, tak jak nie powinno się stosować tylko selenu., 




Jeśli interesują Cię artykuły z cyklu jak leczyć tarczycę, na dole bloga są etykiety- wystarczy, że klikniesz w "tarczyca" i wyświetlą Ci się wszystkie z tego cyklu.



.....




Będzie mi miło, jeśli udostępnisz ten post i puścisz go dalej w świat. Dziękuję!


Uruchom magię- czyli 23 propozycje na 23 dni do Bożego Narodzenia.

Uruchom magię- czyli 23 propozycje na 23 dni do Bożego Narodzenia.

Czasami jest tak, że magia dzieje się sama, a czasami trzeba ją sobie stworzyć. W tym roku jest jakoś inaczej... Mam wielki problem z wejściem w klimat. Ciągle wydaje mi się, że mam tyyle czasu. Tymczasem dzisiaj grudzień zapukał do moich drzwi, a ja, nieco zdziwiona i skonsternowana, zastanawiałam się, czy aby na pewno nie pomylił adresu. Już? Grudzień? Jak to tak przyszedł bez swojej magii? Nie czuję, no nie czuję i jestem na siebie za to odrobinę zła. Dlatego, proszę ja Ciebie, rozpoczynam dzisiaj akcję "Uruchom magię!". Nie będę czekała aż sama się pojawi- stworzę ją sobie sama. O! Do Bożego Narodzenia zostały 23 dni- nie liczę Wigilii. Poniżej przedstawiam Ci moją subiektywną listę 23 rzeczy, które możesz zrobić Ty sama lub ze swoją rodziną, żeby poczuć odrobinę bardziej grudniowo- świąteczny klimacik. Ja mam taki plan, aby zrealizować każdy punkt mojej listy, a potem opisać go na blogu. To co? Działasz ze mną?


Uruchom magię! 23 propozycję na 23 dni do Bożego Narodzenia



1. Kalendarz adwentowy.


To naprawdę świetna zabawa, nawet dla dorosłych. Jest mnóstwo gotowych propozycji kalendarzy adwentowych np. z miniaturkami kosmetyków lub z herbatą. Możesz więc zrobić sobie przyjemność i niczym dziecko co rano biec do kalendarza, żeby otworzyć kolejne okienko. Kalendarz dla moich córek to obowiązkowy grudniowy rytuał. Mamy taki piękny, ręcznie robiony przez moją koleżankę. Wkładam do niego drobne prezenty, np. naklejki, spinki, długopisy, notesiki, bransoletki itp. W tym roku pierwszy raz pokusiłam się o stworzenie kalendarza tylko z zadaniami. Czasami są to zadania tylko dla dzieci, czasami dla całej rodziny. 



Przykładowe zadania, jakie znalazły się w naszym kalendarzu:


- robimy własnoręcznie kartki świąteczne
- pieczemy i ozdabiamy pierniczki
- jedziemy do schroniska z karmą i kocami dla psów
- lepimy bałwana, idziemy na sanki (oby tylko był śnieg)
- oglądamy świąteczną bajkę
- wieczór gier planszowych i picia kakao
- czyścimy buty (nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie Mikołaj przynosi mikołajkowe prezenty do buta ;) - robimy świąteczny manicure (obie moje córki kochają malować paznokcie :) )
- robimy szlachetną paczkę tutaj
- czytamy wspólnie świąteczną książkę



2. Świecznik adwentowy.

Idea jest taka, że w każdą niedzielę adwentu zapala się jedną świecę, zaczynając od tej największej. W sklepach możesz znaleźć mnóstwo pięknych, niezwykle bogato zdobionych świeczników, jedna są tradycyjne ze świecami, inne elektryczne. My dzisiaj zrobiliśmy swój własny. Pan mąż nabył droga kupna cztery świece, a ja z dzieciarnią rozpoczęłam produkcję. Efekt bardzo mi się podoba, chociaż nie napracowałam się zbytnio. Ot, na podłużnej tacy położyłam kilka zielonych gałęzi, wetknęłam w nie świecie, dookoła ozdabiając orzechami, anyżem, laskami cynamonu i tym, co miałam akurat pod ręką. Hmm nie brzmi to dobrze, ale nie będę Ci tutaj udawać, że jestem master of handmade, jak nie jestem, no! Za to master of improwizacji to już bardziej ;) Tak czy siak, klimacik jest, i jak pachnie igliwiem mmm :)



3. Wieniec z orzechów włoskich.


Lub jakikolwiek wieniec, który zrobisz samodzielnie bądź z dziećmi, ewentualnie z facetem lub z mamą. Serio, nawet przez chwilę nie myśl, że nie dasz rady albo nie masz czasu. Chcesz poczuć grudniową magię? To zakasaj rękawy i dalej do roboty. Instrukcji jak zrobić własnoręcznie świąteczny wieniec znajdziesz w internetach od groma. My planujemy robić wieniec z orzechów włoskich, bo wydaje się w miarę prosty, nieco rustykalny i oryginalnie się prezentuje. Poza tym... mamy w domu w cholerę orzechów i jeśli nie znajdę sposobu na ich utylizację, bo zamienimy się wszyscy   w wiewiórki, jak Boga kocham. Wieniec mamy w planach już niedługo, więc stay tuned.



4. Nadziej pomarańcze goździkami. Ususz w piekarniku plasterki pomarańczy.


Czy krótko mówiąc- pokombinuj z pomarańczami. I porozkładaj w różnych miejscach domu. Zapach pomarańczy połączonej z goździkami jest obłędny- tak według mnie właśnie pachną święta. Plasterki zawieś na sznureczku, stwórz coś w rodzaju pomarańczowej girlandy, możesz nimi ozdobić okno kuchenne na ten przykład. Klimat świąteczny gwarantowany. Pachnie tak, jakbym znowu miała 5 lat i czekała na pomarańcze, które wtedy jeszcze były tylko na święta. To były czasy ;)



5. Poskładaj domek z piernika.


My mamy już za sobą jeden domek z piernika w tym roku. Jednego dnia wysychał na jego dachu śnieg, tfu lukier znaczy się, a następnego dnia po domku zostały ino okruchy. Zeżarli. No zeżarli, jak Boga kocham, cały domek, co to na święta na stole miał oczy cieszyć! Także tego... wpisuję stworzenie kolejnego domku w jakiś grudniowy czarny wieczór i pilnowanie tegoż jak oka w głowie!  Jeśli nie masz czasu na bawienie się w ciasto piernikowe, latanie po mieście w poszukiwaniu foremek itede, to firma Tago ma w swojej ofercie gotowy już domek- tylko do poskładania i ozdobienia. Minimum pracy, maksimum radochy. Wrzucę zdjęcie, jak stworzymy nasz domek. (edit. oto i jest!)



6. Pójdź na roraty.


Jeśli jesteś wierząca, to nie trzeba Ci o tym przypominać, bo i tak pójdziesz. Jeśli z wiarą nie zawsze Ci po drodze, to tym bardziej idź. Weź dzieciaki i idź. Po prostu spróbuj, może to będzie najmagiczniejsza historia, jaka Wam się przydarzyła. W każdym razie adwentowe chodzenie na roraty to jedne z moich najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam ciemne ulicy, rękę Babci, która ściskała mnie mocno i morze malutkich światełek płynących w ciszy w stronę kościoła. I jeszcze płatki śniegu spływające w tej ciszy z nieba tez pamiętam. W tym roku mała Mimi pierwszy raz dostała swój własny lampion. 



7. Zrób listę prac i plan porządków przedświątecznych.


Zanim usłyszę tutaj głosy oburzenia, że porządki to nie relaks! Że o przyjemnościach przecież miałam pisać! O klimacie i wprowadzaniu się w nastrój! Więc (tak, wiem, że nie zaczyna się zdania od "więc") zanim to wszystko usłyszę, to powiem tylko, że ja również jestem zdania, iż Jezus narodzi się nawet, jeśli nie umyjesz okien... ale czyż nie przyjemniej jest jednak świętować z czystymi oknami? Poza tym wiele razy i moja mama, i ja zostawiałyśmy przedświąteczne sprzątanie na ostatnią chwilę. Potem latałyśmy na szmacie jak dzikie dzień przed Wigilią, żeby w efekcie usiąść do wieczerzy zarobione jak konie po westernie. Nie chcę tak, nie lubię tak. Dlatego na początku grudnia robię listę zadań do wykonania, codziennie jedna mała rzecz, a potem konsekwentnie ją realizuję. Porządki mnie relaksują, a czyste mieszkanie, które wyłania się nagle bez pośpiechu i napinki, jest warte odrobiny mobilizacji.



8. Napij się zimowej herbatki.


Gorący Earl grey z miodem, anyżem i plastrem pomarańczy, ewentualnie z laską cynamonu. Herbata o smaku Bożego Narodzenia, grudnia i wieczoru przy kominku po lepieniu bałwana- przysięgam. Mój napój no 1 o tej porze roku.



9. Upiecz z dziećmi cynamonowe ciasteczka.


Łap przepis:


Kostkę masła zagnieć z 2 szklankami mąki razowej, 3 jajkami, 1/2 szklanki brązowego cukru, łyżeczką sody i 3 łyżeczkami cynamonu. Nie musisz chłodzić ciasta w lodówce, nie musisz cudować, ot zagnieć wszystko do kupy, ukulaj ciasto, rozwałkuj i wycinaj ciasteczka. Kształt dowolny. O tej porze roku preferowane gwiazdki. Piecz 15-20 minut w temp. 170 st. Voila! Aromatoterapia we własnej kuchni gwarantowana. Aha i jeszcze jedno- pozwól dzieciakom dekorować, uzbrój się w cierpliwość i udawaj, że nie widzisz tego syfu w kuchni.



10. Peeling pachnący pomarańczą i cynamonem.


Zrób sobie dobrze w łazience- jakkolwiek dwuznacznie to brzmi- i natrzyj się pomarańczowo- cynamonowym peelingiem. Będziesz potem przez wiele godzin pachniała jak świąteczne ciasteczko.

Zrób tak:


Pół szklanki kawy mielonej wymieszaj z kilkoma kroplami olejku pomarańczowego, łyżeczką cynamonu i szczyptą goździków w proszku. Dodaj tyle oleju kokosowego (lub innego ulubionego), aby uzyskać gęstą papkę. Natrzyj się cała po prysznicu, wdychaj ile się da, a potem spłucz. Ostrzegam- ustrojstwo lubi zostawać w pępku, także ten, zmyj dokładnie ;)



11. Podziwianie dekoracji i oświetlenia na Rynku.


Właściwie każde miasto w mniejszym lub większym stopniu ozdabia ulice na święta, a już centralny punkt, czyli Rynek właśnie szczególnie. Jeśli mieszkasz w małym miasteczku, jak ja, wybierz się do najbliższego dużego miasta na spacer wieczorową porą, a później wstąp do pijalni czekolady na kubek gorącego czekoladowego szczęścia- mocny punkt na mojej liście grudniowych to do- już niedługo :)



12. Jarmark świąteczny.


Rok temu po raz pierwszy zabraliśmy dziewczynki na świąteczny jarmark. Kupiliśmy naręcze jemioły, zjedliśmy po kawałku lokalnego piernika, wąchaliśmy te wszystkie ręcznie tworzone miody, syropy i nalewki, i strasznie żałowaliśmy, że możemy zabrać ze sobą do domu absolutnie WSZYSTKIEGO. W tym roku zamierzam nareszcie napić się jarmarkowego grzańca- ku uczczeniu zakończenia 3-letniego kp ;)



13. Kup świąteczną zastawę.


No dobra, niech będzie kubek chociaż. Albo serwetnik. Albo talerz na pierniki. Taki jak mój na przykład. Upolowałam go w sklepie z używanymi rzeczami, a jakże. Germański, jak to skomentował mój Pan Mąż. Ręczna robota, pod obrazkiem podpis tego, który malował, z 1938 roku. Piękny. Już zacieram rączki na myśl o tym, jak cudownie będą się na nim prezentowały moje pierniki.




14. Przygotuj własne dekoracje na choinkę.


Pamiętam te niekończące się sznury z papieru, które namiętnie produkowałam przed każdą Gwiazdką  i pamiętam moją mamę, które twierdziła, że to najpiękniejsze świąteczne dekoracje ever :) Jeszcze do niedawna Zu również takie tworzyła. Teraz twierdzi, że jest za stara... hmm, no tak, 11-latce nie przystoi, wiadomka. Mimo wszystko mam w planach wciągnąć obie moje dziewczyny w jakieś niewielkie ręczne robótki. Może przygotujemy gwiazdę z papieru, może bombkę z bibuły? Cokolwiek, byle razem, i niech Kevin sam w domu po raz enty w tle zostaje, a niech mu będzie.



15. Udekoruj dom lampkami.


 W temacie dekoracji pozostając- nic tak nie tworzy klimatu, jak delikatne światło lampek. Mam fioła na punkcie lampek i najchętniej cały dom bym w nie omotała. Lampki przy łóżku, lampki na biurku, lampki przy oknie, lampki w kuchni... Nie polecam popadania w taką skrajność, ale sznurek ładnych lampek naprawdę może wprowadzić przytulny nastrój, spróbuj.



16. Świąteczne świeczki.


Jako świecomaniaczka nie wyobrażam sobie grudnia bez świec. Jesień i zima to czas, kiedy palą się u mnie codziennie. Dodają ciepła, wprowadzają przytulny klimat. Takie o zapachy pieczonego jabłka z cynamonem, wanilii i kardamonu nie tylko pięknie wyglądają, ale również nastrajają bardzo świątecznie. Yankee Candle ma w swojej ofercie świece o wiele mówiących nazwach "Christmas Cookie", Christmas Magic" CZY "Christmas Memories". Wszystkie ich świąteczne zapachy pachną obłędnie, zapachy są trwałe i utrzymują się na długo po zdmuchnięciu świecy. 



17. Zrób samodzielnie świece!


Jeśli nie Yankee, to... może handmade? Dlaczego nie! Jutro rozpoczynam produkcję jabłkowych świeczek. Robi się je śmiesznie łatwo- wydrążasz w jabłku otwór wielkości tealighta- czyli takiej małej świeczuchy, wsypujesz trochę cynamonu, wciskasz tealighta i zapalasz. Zapach obłędny, no i ciekawie wygląda.



18. Wybierz się na farmę choinek.


Nie, to nie żart. Czy wiesz, że, tak jak istnieją farmy dyń, tak powstają farmy choinek? To jest takie miejsce, gdzie dostajesz do ręki siekierkę i, za odpowiednią opłatą oczywiście, ruszasz między drzewka, żeby znaleźć to właściwe. A następnie machasz, machasz i machasz, a potem jeszcze więcej machasz... i jak już się tak namachasz i zetniesz choineczkę, może ją zabrać do domu. Jeśli natomiast preferujesz sztuczne choinki, kup chociaż kilka gałązek i staw do wazonu. Ten zapach....



19. Podziel się tym, co masz.


Nawet, jeśli masz niewiele. Kup misia z Rossmanna, wspomagając tym samym fundację TVN "Nie jesteś sam". Dołącz do Szlachetnej Paczki, zawieź ubrania i zabawki do domu samotnej matki, podaruj karmę i koce psiakom ze schroniska. Możesz również wirtualnie zaadoptować zwierzaka, przelewając co miesiąc dla niego min. 30 złotych, zapewniasz mu jedzenie i opiekę weterynarza. My już mamy pod swoją opieką jednego psiaka, ale potrzebujących czworonogów jest bardzo dużo. Jest wiele opcji, żeby pomóc nie tylko od święta, ale święta to idealny czas, aby zacząć. 



20. Świąteczne filmy.


Nie będę się rozpisywała, bo o świątecznych filmach i książkach powstaje osobny post. Grudzień to czas, kiedy w zasadzie nie oglądam  tego, co leci w telewizji, tylko odpalam jeden za drugim moje ukochane filmy z Bożym Narodzeniem w tle. Tak, "Love Actually" nadal wygrywa wszystko, mimo że znasz teksty na pamięć ;) 



21. Świąteczne książki.


Jak wyżej. Już niedługo pojawi się post z moimi książkowymi hitami o świętach, miłości, pojednaniu, zimowych cudach, czyli żadnych horrorów, katastrof i morderstw! Ma być słodko, rodzinnie i koniecznie wśród białego puchu ;) Tylko w grudniu taka ilość słodyczy jest w stanie przejść przez mój czytelniczy gust. 



22. Świąteczna muzyka.


Kolędy zachowuję na Wigilię i Boże Narodzenie. Wcześniej słucham namiętnie świątecznych piosenek, przy czym płyta Michela Buble króluje u mnie od lat. Jeszcze żadna inna jej nie pobiła.





23. Zrób z gotowania event!


Moja ostatnia rada do wykorzystania ostatniego dnia przed Wigilią. Wiem z doświadczenia, że najgorsze co można zrobić sobie i rodzinie, to na pełnym wkurwie siedzieć do późnej nocy w kuchni, traktować szykowanie wigilijnych potraw jak karę za grzechy i warczeć potem na domowników, jakby mieszkali z Tobą za karę. Wiem, że ten ostatni dzień przed świętami bywa napięty i łatwo o zły nastrój. A przecież ma to być czas radości! Nie wolno nam o tym zapominać. W tym roku planuję zagonić do kuchni moje córki, Panu Mężowi wręczyć w dłoń mikser, a w tle odpalić Michaela. Może nawet jakąś naleweczkę rozleję do kieliszków (dzieciom wystarczy soczek, ofkors) i zagniatając ciasto na pierogi po raz kolejny wysłucham opowieści mojej mamy o tym, jak ugotować idealny barszcz- tym razem zrobię to z uśmiechem, mimo że mama mówi mi o tym co roku od 15 lat ;)



Udanego grudnia! 


10 powodów, dla których powinnaś pić czystek.

10 powodów, dla których powinnaś pić czystek.

Czystek zagościł w moim domu mniej więcej pół roku temu, kiedy szukając suplementów diety i ziół, które mogłyby pomóc Zu walce z niedoczynnością tarczycy, trafiłam na fantastyczną książkę Beaty Abramczyk "Hashimoto. Moja droga do uzdrowienia siebie". Zarówno w książce, jak i na blogu Beata sporo pisze o czystku i jego cudownych właściwościach nie tylko, jeśli chodzi o wpływ na funkcjonowanie tarczycy, ale ogólnie na całe ciało. Zaczęłam głębiej interesować się tematem, aż w końcu postanowiłam spróbować. Zu codziennie do szkoły zabiera pełen termos czystka z miodem, a ja zaparzam sobie kubek tego płynnego złota zamiast popołudniowej kawy. Mimi, moja młodsza córka, również powoli przekonuje się do czystka, co mnie bardzo cieszy, bo widzę po sobie i po Zu, że on naprawdę działa. 



10 powodów, dla których powinnaś pić czystek.



1. Czystek czyści.


Dokładnie tak! Czyści nasz organizm ze szkodliwych substancji, w tym z metali ciężkich. Między innymi polecany jest palaczom oraz mieszkańcom dużych miast. Fantastycznie detoksykuje, co widać już po kilku pierwszych dniach regularnego (!) picia czystka. Na twarzy mogą pojawiać się wypryski, mocz staje się ciemniejszy, możliwy jest również delikatny ból nerek. To wszystko minie, kiedy organizm pozbędzie się nagromadzonych toksyn.


2. Leczy przeziębienia.


Sprawdziłam na sobie, kiedy dwa tygodnie temu przez nasz dom przetoczyła się fala choróbska. Piłam czystek z miodem i imbirem i skończyło się tylko na lekkim dwudniowym katarze. Do tego witamina C moja ulubiona od Anny Bee (o naturalnych syropach z wit. C pisałam tutaj) i zażegnałam widmo tygodniowego męczenia się z grypą, jak to co roku u mnie bywało o tej porze. Dlaczego tak? Czystek jest niezwykle bogaty w polifenole, przez co idealnie nokautuje wszelkie drobnoustroje.


3. Łagodzi ból gardła i obrzęk krtani.


Dzięki swoim silnym właściwościom przeciwzapalnym przynosi ulgę w bólu gardła, a niezastąpione polifenole atakuję wirusy odpowiedzialne na obrzęk krtani.


4. Odmładza.


Albo przynajmniej spowalnia proces starzenia- też mi pasuje ;) Te same polifenole, które pomagają w walce z przeziębieniem, są silnymi naturalnymi antyoksydantami, trzymającymi kolagen w ryzach oraz przyczyniającymi się do likwidacji wolnych rodników, a te jak wiadomo są odpowiedzialne za starzenie się komórek.


5. Zwalcza trądzik.


Oraz zmniejsza widoczność blizn potrądzikowych, wygładza cerę, poprawia koloryt. Wspomaga walkę z łuszczycą, nawracającymi cystami na twarzy (takie podskórne bolesne grudki) oraz atopowym zapaleniem skóry. Poprzez swoje działanie przeciwzapalne i regulujące wydzielanie sebum pięknie wpływa na czyszczenie cery z tych wszystkich syfów, których my kobiety tak bardzo nienawidzimy.


6. Zabija bakterie w jamie ustnej.


Na śmierć- cytując pewną reklamę telewizyjną. Dzięki swoim właściwościom antybakteryjnym, sprawdzi się jako naturalny płyn do płukania jamy istnej, a w odróżnieniu od chemicznych płynów, nie zawiera szkodliwych dodatków, np. triklosanu, który jest tak toksycznym środkiem, że nie wiem co on w ogóle robi w płynie do płukania ust.


7. Łagodzi objawy alergii.


Alergicy przyznają, że w czasie pylenie uczulających ich roślin kubek naparu z czystka dziennie potrafi przynieść sporą ulgę!


8. Działa rewitalizująco.


Odświeża organizm, szybko dodaje energii, usuwa oznaki zmęczenia. Ja, która jeszcze do niedawna wypijała trzy kawy dziennie, bez problemu pozostaję przy jednej, małej rano. Dwie popołudniowe zastąpiłam czystkiem. Nie zauważyłam spadku energii, a wręcz przeciwnie.


9. Wspomaga pracę tarczycy.


Widzę po Zu, że ma więcej energii, szybciej się regeneruje. Mam nadzieję, że słynne działanie przeciwzapalne czysta pozwoli na tyle wyciszyć stany zapalne w organizmie Zu, że uda nam się nieco zmniejszyć ilość podawanego hormonu.


10. Ma działanie antynowotworowe.


Najważniejszą rzecz zostawiłam na koniec. I znowu muszę wspomnieć o działaniu przeciwzapalnym i bogactwie polifenoli, z których słynie czystek. Wiele wskazuje na to, że regularnie picie naparu z czystka zapobiega nowotworom: żołądka, jelit, wątroby, skóry i płuc.



Jak zaparzyć czystek?


W ogóle nie patrz w stronę tego torebkowanego szitu. Lepiej wydać kilka złotych więcej i zaopatrzyć się w dobrej jakości liście. Ja zalewam wrzątkiem dwie łyżeczki od herbaty. Taka ilość wystarcza mi na mój wielki półlitrowy kubas. Jeżeli nie lubisz specyficznego smaku ziół, możesz dodać miód lub inne zdrowe słodziło. Czystkowi to nie przeszkadza.



Jakie efekty widzę u siebie?


Przede wszystkim oczyściła mi się cera. Wcześniej miałam bardzo wrażliwą skórę, która reagowała trądzikiem na wiele nowych kosmetyków czy na ostrzejsze jedzenie. Dzisiaj jestem bardzo zadowolona ze swojej cery, chociaż nadal nie jest idealnie. Włosy przestały wypadać, są mocniejsze, na skroniach wyczuwam małe "baby hair". Największym plusem jest większa odporność, z czym miałam problem w ciągu ostatnich kilku lat. Kiedy dzieci chorowały, chorowałam i ja. Tymczasem tej jesieni pierwszy raz od bardzo dawna kończę chorowanie na lekkim katarze. Tfu tfu, odpukać.





Słowem- kluczem jest tutaj "regularność". Na niewiele się zda picie czystka raz na tydzień. Nie oczekuj również spektakularnych efektów po miesiącu. Zauważalne rezultaty dostrzeżesz po minimum 3 miesiącach. 



...

Jestem bardzo ciekawa czy Ty masz jakieś doświadczenia z czystkiem? Znasz to zioło, pijasz regularnie? Napisz!


Niedoczynność tarczycy u dziecka- objawy, przyczyny, badania. Moje doświadczenia.

Niedoczynność tarczycy u dziecka- objawy, przyczyny, badania. Moje doświadczenia.

Kiedy właściwie z dnia na dzień zdrowa 5-letnia dziewczynka zamienia się w apatyczną, zmęczoną i bladą jak kreda kupkę nieszczęścia, szok miesza się z pytaniem "jak to się mogło stać??". Przecież była zdrowa jak ryba, energiczna i wesoła, wszędzie jej było pełno, a teraz nie chce rano wstać z łóżka, w ciągu dnia ucina sobie coraz więcej drzemek, nie ma siły na zabawę. W dodatku zaczęła gwałtownie tyć i wolniej rośnie. Co się dzieje??





Najczęstsze objawy niedoczynności tarczycy u dzieci:


- zmęczenie

- apatia

- brak koncentracji

- zniechęcenie

- brak energii

- senność

- trudności przy wieczornym zasypianiu, mimo zmęczenia

- lęki

- problemy z przyswajaniem wiedzy

- wolniejszy wzrost

- tycie

- wypadanie włosów i brwi, zwłaszcza po stronie skroniowej

- sucha skóra

- blada cera

- opuchnięta twarz i powieki

- blade usta


Odpowiedź przyszła bardzo szybko.


Tsh na poziomie 17. 17! przy normie do 4,2- przy czym musisz wiedzieć, że normy dla tsh w Polsce są mocno zawyżone. Nieoficjalnie mówi się, że kobieta w wieku rozrodczym nie powinna mieć tsh wyższego niż 2,5, a dziewczynka poniżej 15. roku ok. 1-1,5. Przypominam- moja 5-letnia Zu miała tsh 17, a rok wcześniej jej tsh wynosiło 1. Co się więc wydarzyło przez te 12 miesięcy, że jej tarczyca (w zasadzie przysadka mózgowa, bo to ona, a nie tarczyca odpowiada za produkcję hormonu tsh) zwariowała? Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie. W zasadzie nadal nie znam na nie odpowiedzi, ale już powoli coś się krystalizuje. O tym napiszę później... Lekarz rodzinny na gwałtu rety zapisała córce hormon Euthyrox, żeby obniżyć tsh, i wypisała skierowanie do endokrynologa. I tu, proszę ja Ciebie, zaczęły się schody. Myślę sobie "ok, endokrynolog, fachowiec, wie co robi, zna się na swojej robocie, na pewno pomoże!". Yhy. Taaaa. Jasne...


Pierwsza wizyta na NFZ bardzo mnie rozczarowała. 


Pani doktor obrzuciła Zu krótkim spojrzeniem, zmierzyła ją, zważyła, zawyrokowała, że jest za niska, za gruba i że najprawdopodobniej zostanie lekko upośledzonym umysłowo karłem. Wcisnęła mi w rękę receptę na większą dawkę hormonów i wypchnęła z gabinetu, zostawiając na korytarzu z miną bardzo zdziwionego karpia wigilijnego. Ja, która rzadko kiedy zapominam języka w gębie, nie wiedziałam wtedy zupełnie co powiedzieć. Kolejny lekarz i procedura w zasadzie powtórzona- mierzenie, warzenie, recepta, "tak się czasami zdarza, że tarczyca wysiada, padło na pani córkę" i nara. 


Po 6 latach i kilkunastu endokrynologach mogę powiedzieć, że:


a) znaleźć dobrego dziecięcego endokrynologa na NFZ, do którego nie ma kolejek na dwa lata do przodu graniczy z cudem- jeśli znasz jakiegoś, to napisz

b) żaden lekarz nie wyszedł poza schemat- mierzenie, ważenie, recepta, ewentualnie skierowanie na kontrolne tsh, bo po co robić więcej badań, prawda?

c) żaden lekarz nie poświęcił nawet chwili, aby pochylić się nad tematem, dlaczego zdrowe dziecko w ciągu kilku miesięcy skończyło z niedziałającą tarczycą.


Co nam zaoferowała klasyczna medycyna?


Mierzenie i ważenie dziecka, wywiad z rodzicem, wypisanie recepty na hormon, raz na rok wydanie skierowania na badanie krwi na poziom tsh. W momencie, kiedy dziecko czuło się gorzej, objawy niedoczynności nasilały się, a tsh rosło, dawka hormonów była zwiększana. Dowiedziałam się, że niedoczynność tarczycy bierze się znikąd, jest nieuleczalna i nic nie można zrobić, żeby poprawić jakość życia chorego. Nie, to nie jest tak, że krytykuję wszystkich lekarzy i namawiam do zbojkotowania klasycznej medycyny, absolutnie nie. Wierzę, że istnieją lekarze z powołania, którzy do każdego pacjenta podchodzą indywidualnie, starają się dociec źródła choroby i traktują organizm jako całość, a nie zbiór narządów. Nadal takiego lekarza endokrynologa szukam. Jeśli znasz kogoś takiego, odezwij się do mnie proszę. 


Doszłam do takiego momentu, kiedy zadałam sobie sprawę z faktu, że teraz już tak będzie. 


Moje dziecko będzie potrzebowało coraz większej dawki leków, będzie czuło coraz gorzej, a przecież ma dopiero kilka lat. Co będzie później? Zaczęłam szukać, czytać, dowiadywać się na własną rękę. Uczyłam się, przeczytałam wszystko co wpadło mi w ręce, oglądałam filmy, czytałam blogi, pisałam do profesorów. Gdzieś po drodze poznawałam ludzi, którzy wyleczyli się z niedoczynności tarczycy, nawet z Hashimoto. W zasadzie nikt, kto pokonał chorobę, nie zrobił tego przy pomocy klasycznej medycyny. Owszem, lekami można się wspomóc, ale bazując jedynie na nich, skazujesz się na bycie niewolnikiem aptek do końca życia.


Przyczyny niedoczynności tarczycy u Zu- moje teorie. 


Nie ma takiej jednostki chorobowej jak niedoczynność tarczycy, wbrew temu co wmawia nam medycyna. Nie ma również nadczynności tarczycy. Wszelkie problemy z tarczycą są objawem choroby, czyli stanu zapalnego, który toczy się gdzieś w organizmie. Na początku trzeba sobie zadać pytanie- co takiego się podziało, że tarczyca zachorowała. Po dokładnym przeanalizowaniu tych 12-stu miesięcy pomiędzy jednym badaniem krwi Zu, kiedy tsh wynosiło 1, a drugiem, kiedy tsh wskoczyło na 17, wysnułam kilka wniosków. 

1. To był pierwszy rok Zu w przedszkolu, podczas którego 9 razy (!) chorowała i 9 razy przyjmowała antybiotyk. Na zmianę było zapalenie oskrzeli, zapalenie ucha, zapalenie krtani. Dzisiaj mam większą wiedzę i większą świadomość, wiem, że niektórych antybiotyków można było uniknąć. Wtedy jednak, kiedy dziecko krzyczało z bólu lub przelewało się przez ręce z gorączką 40 st., trudno było zachować trzeźwość myślenia. Jedną z teorii jest właśnie nadmiar antybiotyków podanych w krótkim czasie, które uszkodziły układ odpornościowy, co w efekcie spowodowało niedoczynność. 

2. Druga teoria jest taka, że to nie antybiotyki same w sobie spowodowały niedoczynność, ale ogrom stanów zapalnych, jakie w ciągu roku toczyły się w organizmie Zu. Choroby tarczycy są niejako odpowiedzią na stany zapalne w organizmie, więc może to właśnie było przyczyną.

3. Teoria numer trzy, czyli kortyzol. Kortyzol jest hormonem stresu, który, utrzymując się przez długi czas, uszkadza działanie tarczycy. Niestety Zu bardzo ciężko emocjonalnie zniosła ten pierwszy rok  w przedszkolu, dużo płakała, w zasadzie każdy dzień to był stres. Uprzedzam pytania- jej rocznik (2007) był pierwszym rocznikiem, który musiał jako pierwszy pójść do zerówki w wieku 5 lat, więc nie była to moja decyzja. 

4. Ostatnia, najnowsza teoria, jest taka, że... Zu ma pasożyty, ma je od wielu lat i dopiero teraz się ujawniły, wcześniej powodując kilka zdrowotnych dolegliwości, których nigdzie nie potrafiliśmy "przyczepić", np. pokrzywka na twarzy, przewlekły nieżyt zatok, bóle brzucha itd. Pasożytów w ogóle nie braliśmy pod uwagę, bo młoda miała kilka razy badany kał i nigdy nic nie wyszło. Tymczasem po miesiącu codziennego picia czystka i soku z kiszonej kapusty, w kupce Zu znalazły się takie rzeczy, że aż łapałam się za głowę. Na pewno zidentyfikowaliśmy glistę ludzką w całkiem pokaźnym stadium rozwoju i sporo jaj. Paskudztwa nadal wychodzą, a my do kuracji dołączyliśmy ajurwedyjskie "złote mleko" z kurkumą i pestki dyni. O naturalnym odrobaczaniu dzieci jeszcze napiszę, bo nie o tym dzisiaj ma być. 


Nie wiem która teoria jest tą właściwą. Nie wiem czy w ogóle któraś jest, a może wszystkie rzeczy zadziały się jednocześnie i sprawiły, że pojawiła się niedoczynność? Podejrzewam, że tego nie dowiem się nigdy.


Ok. Wiesz już, że Twoje dziecko ma za wysoki poziom tsh. Co dalej?


Przede wszystkim, jeszcze zanim pójdziesz do apteki i wykupisz hormony dla dziecka, zrób badania. Nie mam tu na myśli ogólnych badań krwi z tsh, bo to już na pewno zrobiłaś. Nie daj sobie wmówić, że wystarczy zbadać poziom tsh- ja niestety uwierzyłam i przez to mamy kilkanaście miesięcy leczenia w plecy.

Badania, jakie powinnaś wykonać na początek:


1. tsh (hormon przysadki mózgowej), ft3 i ft4 (hormony tarczycy)

2. anty- TPO i anty- TG (przeciwciała, które pomogą wykluczyć chorobę Hashimoto)

3. usg tarczycy (koniecznie! trzeba sprawdzić jej rozmiar, unaczynienie i obecność guzków)

4. w dalszej kolejności warto sprawdzić poziom jodu, gdyż to właśnie jego niedobór we wielu przypadkach powoduje niedoczynność tarczycy u dzieci (nas zaniepokoiła wielka miłość Zu do wyjadania soli prosto z solniczki, nawet całymi łyżkami, teraz codziennie suplementuje jod).


Dopiero, kiedy masz komplet ww badań, idź do endokrynologa. No i wiadomo miej oczy otwarte, odwiedź kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu, jeśli trzeba, aż znajdziesz lekarza, który pochyli się nad przypadkiem, zamiast taśmowo wypisywać recepty. O tym, jak wybrać dobrego endokrynologa przeczytasz u mnie już wkrótce.


Jak jest teraz?


W tej chwili moja 11 -letnia córka ma wagę w normie, chociaż do szczuplaczków nie należy, jest najwyższa w klasie i przynosi do domu świadectwa z biało- czerwonym paskiem. Jest cholernie inteligentna, błyskotliwie ripostuje i zadziwia trafnymi puentami. Jeździ konno i dostaje piątki z wf-u, chociaż potrzebuje więcej czasu na regenerację. Szybko się zniechęca, łatwo gubi koncentrację i boi się ciemności. Jej tsh jest na poziomie 3,5. To i tak za dużo, ale udało nam się zejść do takiego wyniku przy minimalnych dawkach hormonów, i co najważniejsze od kilku lat unikać skoków tsh.


Za tydzień w niedzielę (mam nadzieję, że ogarnę) pojawi się pierwszy post o naturalnym leczeniu niedoczynności tarczycy. Zapraszam. 

...........



Jeśli ten artykuł Ci się spodobał, proszę, udostępnij go dalej. Dziękuję!
Miłość w stylu vintage oraz mój subiektywny vintagowy przegląd wnętrzarski.

Miłość w stylu vintage oraz mój subiektywny vintagowy przegląd wnętrzarski.

Piękne domy to jedna z moich największych zajawek. Przyznam Ci się teraz do czegoś, o czym raczej nie rozpowiadam na prawo i lewo... Jestem podglądaczem! Jeśli tylko mogę, zaglądam do cudzych domów, bezczelnie gapię się przez okna, zatrzymuję przy bramach i wyciągam szyję, żeby zobaczyć jak najwięcej. Niezmiennie od kilku lat zastanawiam się czy bardziej chciałabym mieszkać w starej przedwojennej kamienicy z wysokimi sufitami i krętymi schodami, czy w drewnianymi domu nad morzem, czy też może w stuletnim odnowionym przeze mnie (nie wiem jak się remontuje domy, ale to szczegół, prawda?) domu ze strychem, piwniczką na wina i milionem zakamarków, w których mieszkają duchy. Jednym z moich najulubieńszych zajęć w życiu jest zamawianie darmowych katalogów, magazynów i gazet wnętrzarskich. Jeśli gdzieś w sieci pojawi się informacja, że jest do zgarnięcia książeczka z sofami, lampami czy stolikami, to możesz być pewna, że ja będę do tego pierwsza! Mam w sypialni specjalną półeczkę, taką niewielką deseczkę nad telewizorem, na której trzymam te wszystkie moje wnętrzarskie trofea i w chwilach, kiedy czuję, że życie ciśnie, a ja zaraz, za chwileczkę wybuchnę, sięgam po taką gazetkę na ten przykład z dywanami i już mi lepiej. Serio, oglądanie pięknych wnętrz działa na mnie mocno terapeutycznie.

(zdjęcie- urzadzamy.pl)

O moich wnętrzarskich fascynacjach mogłabym napisać książkę. No, może nie książkę, ale całkiem pokaźnych rozmiarów broszurkę na pewno ;) Jedno wiem z całą pewnością- nie kręci mnie ascetyczny minimalizm graniczący ze szpitalnym designem, twarde geometryczne wzory ani chłodne wnętrza wypełnione samą tylko bielą i metalem. Najgorszą estetyczną krzywdą, jaką można mi zrobić, to zamknąć mnie na dłużej w nowoczesnym japońskim minimalistycznym hotelu, gdzie nawet deska klozetowa ma idealnie regularne kształty i zatrzaskuje się na klaśnięcie dłońmi. Wciśnięcie mnie w pokój z bordowymi ścianami w stylu warholowskiego pop-artu to również średni pomysł. Dobre klasyczne klubowe retro z graficznymi tapetami i fotelami muszelkami jeszcze zniosę, ale nie na długo. Barokowo- rokokowy przepych powoduje u mnie ból głowy- odpada. Mój ukochany styl to styl, uwaga, "na babcię"- ciepłe wnętrza z solidnymi meblami, pachnące nieco prl-em, ale mimo wszystko mój prl ustawiony jest na tle białych ścian, okraszony lnianymi beżowymi zasłonami, miękkimi poduchami i skandynawskimi ratanowymi fotelami. Fascynacja białymi prowansalskimi wnętrzami to jedna z tych miłości, która w nieco zmienionej formie trwa do dziś. Po  pewnym czasie płynnie przeszła w miłość do skandynawskich jasnych pomieszczeń, przełamanych pastelami, czarno- białymi dodatkami i wielkimi monsterami w wiklinowych donicach. Styl shabby chic bardzo mi pasował, owszem, wydawało mi się nawet, że to jest ten styl, którego już z żadnym innym nie chcę mieszać, ale coś mi tutaj jednak zgrzytało. Przecierki wszędzie, postarzane kryształowe żyrandole, szafki, które wyglądały, jakby były używane przez kilka pokoleń.... no właśnie, tutaj tkwi klucz owego zgrzytu- te rzeczy wyglądały jakby były używane.  Tak naprawdę to one były nowe, nowiutkie, nówki nieśmigane, ale tworzone były tak, żeby wyglądały na stare. A ja nie chciałam mieć rzeczy, które tylko wyglądają na stare. Ja chciałam mieć STARE rzeczy. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że niesamowicie kręcą mnie stare przedmioty, przeszłość generalnie sama w sobie, wybuchła moja wielka miłość do vintage. Założę się, że teraz na pewno myślisz sobie- "taaa, jasne kolejna, która dała się wciągnąć w nurt prl-owskich faz". Zdaję sobie sprawę, że vintage jest teraz na czasie, a zewsząd atakują nas kolejne retro sklepy z rzeczami z drugiej ręki (mnie to bardzo cieszy, żeby nie było!), ale moja fascynacja narodziła się jeszcze zanim prl dumnie wkroczył na salony.



Przeczytaj: Rzeczy mają znaczenie. O starociach w moim domu.


W moim domu to ja od zawsze byłam tą, która zbiera stare dokumenty, akty urodzenia, listy, książeczki wojskowe, zdjęcia, pocztówki i inne pożółkłe świstki, które przez większość ludzi uznane zostałyby za śmieci. Mam w swojej kolekcji dokumenty sprzed pierwszej wojny, listy, które z frontu mój pradziadek pisał do babci (Jezu, jak on ją kochał!), akty urodzenia ludzi, których nawet grobów już nie ma- jedyny ślad po nich to moja teczka i kilka ledwo widocznych się zapisków. Zgarniam po znajomych i rodzinie przedmioty, które są uważane przez nich za "do wyrzucenia", a dla mnie są najpiękniejszym skarbem. Mam w swojej kolekcji ponad stuletnią kryształową cukiernicę prababci, jej spinkę do upinania koka, karafkę pradziadka, 130-letni talerz wykonany na terenie zaboru pruskiego, różaniec mojej babci, który uratował dziadka przed śmiercią na wojnie, kiedy to kula odbiła się idealnie od metalowego pudełeczka, w którym ten różaniec się mieścił. Mam obraz, który wisiał na ścianie w domu rodzinnym mojej mamy, a wcześniej babci i prababci. Obraz jest jedyny w swoim rodzaju, nie ma drugiego takiego, bo został namalowany przez wędrownego artystę, który za obiad i nocleg w szopie tworzył piękne dzieła. O fajansowych dzbanach, świecznikach, wazonikach, ręcznie szytych obrusach nawet nie wspomnę. Lubię poznać historię każdego przedmiotu, lubię wiedzieć kto go stworzył, dla kogo i na jaką okazję. Hand made rusza mnie tak bardzo, że przy nim wszelka masówka wydaje mi się słaba.

Przeczytaj: Jak wprowadzić elementy vintage do wnętrza?


Nie myśl tylko, że mój dom to muzeum zawalone ogromem przedmiotów, w których wszyscy się gubimy, a ja z paniką w oczach wrzeszczę na domowników "nie dotykajcie tego zegara! nie ruszajcie cukiernicy!!" Nic z tego, chociaż wizja zabawna, nie powiem :) Powoli, bardzo powoli, delektując się tym stanem jak najlepszym czekoladowym tortem, urządzam mój dom w takim stylu, jaki najbardziej mi pasuje. Bez sentymentu wyrzucam rzeczy, które nic dla mnie nie znaczą, pozbywam się mebli kupionych w meblarskich sklepach, naczyń z Ikei i kiepskiej jakości ubrań kupionych masowo za grosze. Rozdaję po ludziach nic nie wnoszące durnostojki, sprzedaję na olx pięć nowoczesnych geometrycznych cukiernic i z czułością głaszczę tę jedną jedyną kryształową po prababci. To jest dla mnie kwintesencja slow podejścia do urządzania domu i generalnie do posiadania rzeczy- mniej, ale lepiej, z rozwagą, z sercem, mądrze. Z wielką radością zastępuję to co mi nie pasuje na to, co powoduje szybsze bicie serca. To jest proces, który trwa całymi latami, bo nie rzucam się przecież jak wariatka na wszystko, co ma metkę retro, vintage, made in prl. Nie znoszę do domu wszystkiego, co zobaczę. Musi zaiskrzyć między mną a, dajmy na to, fotelem, jak między kobietą a mężczyzną. Jeśli serce bije mocniej, jeśli jest mi dobrze z nim, to biorę, przytulam i wpuszczam do domu. W innym wypadku mówię adios amigo i niech ktoś inny sobie ciebie bierze. Pomimo mojego zamiłowania do rzeczy, jestem zdeklarowaną minimalistką. Tak, to się wszystko ze sobą łączą, wbrew pozorom. Męczy mnie nadmiar wszelaki, a już nadmiar rzeczy w domu męczy mnie podwójnie, więc dążę do tego, żeby mieć tylko te przedmioty, których naprawdę potrzebuję, z którymi czuję się po prostu dobrze. Mieć mało, ale najlepszej jakości, starannie dobrane, ukochane przedmioty (ubrania, książki, kosmetyki itd.). Umiejętnie żongluję tym co lubię, tym co mam i tym o czym marzę, mieszam rzeczy nowe ze starymi, miksuję ukochane style i podglądam, zaglądam, węszę ;)


Poniżej, specjalnie dla Ciebie, przygotowałam nietypowy przegląd mebli. Mebli vintage, z duszą i historią, prosto z serwisów sprzedażowych. Mebli, które prędzej czy później znajdą się w moim domu (tym, w którym mieszkamy lub całkiem innym, w całkiem innym miejscu, kto wie... ;) ), jeśli tylko znajdę ich idealną wersję i będę miała tlochę duzo monet- jak mawia moja 3-letnia córka Mimi- na ich zakup oczywiście ;)




WNĘTRZARSKIE VINTAGE PEREŁKI

(wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron sprzedażowych- allegro.pl, sprzedajemy.pl, olx.pl)



1. Kredens.


Moje największe vintage marzenie. Chcę mieć w kuchni dokładnie taki sam, jaki stał u mojej cioci na wsi, gdzie jako kilkulatka spędzałam prawie wszystkie wakacje. Z takim kredensem wiąże się cała masa pięknych wspomnień... Póki co jeszcze nie znalazłam tego idealnego. Szukam, ale ciągle coś mi nie pasuje. Ze starymi meblami jest tak, że po prostu musi zagrać. Jeśli nie ma iskry, to nic z tej miłości nie będzie. Te kredensy poniżej są ok. Tylko ok, a ja chcę, żeby było wow. Szukam dalej.






2. Sekretarzyk.


Taki jak z pierwszych filmów o Sherlocku Holmesie. Z milionem szufladek, zakamarków i schowków, zamykany roletą na kluczyk. Marzy mi się taki w kolorze sosny albo jabłoni. Już nawet wiem, gdzie go postawię.






3. Toaletka.


Zupełnie nie mam w tej chwili miejsca na toaletkę. Nie mam nawet pojęcia, czy kiedykolwiek takie miejsce się znajdzie, ale o pięknej wiekowej toaletce marzę od kilkunastu lat. Może sprawię sobie taką na emeryturze? ;)



4. Piec kaflowy.


Albo koza. Albo kominek ewentualnie, ale też z odzysku. Mojej miłości do pieców kaflowych nie rozumie absolutnie nikt. Nikt. Naprawdę nie spotkałam ani jednej osoby, która podzielałaby mój zachwyt nad tym jakby nie patrzeć reliktem przeszłości. Tymczasem dla mnie piec kaflowy to piękna rzecz i bardzo żałuję, że tak niewiele osób go docenia.




5. Łóżko.


Do pokoju Zu- białe, metalowe, na zdobionych nóżkach a'la Ania z Zielonego Wzgórza. Do naszej sypialni - drewniane. Kupno takiego łóżka wiązałoby się z całkowitym przemeblowaniem, ale mam nadzieję, że i do tego z czasem dojdziemy.





6. Fotel bujany.


Ajjj marzenie :)



7. Stół.


Duży, solidny, drewniany, z zarysowaniami i śladami po kubkach z za gorącą herbatą. Nie musi być idealny, nawet jest to wskazane, żeby nie był. Stół z historią, z duszą, z życiem. Żeby się przy nim życie działo, zupy jadło i na maile odpisywało. Tak właśnie chcę.



8. Kapliczka.


Sam fakt, że coś takiego przyszło mi do głowy, mnie zadziwia. Przydrożne kapliczki zawsze miały dla mnie specyficzny klimat, ale chęć posiadania własnej w ogrodzie, na jakimś drzewie, wysoko miedzy gałęziami, nadal jest jakimś mglistym zamysłem, w który do końca nie mogę uwierzyć. Gdzieś z tyłu głowy od pewnego czasu towarzyszy mi myśl, że z chęcią przygarnęłabym taką ręcznie wyrzeźbioną małą kapliczkę, niechcianą, sprzed wielu lat najchętniej...




9. Duże stojące lustro w drewnianej ramie.


Powinnam napisać- w dużej niedoskonałej ramie. Dokładnie takie jak na zdjęciu. Piękne!






Jestem ciekawa czy Ty lubisz stare przedmioty, czy raczej jesteś fanką nowoczesnych rozwiązań?

....




Jeśli spodobał Ci się wpis, proszę udostępnij go dalej, dziękuję! :)